<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761</id><updated>2012-01-23T15:37:21.314+01:00</updated><category term='filozosia'/><category term='queer'/><category term='przestrzeń publiczna'/><category term='homofobia'/><category term='sztuka'/><category term='filozosia gryzmoły'/><category term='lewica'/><category term='tekst kulturowy'/><category term='społeczeństwo'/><category term='LGBTQ'/><category term='historia'/><category term='heteronormatywność'/><category term='edukacja'/><category term='fundamentalizm religijny'/><category term='nauka'/><category term='odmieńczość'/><category term='przemoc'/><category term='prawo'/><category term='polityka'/><category term='demokracja'/><category term='kapitalizm'/><category term='satyra'/><category term='gender'/><category term='etyka'/><category term='film'/><category term='teologia polityczna'/><category term='seksualność'/><title type='text'>HODOWLA IDEI</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>91</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1322534900343802890</id><published>2012-01-22T19:05:00.000+01:00</published><updated>2012-01-22T19:05:44.708+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>"Jak stolik z Ikei"</title><content type='html'>Pisząc na swoim blogu o &lt;i&gt;Dziewczynie z tatuażem&lt;/i&gt; &lt;a href="http://www.alekinoplus.pl/aleblog-kobiety-ktore-nienawidza-mezczyzn-albo-poskromienie-zlosnicy_553"&gt;Bartek Żurawiecki&lt;/a&gt; dochodzi do wniosku, że "kultura popularna, sztuka masowa zawsze są i będę [...] konserwatywne i normatywne". To spore uproszczenie: przekonanie, że kultura popularna jest &lt;i&gt;z założenia&lt;/i&gt; postępowa i/lub subwersywna jest równie naiwne jak przekonanie, że jest ona &lt;i&gt;z założenia&lt;/i&gt; konserwatywna i normatywna. Subwersywność kultury popularnej zawsze tkwiła bardziej w (często nieprzewidywalnych) sposobach jej odbioru niż w radykalizmie twórców (chociaż ta druga opcja nie jest, oczywiście, wykluczona). Twórcy i producenci filmów z Judy Garland, na przykład, nie adresowali ich bynajmniej do subkultury gejowskiej (choć bez wątpienia znalazłby się wśród nich niejeden odmieniec), a jednak aktorka ta, obok kilku innych, stała się jedną z ikon tejże subkultury w Ameryce. W swojej ostatniej książce Judith Halberstam odkrywa iście wywrotowe treści w niektórych pixarowskich animacjach czy amerykańskich komediach zbudowanych wokół "głupkowatości" swoich męskich bohaterów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to trudno nie zgodzić się z Bartkiem, że &lt;i&gt;Dziewczyna z tatuażem&lt;/i&gt; przedstawia historię "poskromienia złośnicy", albo raczej poskromienia odmieńca. Jest jeszcze gorzej: to nawet nie świat zewnętrzny poskramia odmieńca, ale odmieniec poskramia sam siebie, zgodnie z "naturalnym" procesem dojrzewania. Podążając za sugestywnością filmu (tym większą, że reżysersko jest on zrobiony niezwykle sprawnie, wręcz uwodzicielsko), przeciętny widz nie pomyśli zapewne o licznych subtelnych sposobach, w jakie normy kulturowo-społeczne są narzucane, internalizowane i z czasem odbierane jako przejaw "samej natury", nie zaś jako "wgrawerowana" w naszą podmiotowość i cielesność autodyscyplina. Dojrzewanie jest głęboko normatywną ideą; obiegowa wiedza podpowiada, że każdy ma prawo do młodzieńczego buntu i do różnych eksperymentów ("młodość musi się wyszumieć"), ale przychodzi moment pogodzenia się ze światem i potrzeba stabilności emocjonalno-materialnej. W przypadku Lisbeth przygodny seks lesbijski ustępuje miejsca poważnemu uczuciu do Blomkvista, a jej ojcobójcze (a więc antyedypalne) zapędy z wczesnej młodości znajdują odkupienie w jej stosunku do ciężko chorego ex-kuratora. Zbuntowana dziewczyna wraca do normy, tzn. do "znalezienia sobie miejsca na świecie" w relacji do mężczyzn w ogóle, a do ojca i partnera/męża w szczególności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak film nie jest wyłącznie o męskich psychopatach, jak pisze Żurawiecki. Jak na mainstreamowy obraz z dużej amerykańskiej wytwórni zawiera niemałą dozę krytyki &lt;i&gt;systemowego&lt;/i&gt; wykorzystywania kobiet i &lt;i&gt;systemowej&lt;/i&gt; dominacji mężczyzn. To prawda, że w ostatecznym rozrachunku nie wydaje się proponować gruntowanej przebudowy tego systemu, a raczej zatrzymuje się na poziomie indywidualnej moralności konkretnych "przedstawicieli płci męskiej"; są po prostu źli mężczyźni i dobrzy mężczyźni, niezależnie od pełnionych funkcji w strukturach władzy. Źli to ci, którzy nie potrafią okiełznać swoich (czasem morderczych) chuci, a dobrzy to ci, którzy chronią kobiety od swoich (męskich) popędów seksualnych oraz od ich (kobiet) popędów autodestrucji. (Dodajmy, że zgodnie z najbardziej oklepanym schematem męskość jest tu w gruncie rzeczy sadystyczna, a kobiecość – masochistyczna.) Jest dobry kurator i zły kurator, dobry Vanger i zły Vanger, uczciwy obywatel Blomkvist i jego nieuczciwy oponent Wennerström. Dobro, rzecz jasna, zwycięża – ale miejmy się na baczności! - licho nie śpi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli film nie proponuje zasadniczej zmiany systemu opresji kobiet (nie mówiąc już o opresji odmieńców – odmieńczość jest tu tylko przejściową fazą rozwojową, a więc właściwie nie istnieje), to chyba dlatego, że w ujęciu Finchera system ten jest w gruncie rzeczy zakorzeniony w naturze. Odwołanie się do tego, co niezmienne i fundamentalne - do "(ludzkiej) natury" - przynajmniej do pewnego stopnia rozgrzesza systemowy wyzysk kobiet; krytyka systemu może sięgać głęboko, ale musi w końcu dotknąć twardego dna natury i dalej ani rusz. Film bezkrytycznie utwierdza obiegowe opinie na temat "natury kobiecej": można powiedzieć, że na słynne Freudowskie pytanie "Czego pragnie kobieta?" odpowiada (wtórując całej mainstreamowej kulturze): pragnie ojca, męża, rodziny, opieki, stabilności, miłości. Ale i "męska natura" ma tutaj jasną definicję: mężczyźni są "napędzani" przez libido, z którym lepiej lub gorzej sobie radzą (albo: które przybiera raz bardziej, a raz mniej antyspołeczną postać). Wbrew pozorom różnica między Martinem Vangerem a Blomkvistem jest bardziej powierzchowna, niż mogłoby się wydawać – dzielą ich prywatne standardy moralne i zdolność samokontroli, ale niekoniecznie głębsza motywacja życiowa (jeśli popatrzeć na ich działalność zawodową, obaj wykonują pracę o wysokim prestiżu i dużej użyteczności społecznej). Sprowadzając rzecz do najprostszej formuły, film potwierdza truizm, że kobiety chcą miłości, a mężczyźni chcą seksu (przy czym męskie, heteroseksualne doznania seksualne często okupione są cierpieniem, a nawet życiem, kobiet). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie najbardziej subwersywna i bezkompromisowa w całym filmie wydaje się postać starego faszysty (zupełnie, wydawałoby się, marginalna). Nie ukrywa on swojej faszystowskiej przeszłości pod cienkim lakierem hipokryzji i politycznej poprawności – "jak stolik z Ikei". Subwersywną lekturę filmu warto być może rozpocząć właśnie od tego miejsca: od stwierdzenia, że za ładną buzią liberalnego humanizmu, wraz z jego instytucjami "użyteczności publicznej", kryje się obrzydliwy systemowy faszyzm, który "podskórnie" organizuje przestrzeń społeczną, w tym także normy płciowe. Co się stanie, jeśli postawimy radykalną tezę, że obecne rozumienie "natury męskiej" i "natury kobiecej" jest z gruntu faszystowskie? W ten sposób udałoby nam się wydobyć z filmu radykalny potencjał skierowany niejako przeciwko niemu samemu, a przynajmniej przeciwko jego sentymentalnemu, normatywnemu przekazowi, który starałem się nakreślić powyżej. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1322534900343802890?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1322534900343802890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2012/01/jak-stolik-z-ikei.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1322534900343802890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1322534900343802890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2012/01/jak-stolik-z-ikei.html' title='&quot;Jak stolik z Ikei&quot;'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7720035796177153112</id><published>2012-01-04T13:02:00.004+01:00</published><updated>2012-01-04T16:44:02.672+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><title type='text'>Nie być funkcjonariuszem</title><content type='html'>Zdarzyło mi się zasiadać ostatnio w pewnej komisji, która miała opiniować nadesłane wnioski, mniejsza o co. Otrzymałem wytyczne, wedle których należało je oceniać. W trakcie pracy zdałem sobie sprawę, jak sumiennie staram się trzymać owych wytycznych, których przecież w najmniejszym stopniu nie ustalałem i z którymi nawet nie do końca się zgadzam. No dobrze, nie pierwszy raz doskwiera mi głęboko normatywny charakter klasyfikowania i przyznawania ocen. Jednak tym razem w jakiś bardziej dotkliwy sposób niż zwykle uświadomiłem sobie, jak łatwo przychodzi mi stawanie się funkcjonariuszem. To ciekawe, jak szybko poczułem się zobowiązany do przestrzegania reguł, jak zacząłem samego siebie dyscyplinować i "spełniać swoją funkcję", jakkolwiek przygodną i tymczasową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym amerykańskim sitcomie – na tyle, na ile mogłem odgadnąć, słysząc jedynie dialogi z sąsiedniego pomieszczenia – pokazano następującą historię: w firmie zmienia się szef, który najpierw nadaje portierom stopień sierżanta i ubiera ich w stosowne mundury, a następnie zwalnia "starych" pracowników z pionu kierowniczego. Jeden z byłych pracowników próbuje umówić się na spotkanie z nowym szefem, żeby prosić go o ponowne zatrudnienie, ale dowiaduje się od portiera, że zgodnie z zarządzeniem nowych władz nie ma prawa wstępu na teren firmy. Jednak pywatnie portier jest po stronie byłego kierownika i podrzuca mu różne pomysły, jak dostać się do szefa. (Komizm sytuacji wynika głównie z przesadnego sposobu, w jaki portier-sierżant odgrywa swoją podwójną rolę.) Mężczyzna jest zdezorientowany, ale portier tłumaczy mu, że kiedy patrzy w kamerę monitorującą (z której obraz transmitowany jest prosto do gabinetu szefa), to jest sierżantem Jones, który musi trzymać się regulaminu, ale kiedy odwraca się od kamery, to jest jego starym kumplem i chce mu pomóc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w tej scenie uchwycona ciekawa, choć może nieszczególnie oryginalna, obserwacja dotycząca "bycia funkcjonariuszem". Poprzez symboliczny awans (stopień, mundur) portier staje się niejako "dłużnikiem" nowego szefa (i szerzej, pewnego porządku) i spłaca swój dług rygorystycznie wypełniając swoje obowiązki - nawet wtedy, kiedy  prywatnie się z nimi nie zgadza. Nadanie funkcji powoduje rozdwojenie, oddziela "prywatną osobę" (niech już będzie to nielubiane przeze mnie określenie, z braku lepszego) od nobilitującej funkcji. Nie od rzeczy będzie przywołanie w tym miejscu słynnego &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zienny"&gt;eksperymentu Philipa Zimbardo&lt;/a&gt; z 1971, kiedy to uczestnicy poproszeni o odgrywanie strażników więziennych nadspodziewanie głęboko weszli w swoje role, mimo że byli przecież świadomi fikcyjności całej sytuacji. (Dotyczyło to także "więźniów", którzy również stali się "funkcją" tego sztucznego systemu więziennego.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naiwne byłoby twierdzenie, że możliwe jest istnienie poza wszelką funkcjonalizacją. Pozostajemy (nieuchronnie?) funkcjonariuszami Rodziny, Instytucji, Organizacji, Państwa, Kapitału, Rewolucji, Języka, czy wreszcie Podmiotu, którym staliśmy się z nadania Systemu (stając się tym samym jego dłużnikami). Uniknąć funkcjonalizacji można jedynie będąc &lt;a href="https://www.facebook.com/pages/NIKT/206091099408150"&gt;nikim&lt;/a&gt;; bycie Kimś zakłada posiadanie funkcji. Ale możliwe jest przecież kontestowanie konkretnych trybów i mechanizmów funkcjonalizacji (zwłaszcza tych, które prowadzą do określonej hierarchizacji przestrzeni społecznej). Zdarzają się dysfunkcje – w nich cała nadzieja i cały strach.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brytyjska kapela Outsight nagrała ostatnio utwór pt. "Function": &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="81" width="100%"&gt; &lt;param name="movie" value="https://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15579998"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed allowscriptaccess="always" height="81" src="https://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15579998" type="application/x-shockwave-flash" width="100%"&gt;&lt;/embed&gt; &lt;/object&gt;  &lt;span&gt;&lt;a href="http://soundcloud.com/outsight/outsight-function"&gt;Outsight - Function&lt;/a&gt; by &lt;a href="http://soundcloud.com/outsight"&gt;Outsight&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The world has decided &lt;br /&gt;Now I can't compete &lt;br /&gt;I need a function that can make me complete&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadana funkcja jest dopełnieniem, czymś w rodzaju &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/o-niewaznosci.html"&gt;pieczęci&lt;/a&gt;, która legitymizuje jednostkę do pełnowartościowego społecznego istnienia. Wartościowe jest jedynie pozostawanie organiczną częścią Ustroju o określonej funkcji. W każdym innym wypadku wypadasz poza obowiązującą ekonomię, stajesz się niewidoczny albo widoczny jedynie jako pasożyt/ciało obce/odpad.* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sztuka jest jedną z tych niewielu przestrzeni, gdzie możliwe stają się alternatywne ekonomie/aksjologie, gdzie defunkcjonalizacja ma większe znaczenie niż funkcjonalizacja (co nie znaczy, że w zinstytucjonalizowanym świecie sztuki nie roi się od funkcjonariuszy!). Kiedy np. Miron Białoszewski celebruje połamane krzesło albo "szarą nagą jamę" po starym piecu, to wywraca tradycyjne aksjologie do góry nogami, redefiniując (choćby na potrzeby jednego wiersza) pojęcia (nie)funkcjonalności, (bez)użyteczności, (bez)wartościowości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię nie chcieć nie być funkcjonariuszem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Na powiązany temat patrz też &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/09/funcjonariusze-i-podrzedni.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------------------&lt;br /&gt;* Być może Agambenowskie pojęcie "nagiego życia" da się zdefiniować jako to, co pozostaje z życia po odjęciu od niego wszelkiej funkcji. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7720035796177153112?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7720035796177153112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2012/01/nie-byc-funkcjonariuszem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7720035796177153112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7720035796177153112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2012/01/nie-byc-funkcjonariuszem.html' title='Nie być funkcjonariuszem'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6447860644730651301</id><published>2011-12-25T23:31:00.002+01:00</published><updated>2011-12-27T12:14:19.163+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia gryzmoły'/><title type='text'>Przypowieść diakrytyczna</title><content type='html'>W starożytnym alfabecie, którym zapisane są nasze święte księgi, mnogość znaków diakrytycznych przyczynia się do niezwykłego bogactwa i zniuansowania znaczeń, nie wspominając już o walorach estetycznych; jednocześnie jednak nakazuje najwyższą ostrożność i staranność przy odczytywaniu tekstu. Na szczęście filologia, teologia i inne pokrewne dyscypliny osiągnęły tak wysoki poziom zaawansowania, że święte wersety niemal nie kryją przed nami tajemnic. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może tylko jedna kwestia spędza zakurzonym bibliotecznym molom sen z powiek. Niestety, w kluczowym miejscu księgi, w najważniejszym wyrazie, niedbały skryba (być może po całonocnej libacji, o jakich wspominają apokryfy) zapisał drżącą ręką ogonek w taki sposób, że nie sposób doprawdy odgadnąć, czy skierowany jest w prawą, czy w lewą stronę. Są tacy, którzy spoglądając na ów diakrytyk z określonego punktu widzenia są przekonani, że ogonek wykręca się lekko w lewo, a jeśli tak jest w istocie, to biada nam! Wówczas sens świętej księgi ulega nagłej autonegacji, a cały wszechświat okazuje się ponurym, absurdalnym żartem, wymysłem oszalałych bogów, nieokiełznanym chaosem ukrytym pod cienką maską rzekomego sensu. Większość uczonych jest jednak zdania, że ogonek jest zwrócony minimalnie w prawo (przynajmniej jeśli spojrzeć nań pod właściwym kątem), a wówczas jesteśmy uratowani! Świat jest miejscem pełnym sensu, nadziei i szczęśliwości, a kluczem do poznania rządzącej nim Reguły jest tekst naszej świętej księgi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spory między filologami, filozofami i teologami wydają się nie mieć końca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------------------------&lt;br /&gt;GLOSSA (wiele stuleci później) &lt;br /&gt;Należy stanowczo wykluczyć nieprawomyślną hipotezę, jakoby kluczowe zdanie z księgi brzmiało: "Oto przynoszę wam lek" lub - w konkurencyjnej interpretacji - "Oto przynoszę wam lęk". Jak powiada tekst powyżej, spór toczy się o &lt;i&gt;orientację&lt;/i&gt; ogonka, nie zaś o jego obecność lub brak. Filologiczna dokładność ponad wszystko! &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6447860644730651301?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6447860644730651301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/12/przypowiesc-diakrytyczna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6447860644730651301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6447860644730651301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/12/przypowiesc-diakrytyczna.html' title='Przypowieść diakrytyczna'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1056167429647255079</id><published>2011-11-26T00:55:00.004+01:00</published><updated>2011-11-26T16:56:20.749+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teologia polityczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Liberalna utopia i jej radykalizmy</title><content type='html'>Wyjaśniałem komuś ostatnio, dlaczego, otrzymawszy zaproszenie, nie wziąłem udziału w jubileuszu pewnej publicznej instytucji. Otóż program obchodów rozpoczynał się od nabożeństwa w kościele, co jest dziś raczej regułą niż wyjątkiem przy takich okazjach. Gdyby np. jakieś katolickie stowarzyszenie działające w ramach owej instytucji – argumentowałem – chciało w ten sposób uczcić rocznicę, nie miałbym nic przeciwko temu, jednak włączenie religijnej ceremonii do programu oficjalnych obchodów tej skądinąd świeckiej instytucji uznać należy za przejaw, jeśli nie dyskryminacji, to przynajmniej rażącego niezachowania neutralności światopoglądowej ze strony władz owej instytucji. W pewnym sensie poczułem się wykluczony i – paradoksalnie – NIEzaproszony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic nowego, prawda? To dość standardowy argument, który dotyczy również np. obecności krzyża w sejmie. Argument w pewnym zakresie ze wszech miar słuszny, tym niemniej... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym niemniej uważam, że za takim argumentem stoi zinternalizowana, liberalna tęsknota za systemem, w którym władza ma być neutralnym moderatorem i regulatorem różnych grup społecznych i rożnych światopoglądów, sama stawiając się ponad podziałem, konfliktem i różnicą.* W takim porządku społeczno-politycznym różnica staje się "sprawą prywatną", choć oczywiście wokół konkretnych "grup interesu" organizują się siły nacisku, formułowane są określone żądania itp. Innymi słowy, przy stole negocjacyjnym obok siebie mają zasiąść na równych prawach fundamentaliści katoliccy i ateiści, pedały i kryptofaszyści, zwolennicy i przeciwnicy aborcji – a przede wszystkim "zdoworozsądkowa większość", która i tak w zasadzie o wszystkim decyduje. Jest to wizja, którą - pomimo nieustannego odwoływania się do "pragmatyzmu" - z powodzeniem można nazwać liberalną utopią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym systemie jedną z kluczowych kwestii politycznych jest decydowanie, co należy do sfery prywatnej, a co do publicznej. Dotyczy to np. wielu kwestii związanych z płcią i seksualnością, ale także z religijnością. (Warto w tym miejscu wspomnieć, że "prywatne" wyznawanie ideologii faszystowskiej nie jest prawnie zabronione, zakazane jest jedynie propagowanie faszyzmu.) Jednym słowem, jedną z podstawowych kwestii w liberalnym środowisku politycznym jest decydowanie, kto i co ma robić "w domu po kryjomu", a co należy włączyć pod regulacyjne działania władzy. Ta dusząca alternatywa wydaje się jedynym wyborem, jaki daje nam obecny system, ufundowany na ścisłym podziale na prywatne i publiczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rzeczywistości władza nigdy nie jest i może być neutralna. Nie tylko dlatego, że sprawują ją konkretne osoby, o konkretnych przekonaniach i cechach osobowościowych.** Brak neutralności objawia się już na podstawowym, strukturalnym poziomie: instytucje państwowe nie podważają przecież (z niesłychanie rzadkimi wyjątkami) swojej legitymizacji, a już samo istnienie struktur państwowych nie jest przecież zjawiskiem "neutralnym", czego najbardziej świadomi są anarchiści (względnie libertarianie). Instytucje państwowe &lt;i&gt;a priori&lt;/i&gt; uznają istnienie państwa za niepodważalną wartość; a przecież sama idea państwa oraz jego konstytucyjny kształt nie są "niewinne" i nie wzięły się znikąd, są efektem historycznych procesów (patrz np. &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/wojna-jako-pokoj-pokoj-jako-pacyfikacja.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). W sytuacji zagrożenia struktury państwa będą przede wszystkim broniły samych siebie, swojego trwania, często wbrew celom, dla których zostały powołane (mówiąc patetycznie: wbrew "woli ludu"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mały antyliberalny diabeł, który we mnie siedzi, nakazuje mi zatem okazywać pewną dozę zrozumienia dla fundamentalistycznych (nie "zliberałowionych") katolików, którzy na taką pozycję przy wspólnym negocjacyjnym stole – ufundowanym przez liberalną utopię – nie chcą się zgodzić. Tak jak nie zgadzają się na nią anarchiści, "lewacy", a nawet radylalni narodowcy – a zatem ci wszyscy, których system uznaje (nie bez przyczyny) za siły "antysystemowe". Dostrzegam wręcz pewną formalną (choć być może również historyczną) zbieżność pomiędzy misyjnością chrześcijaństwa a misyjnością rewolucyjnych ruchów świeckich, takich jak marksizm czy anarchizm: nie chodzi w nich o przekonanie innych uczestników "debaty publicznej" do swoich racji, ale o zerwanie obecnego porządku i zaprowadzenie porządku zupełnie innego. Paradoksalnie więc pod względem treści głoszonych poglądów, wyznawanych wartości itp. lewicowcom zazwyczaj bliżej do liberalizmu, jednak pod względem czysto formalnym (relacji do władzy, do porządku społeczno-prawnego) radykalnej lewicy (i innym kontestującym ruchom) bliżej do wojującego katolicyzmu (czego nie piszę bynajmniej w intencji podważania działań i założeń radykalnej lewicy). Oczywiście powyższe stwierdzenie nie jest w żadnym wypadku równoznaczne z tezą, że z fomalnego punktu widzenia pozycje np. anarchistów i fundementalistów religijnych wobec porządku władzy są identyczne, bo w oczywisty sposób nie są. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kontynuując rozważania z wcześniejszych wpisów, połączyłbym kwestię "liberalnej utopii" oraz rozmaitych podważających ją "radykalizmów" z kwestią dyskursywnego i instytucjonalnego konstruowania "wspólnego dobra". Bez wątpienia głównymi modelami "wspólnego dobra" w dzisiejszym świecie pozostają państwo narodowe i wspólnota religijna, uzupełniane wspólnotami tworzącymi się wokół pewnej Sprawy (emancypacja kobiet, walka o prawa obywatelskie dla wykluczonych, ruch robotniczy itp.). &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;Zasugerowałem już kiedyś&lt;/a&gt;, że za uniwersalizmem liberalnego humanizmu stoi między innymi chrześcijańska tradycja włączania wszystkiego i wszystkich, apriorycznie, w pewien porządek, pewne symboliczne imperium "powszechnego dobra". &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-1.html"&gt;Wspomniałem też&lt;/a&gt; o różnicy między katolicyzmem oświeconym, nowoczesnym, który "modli się" za każdego i wszystkich, tym samym wykonując symboliczny gest zagarnięcia, oraz katolicyzmem "pogańskim", wojującym, który chciałby narzucić swój porządek siłowo; ten drugi każe mi się nawrócić (a przynajmniej uznać symboliczny porządek, który narzuca), w przeciwnym zaś wypadku grozi mi wyeliminowaniem – jeśli nie fizycznym, tak jak w przeszłości bywało, to przynajmniej symbolicznym wyrzuceniem poza nawias (np. poza wspólnotę narodowo-katolicką). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te podejścia nie są zresztą całkowicie sprzeczne, są jedynie dwiema różnymi interpretacjami chrześcijańskiego uniwersalizmu oraz idei "zbawialności"; w obydwu przypadkach efekt końcowy jest taki, że wszyscy, w ten czy inny sposob, mają być katolikami. Jednak w pierwszym wypadku staję się katolikiem &lt;i&gt;in spe&lt;/i&gt; – jeśli nie przez formalny związek z kościołem, to przynajmniej przez uczestnictwo we "wspólnym dobru" bez kontestowania jego zasadniczych wartości; natomiast w drugim katolikami będą wszyscy, którzy ostaną się we wspólnocie po przeprowadzeniu serii czystek i po zniszczeniu każdego wroga, zewnętrznego i wewnętrznego. Pierwsza postawa zakłada, że potencjalnie zawsze jestem zbawialny, a więc nigdy nie należy mnie radykalnie wykluczyć (wręcz przeciwnie: należy mnie radykalnie wkluczyć, nie pozostawiając mi opcji samowykluczenia); natomiast druga postawa, po uznaniu mnie za niezbawialnego, traktuje mnie jak wroga, którego należy w ten czy inny sposób wyeliminować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W uproszczeniu można by powiedzieć, że radykalizmy zaczynają się tam, gdzie istnieje sprzeciw wobec przymusowego (apriorycznego) włączenia do "wspólnego dobra".*** (Ujmując rzecz z większą finezją: sprzeciw wobec radykalnego wkluczenia może być sprzeciwem wobec systemu, który pomimo dyskursywnego, symbolicznego "wszech-wkluczenia", w istocie rzeczy dokonuje serii "niewidzialnych" wykluczeń.) A czy za tym sprzeciwem stoi idea innego hegemonicznego projektu, skłonnego do radykalnych wkluczeń i wykluczeń, czy raczej próba rozbicia każdej totalizującej hegemonii i zniesienia logiki wkluczania i wykluczania, to już osobna sprawa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;* Oczywiście konflikt i różnica nie mogą być całkowicie wyrugowane z życia społeczno-politycznego, mogą natomiast zostać wprzęgnięte w systemową, samoregulującą się maszynę, zwłaszcza w postaci systemu partyjno-parlamentarnego (albo, innymi słowy: celem liberalnego reżimu jest pacyfikacja konfliktu i różnicy). Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby np. anarchiści wystartowali w wyborach, głosząc potrzebę rozwiązania parlamentu i innych struktur państwowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Za najbardziej "neutralny" urząd przejęło się uważać w Polsce urząd prezydencki. Utarło się przekonanie, że im prezydent bardziej bezstronny i nieupartyjniony, tym lepiej; że jego zadaniem jest mediowanie i godzenie sprzecznych żądań; oczekuje się wreszcie, że sam potrafi wznieść się ponad własne, osobiste przekonania. Cała ta mistyka otaczająca urząd prezydencki jest, rzecz jasna, symtpomem liberalnej utopii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** Innymi słowy, radykalizmy zakładają pewien nihilizm czy negatywizm, stojący w opozycji do powszechnej pozytywności narzuconej przez Imperium.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[t]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1056167429647255079?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1056167429647255079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/11/liberalna-utopia-i-jej-radykalizmy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1056167429647255079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1056167429647255079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/11/liberalna-utopia-i-jej-radykalizmy.html' title='Liberalna utopia i jej radykalizmy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6157694268447587471</id><published>2011-10-26T11:09:00.001+02:00</published><updated>2011-10-26T11:25:55.699+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Koniec kapitalizmu (w naszych głowach)</title><content type='html'>Czym jest kapitalizm? Jak funkcjonuje jego społeczna reprezentacja? I jakie są jej implikacje? Jak przekłada się ona na wyobraźnię i praktykę polityczną? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że na te jakże oklepane pytania udzielono wyczerpujących odpowiedzi. Odpowiedzi, które stanowią podstawowe abecadło antykapitalistycznych ruchów lewicowych i anarchistycznych. Teraz, gdy kapitalistyczny system jest opisany i zdiagnozowany w całej rozciągłości, pozostaje nam pracować nad efektywnymi narzędziami zmiany systemowej i społecznej, tak aby zbudować projekt alternatywny, taki, który - podobnie jak kapitalizm - "myślałby o wszystkim".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W teoriach politycznych głównego nurtu oraz teoriach (neo)marksistowskich kapitalizm jawi się jako żywy system, który podporządkował swoim imperatywom cały świat; który stanowi matrycę dla projektu demokracji liberalnej; który reorganizuje całe społeczeństwa podług własnych logik; który spenetrował i determinuje praktycznie wszystkie aspekty życia ludzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako antykapitalistyczne aktywistki i aktywiści budzimy się co rano w kapitalizmie i na kapitalizm. Kapitalizm jawi się naszej wyobraźni jako swoisty wszechwładny duch historii, samonapędzająca i samoorganizująca się energia. Potężny, wytrwały, aktywny, ekspansywny, dynamiczny, penetrujący, dyscyplinujący, kolonizujący, reprodukujący się samoistnie, racjonalny, motywowany swoimi własnymi prawami oraz logikami, zwycięski, organizujący i zorganizowany, zawsze dominujący. Słowem - wszechogarniająca totalność, nie mająca sobie równych totalności, przynajmniej jak na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy takiej konceptualizacji kapitalizmu w naszych głowach perspektywa innego, lepszego świata jest, jeśli nie niemożliwa za naszego życia, to na pewno zamieszkująca odległe horyzonty przyszłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak na pytanie, czy możliwe jest, że my - jako my z krwi i kości - obudzimy się kiedyś nie w kapitalizmie i nie na kapitalizm, odpowiedzieć musimy, po ciężkim westchnięciu, przecząco...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak taka perspektywa jest, jak przekonuje nas feministyczny duet J.K. Gibson-Graham w błyskotliwych rozprawach &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.mammalian.ca/READINGGROUP/Post/the_end.pdf"&gt;The End of Capitalism (As We Knew It)&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.mammalian.ca/READINGGROUP/Post/post.pdf"&gt;A Postcapitalist Politics&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;, jak najbardziej możliwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to jest, pytają badaczki, że to, co społeczne, rozumiemy jako przestrzeń, w której różne dyskursy rywalizują ze sobą o ustanowienie hegemonii, poprzez którą organizują konkretny porządek społeczny, a to, co ekonomiczne - przestrzeń ekonomiczną - myślimy jako zabetonowany monolit. Czemu w odniesieniu do kapitalistycznej ekonomii uaktywniamy myślenie metafizyczne i esencjalizujące, a nie robimy tego wobec płci i seksualności, które poddajemy poststrukturalistycznej dekonstrukcji? Dlaczego myślimy kapitalizm poprzez organicystyczne metafory, przyznając mu racjonalność, logikę, cechy myślącej, żyjącej istoty? Jak to się dzieje, że uciekając od binarnego myślenia, ten nieszczęsny binaryzm zatrudniamy, lokując praktyki niekapitalistyczne jako podporządkowane kapitalizmowi, jako negatywne w opozycji binarnej kapitalizm/niekapitalizm, myślane w relacji do i poprzez kapitalizm?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak myśląc to, co społeczne, i to, co ekonomiczne, poprzez (metafizycznie i esencjalnie rozumiany) kapitalizm, narratywizowany jako projekt "koniecznie i naturalnie hegemoniczny", tworzymy pewną społeczną reprezentację, którą następnie legitymizujemy i dalej "uhegemoniczniamy", podtrzymujemy, kiedy wyobrażamy sobie wszystko jako wyrosłe, zanurzone, funkcjonalne poprzez, w i wobec ekonomii kapitalistycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zauważają J.K. Gibson-Graham, "kiedy teoretyczki i teoretycy opisują patriarchat, rasizm lub obowiązkową heteroseksualność, czy też kapitalistyczną hegemonię, nie tylko nakreślają formację, którą mają nadzieje zdestabilizować lub zastąpić. Tworzą również reprezentację przestrzeni społecznej, obdarzając ją równocześnie mocą sprawczą. Na tyle, na ile ta reprezentacja stanie się wpływowa, może przyczynić się do hegemonii 'hegemonicznej formacji'; bez wątpienia wpłynie ona na nasze wyobrażenia dotyczące możliwości różnicy oraz zmiany, w tym możliwość udanych interwencji politycznych."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stąd metafizyka, esencjalizm, binaryzm czy wreszcie organicystyczne metafory, zatrudniane w myśleniu kapitalizmu, prowadzą do konceptualizacji wszystkich praktyk niekapitalistycznych jako praktyk z konieczności i naturalnie wyrosłych z kapitalizmu, niewystarczających, nieracjonalnych, nieskutecznych, słabych, bo lokalnych (w przeciwieństwie do mocarnego, "globalnego kapitalizmu"). "Inne i inni kapitalizmu nie spełniają oczekiwań jako prawdziwa forma ekonomii: sfeminizowana inna kapitalizmu - gospodarstwo domowe - wydaje się być pozbawiona jego wydajności i racjonalności; jego ludzki inny - socjalizm - wydaje się nie mieć jego produktywności; a inne formy ekonomii nie mają jego globalnej rozpiętości bądź też wrodzonej tendencji do dominacji i ekspansji".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego, jak sugerują badaczki, zanim zaczniemy zmieniać świat, warto by było przyjrzeć się naszym wyobrażeniom o świecie, w którym żyjemy i w którym mamy organizować ruch oporu, pomysły na inny, lepszy świat. Bo jeśli - zapominając o zastosowaniu pewnych, wypracowanych w ramach współczesnych teorii krytycznych, narzędzi - nadmuchamy &lt;i&gt;konceptualnie&lt;/i&gt; ten kapitalistyczny balon do rozmiarów uciskających prawie absolutnie wyobraźnię polityczną, to będzie nam ciężko walczyć z czymś, co jest tak potężne jak wszechświat, co jest tak totalne, jak powietrze, którym oddychamy. Pozostanie nam stworzyć tak samo potężną totalność (co proszę?), jak sam totalny kapitalizm, albo skapitulować przed kapitalizmem z ludzką twarzą. Możemy też czekać kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat na kolejny kryzys, mając nadzieję, że być może on zapoczątkuje przewrót systemowy (choć z kryzysem też możemy mieć problem, jeśli - konceptualizując kapitalizm jako organizm - pomyślimy o kryzysie jako o antybiotyku, który ma oczyścić chorujący organizm, dając mu kolejnego kopa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6157694268447587471?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6157694268447587471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/koniec-kapitalizmu-w-naszych-gowach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6157694268447587471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6157694268447587471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/koniec-kapitalizmu-w-naszych-gowach.html' title='Koniec kapitalizmu (w naszych głowach)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7698395565626128622</id><published>2011-10-10T19:41:00.001+02:00</published><updated>2011-10-10T21:36:52.659+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Przeciwko reprezentacji (notatek cz. 2, ostatnia)</title><content type='html'>Fizyczna, cielesna obecność nominalnego suwerena demokracji, czyli "ludu" – bez mediacji, bez delegacji władzy, bez struktur reprezentacji – to urzeczywistnienie najkoszmarniejszego snu demokracji reprezentatywnej, to "ochlokracja" (rządy motłochu). Zachodnie demokracje nie boją się duchów – same przecież tworzą wyabstrahowane jednostki, sparametryzowane jako wytwórcy, konsumenci, wyborcy itd.; boją się &lt;i&gt;ciał&lt;/i&gt;. Obecne fale protestów to druzgocąca krytyka polityki reprezentacji i – choćby chwilowe – zastąpienie jej demokracją uobecnioną i ucieleśnioną, najbardziej bezpośrednią z bezpośrednich. Główne przesłanie tych protestów to proste lecz potężne "Oto jesteśmy!" Jesteśmy tu i teraz, cieleśnie – choć reżim powiada nam, że to nie jest nasze miejsce ani nasz czas. "We, the people". Przyszliśmy "zakłócać porządek" i nie zamierzamy odejść. Oto "demokracja teraz", niespodziewane spełnienie (bezustannie odkładanej w czasie) obietnicy demokracji* - poza strukturą, instytucją, państwem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te ludowe (nie w sensie "chłopskie", rzecz jasna, ale "masowe") ruchy protestu przeczą nowoczesnej wizji społeczeństwa jako "terytorium" poddanego grodzeniom, podzielonego na wyspecjalizowane, quasi-tożsamościowe (albo i bez quasi) "grupy interesu", walczące każda o swoją "sprawę".** Pomimo spotęgowanych mechanizmów kontroli i regulacji, lud jako podmiot władzy pozostaje nieprzewidywalny i nieobliczalny. Gdyby ludzie okupujący Wall Street uznali, że zadowalają ich tradycyjne formy polityczności, założyliby partię albo inną organizację, która miałaby na celu "reprezentowanie ich interesów". Jednak ludzie na Wall Street to nie "grupy interesu" – to (zgodnie z ich własnym sloganem) 99% społeczeństwa. To zróżnicowana, płynna tkanka społeczna, która nie przyszła kierować postulatów do władzy; przyszła bojkotować obecny system-świat. I choć wiekszość przyszła również walczyć o poprawę warunków życiowych, to za tym generalnym strajkiem kryje się pragnienie innego porządku, innych relacji społecznych, innego sposobu "bycia razem" i dzielenia się dobrem wspólnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie twierdzę przy tym, że system demokracji reprezentatywnej nie był znaczącą zmianą na lepsze w porównaniu z wcześniejszymi systemami władzy. Był naturalną konsekwencją szeregu procesów modernizacyjnych: zmiany koncepcji władzy i jej legitymizacji (władza pochodzi od ludu, nie od Boga); matematyzacji i newtonowskiego mechanicyzmu (objawiających się np. wiarą w policzalność i "zarządzalność" tego, co społeczne); wreszcie, postępującego podziału pracy, specjalizacji i profesjonalizacji, których efektem były między innymi prywatyzacja indywidualnego czasu i skuteczna depolityzacja (prywatnego) życia. Jednym z istotnych aspektów ostatniej fali "okupacyjnych" protestów społecznych jest, jak sądzę, deprywatyzacja "czasu życia", którego medium jest cielesność. Cielesność ta uobecnia się (zbiorowo) w przestrzeniach publicznych w nieprzewidziany sposób – trochę tak, jak w "nagich" projektach artystycznych Spencera Tunicka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarzuca się niektórym z obecnych ruchów kontestacyjnych brak konkretnych postulatów, brak zorganizowania, brak zwartego projektu politycznego. Z jednej strony, zarzuty te są zręcznie wykorzystywane przez establishment i mainstreamowe media do deprecjonowania tychże ruchów. Z kolei inne, postępowe i zaangażowane środowiska dostrzegają w tym "chorobę postpolityczności", rozumianą jako niezdolność mobilizowania i organizowania się  wokół jasno określonej "sprawy". Tymczasem kluczowe wydaje mi się zrozumienie, że akt odmowy "projektu politycznego" w ramach obowiązującego porządku jest już aktem &lt;i&gt;stricte&lt;/i&gt; politycznym – nawet bardziej fundamentalnie politycznym niż jakikolwiek "pozytywny" projekt czy postulat. Być może nawet już sama forma tych protestów jest nowym projektem politycznym. To samoorganizująca, samokoordynująca się akcja, w ramach której wyłaniają się nowe, niehierarchiczne relacje, sieci, powiązania, tożsamości – bez z góry założonych procedur, bez "grodzenia" grup interesów. Protestujący nie czują się reprezentowani ani też nie przyszli nikogo reprezentować; przyszli odzyskać polityczność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W krytyce systemu reprezentacji nie można też pominąć milczeniem ogromnej rzeszy ludzi &lt;i&gt;niegłosujących&lt;/i&gt;. Ich istnienie to więcej niż "wypadek przy pracy", jakiś błąd w sztuce: to fakt fundamentalny i systemowy. Ich wybór niegłosowania (bardzo różnie motywowany: bądź to świadomą chęcią delegitymizacji systemu, bądź też kompletnym brakiem zainteresowania polityką jako czymś "niezwiązanym z moim życiem") w oficjalnym dyskursie najczęściej przedstawiany jest w kategoriach moralnego i obywatelskiego defektu: to ludzie nieodpowiedzialni, samolubni, a może po prostu głupi. Uznaje się, że nie oddając głosu pozbawiają się możliwości artykulacji politycznej i wpływu na kształt rzeczywistości; są wykluczeni z reprezentacji, bo sami się wykluczają. Można by ich nazwać ludźmi "niereprezentowalnymi" – nie wierzącymi w reprezentację lub (niekiedy) nie mającymi do niej dostępu. I znowu nie chodzi mi o czystą arytmetykę, można bowiem wyobrazić sobie wybory, w których udział bierze 90, a nawet blisko 100 procent uprawnionych (zwłaszcza wskutek obowiązywania restrykcyjnych przepisów, np. takich jak w Australii); z drugiej strony, równie dobrze można wyobrazić sobie frekwencję ledwie kilkuprocentową. Chodzi mi raczej o podstawową, nieusuwalną z życia społecznego zasadę niereprezentowalności, którą obecny system całkowicie ignoruje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli, przyznaję, w obecnym paradygmacie politycznym demokracja bez reprezentacji jest (i długo pozostanie) trudna do pomyślenia, to i tak z mojej perspektywy w demokracji najważniejsze są &lt;i&gt;ciała niereprezentatywne&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------------&lt;br /&gt;* Reprezentacja "zawiesza" i odwleka (być może w nieskończoność) czas politycznej podmiotowości, oferując w zamian czas "prywatnego życia" (przerywany jedynie rytuałem wyborów). Za spełnienie demokracji można uznać &lt;i&gt;aktualizację&lt;/i&gt; czasu politycznego jako czasu życia: "prawdziwa demokracja &lt;i&gt;tu i teraz&lt;/i&gt;"; to moment, w którym granica między "demokracją" a "życiem" (a także między władzą a reprezentacją) zanika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Mogłoby się wydawać, że wyjście poza klasycznie rozumiane grupy interesu to zasługa postpolityki. Jednakże postoplityka nie neguje logiki reprezentacji – twierdzi natomiast, że możliwe jest reprezentowanie przez jedno ugrupowanie &lt;i&gt;wszystkich&lt;/i&gt; grup społecznych, podczas gdy "partykularne interesy" są relegowane do "pozapolitycznego" trzeciego sektora. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7698395565626128622?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7698395565626128622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/przeciwko-reprezentacji-notatek-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7698395565626128622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7698395565626128622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/przeciwko-reprezentacji-notatek-cz-2.html' title='Przeciwko reprezentacji (notatek cz. 2, ostatnia)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8127304658425622692</id><published>2011-10-09T02:47:00.007+02:00</published><updated>2011-10-09T12:05:41.830+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Przeciwko reprezentacji (notatek cz. 1)</title><content type='html'>Na tezę o "końcu historii" i ustanowieniu ostatecznego (bo naturalnego, lub przynajmniej "najlepszego z możliwych") porządku rzeczy – tezę, która nabrała cech samospełniającej się przepowiedni – możliwa wydaje się, ze strategicznego punktu widzenia, tylko jedna odpowiedź: &lt;i&gt;całościowe odrzucenie&lt;/i&gt; tego porządku. Orędownicy globalnego neoliberalizmu kopią sobie własny grób, usiłując wyeliminować z pola widzenia alternatywne wizje społeczno-polityczno-ekonomiczne (które, rzecz jasna, nie zniknęły z powierzchni Ziemi, zostały jednak skutecznie zneutralizowane jako propozycje niedojrzałe, niebezpieczne, a przede wszystkim – nierealne). W tej sytuacji tylko całościowe zanegowanie symbiozy ekspansywnego kapitalizmu z (nie mniej ekspansywną) proceduralną demokracją liberalną wydaje się mieć jeszcze jakąkolwiek polityczną wartość, jakąkolwiek siłę nośną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zanegowanie przybiera różne postacie. Jedną z nich jest rosnący w siłę w wielu częściach świata fundamentalizm religijny. Inną, najbardziej oczywistą, są różne odmiany terroryzmu. Jeszcze inna to powracający zza (przedwcześnie wykopanego) grobu komunizm, nabierający ostatnio impetu zarówno w rozważaniach zachodnich intelektualistów (Žižek, Badiou i in.), jak i wśród ludzi najbardziej pokrzywdzonych przez globalną ekspansję kapitału (np. w Indiach). Wszystkie te przykłady wskazują na takie formy polityczności, które zasadzają się na zerwaniu, negacji, odmowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niekiedy odmowa przybiera bardzo gwałtowny, "nihilistyczny" charakter, jak np. w przypadku aktów terrorystycznych albo, jak miało to miejsce w Wielkiej Brytanii, pełnych agresji, pozornie "nieukierunkowanych" politycznie rozruchów ulicznych. Ale są też działania bliższe idei bojkotu, strajku generalnego, obstrukcji, wypowiedzenia umowy społecznej; taki charakter miały w większości rewolucje arabskie, a ostatnio akcja "Occupy Wall Street" w USA. Oczywiście każda z tych rewolucji czy demonstracji odbywa się w róznych warunkach społecznych i przybiera rożne formy; niektóre wydają się mieć określony cel, np. obalenie istniejącego reżimu (chociaż np. w Egipcie demonstracje &lt;i&gt;nie ustały&lt;/i&gt; po obaleniu Mubaraka, o czym warto pamiętać) albo sprzeciw wobec posunięć danego rządu. Często gwałtowniejsze, aktywniejsze formy negacji przeplatają się ze strategią bojkotu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspólną cechą tych różnorodnych ruchów społecznych jest, po pierwsze, powrót do cielesnego i zbiorowego wymiaru polityczności, tj. "odzyskiwanie terenu" (dosłownie i w przenośni) za pomocą fizycznej obecności, szczególnie przez okupację konkretnej przestrzeni publicznej, a po drugie – mniej lub bardziej jawnie wyrażana delegitymizacja władzy. Można powiedzieć, że to dość oczywiste strategie protestu społecznego, co najmniej od XIX wieku, jeśli nie wcześniej. Ciekawe jest jednak "epidemiczne" rozprzestrzenianie się tych ruchów w różnych częściach świata, przy ich jednoczesnym zróżnicowaniu (także wewnętrznym). Te ruchy protestu nie mówią "jednym głosem", ale przecież pomimo swej wielogłosowości, na ogólniejszym poziomie ich przekaz wydaje się dość prosty: obecny porządek świata musi odejść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ironią obecnej sytuacji jest to, że kraje zachodniej demokracji – nieodmiennie przekonane, że wyznaczają powszechną Normę i oczekujące np. od krajów arabskich przyjęcia owej Normy – same zmagają się z poważnym kryzysem ustrojowym, spowodowanym w dużej mierze, choć nie tylko, przez kryzys finansowy. Fundamentem i wewnętrznym uzasadnieniem tego ustroju jest nade wszystko idea reprezentacji. "Nie reprezentujecie nas!" to jedno z najbardziej wymownych haseł wznoszonych podczas obecnej fali demonstracji przetaczającej się przez kraje zachodnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fetyszem współczesnego Imperium jest "wolność wyboru": jako konsument, masz wolność wyboru dowolnego produktu, jako wyborca masz wolność wyboru dowolnej reprezentacji politycznej. Jednak na innym poziomie jesteś wyboru radykalnie pozbawiony: nie możesz &lt;i&gt;nie&lt;/i&gt; wybrać spośród tego, co jest ci oferowane – a jeśli już (co nie jest łatwe), to pozbawiasz się z jednej strony "dobrego życia", jakie oferuje ci rynek, a z drugiej – dobrodziejstw politycznej reprezentacji (w tym zwłaszcza swojej rzekomej politycznej podmiotowości). Tak czy inaczej, twoje "wolałbym nie" nie zostanie zinterpretowane przez system jako odebranie mu legitymizacji – szybciej jako twoja własna głupota, frajerstwo albo, w najlepszym razie, naiwny utopizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sytuacji, w której rządy reprezentują przede wszystkim interesy kapitału (zawsze przecież skorelowane z interesami elit władzy), musi narastać społeczne wyalienowanie i frustracja. Nawet gdybyśmy chcieli trzymać się klasycznego ideału, jakim jest dążenie do możliwie wiernej "reprezentacji" społeczeństwa w organach władzy, to gołym okiem widać, że obecne procedury demokratyczne do osiągnięcia tego celu nie prowadzą. "Nie reprezentujecie nas" – mimo że zostaliście wybrani w (formalnie) demokratycznych wyborach; mimo że mamy "wolność wyboru". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak w moim przekonaniu nie chodzi po prostu o doprowadzenie do takiego stanu rzeczy, w którym społeczeństwo poczuje się odpowiednio reprezentowane przez struktury władzy (albo &lt;i&gt;w&lt;/i&gt; strukturach władzy – różnica jest nie tylko stylistyczna); należy raczej gruntownie przemyśleć całą politykę zorganizowaną wokół pojęcia reprezentacji, pojmowanej głównie w kategoriach ilościowych. Już sama arytmetyka wyborcza daje sporo do myślenia – np. na rządzące w poprzedniej kadencji partie głos (często negatywny) oddało w sumie ok. 25% uprawnionych do głosowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi jednak o coś więcej. Każda reprezentacja (zarówno w sensie politycznym, jak i estetycznym) jest w nieunikniony sposób "misreprezentacją", jest spłaszczonym, zredukowanym (wedle pewnych parametrów), zniekształconym, "zamrożonym" obrazem tego, co reprezentuje – mimo że w potocznej świadomości myślenie w kategoriach mimetycznego realizmu, czyli wiara w możliwość wiernego odwzorowywania rzeczywistości, nadal trzyma się mocno. Kontynuując tę estetyczną analogię powiedziałbym, że przeżytkiem staje się polityka, która (niczym malarz-realista) dąży do odtworzenia w reprezentatywnych ciałach politycznych pewnego &lt;i&gt;obrazu&lt;/i&gt; społeczeństwa. Nadchodzi, być może, czas polityki, dla której modelem będzie raczej sztuka performance'u, oparta na fizycznej, cielesnej obecności twórcy/tworzywa i na jego bezpośrednim działaniu. (Nie mam tu na myśli, rzecz jasna, popularnych w ostatnim czasie, prostackich "happeningów politycznych", których celem jest głównie przyciągnięcie uwagi mediów – to zupełnie inna historia.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć w założeniu reprezentacja ma "dać mi głos" (pan X może uważać, że partia Y mówi "jego głosem"), to w istocie rzeczy, paradoksalnie, głos mi &lt;i&gt;odbiera&lt;/i&gt; – zasadza się bowiem na mojej &lt;i&gt;nieobecności&lt;/i&gt;, na przekazaniu "mojego głosu" do dyspozycji temu, który odtąd ma mnie reprezentować. Oczywiście w obecnym modelu demokracji partie będą zabiegać o mój &lt;i&gt;formalny&lt;/i&gt; głos w czasie wyborów, ale "oddając swój głos" w jakimś sensie się go pozbywam.  W efekcie staję się pokornym petentem w obliczu tego, który mnie rzekomo reprezentuje; oddelegowuję swoją władzę, swoje sprawstwo (a raz oddelegowana władza zaczyna żyć swoim własnym, odległym życiem). &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8127304658425622692?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8127304658425622692/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/przeciwko-reprezentacji-notatek-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8127304658425622692'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8127304658425622692'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/10/przeciwko-reprezentacji-notatek-cz-1.html' title='Przeciwko reprezentacji (notatek cz. 1)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-5458028501962541365</id><published>2011-09-05T18:41:00.002+02:00</published><updated>2011-09-06T19:03:52.675+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Funkcjonariusze i podrzędni</title><content type='html'>W artykule Marka Neocleousa, którego &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/wojna-jako-pokoj-pokoj-jako-pacyfikacja.html"&gt;szczegółowe streszczenie&lt;/a&gt; zamieściłem niedawno na blogu, można znaleźć paradygmatyczny, jak sądzę, przykład na coś, co nazwałbym "liberalną przemocą wkluczenia" (o której zresztą już &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;na blogu pisałem&lt;/a&gt;). Gestem założycielskim liberalnego humanizmu jest właśnie gest przymusowego, powszechnego wkluczenia, które – paradoksalnie – może prowadzić do jeszcze bardziej radykalnego (wewnętrznego) wykluczenia, do jeszcze większej degradacji lub dehumanizacji.*  Przypomnijmy: dla rodzącej się ideologii liberalnej włączeni do "wielkiej ludzkiej rodziny" Indianie muszą sprostać niezbywalnym i uniwersalnym "wymogom człowieczeństwa", zdefiniowanym rzecz jasna przez tego, który uzurpuje sobie prawo "wkluczania", czyli przez kolonizatora. Jeśli sprzeciwiają się np. wolnemu handlowi, to działają nie tyle przeciwko Hiszpanom po prostu, ile przeciwko ludzkości jako takiej, a tym samym sprzeniewierzają się swojemu człowieczeństwu: okazują się ludźmi zdegenerowanymi, których należy nauczyć, jak być człowiekiem – lub po prostu eksterminować. (Podczas wojen z rdzennymi plemionami oficerowie armii amerykańskiej wznosili toast słowami: "Cywilizacja albo śmierć dla amerykańskich dzikusów!") &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem włączenie kogoś do "naszej rodziny" to poddanie go naszym – czyt. "uniwersalnym" – miarom i kryteriom, wedle których nowowkluczone podmioty nie wypadają zbyt dobrze. Oto dajemy ci szansę dowieść, że jesteś godzien naszego rozpoznania i praw, które stopniowo będziemy ci przyznawać; jeśli jednak uznamy, że naszych kryteriów nie spełniasz, to w każdej chwili mamy prawo cofnąć wyciągnietą w akcie łaski rękę i spisać cię na straty – czemu winny będziesz wyłącznie ty sam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z kluczowych, założycielskich gestów Imperium (a zwłaszcza globalnego imperium kapitału) jest symboliczne objęcie swoim zasięgiem (swoją jurysdykcją) wszystkich dostępnych terytoriów i podmiotów. (Europejscy "odkrywcy", stając na każdym nowoodkrytym lądzie, dokonywali rytualnego "objęcia go w posiadanie" w imieniu reprezentowanej przez siebie potęgi.) Oto wszyscy należymy do Imperium, a Imperium nadaje nam właściwe miejsce w porządku. Innymi słowy, jedną z podstawowych zasad funkcjonowania Imperium jest dysponowanie podmiotami w taki sposób, aby stały się one funkcjonalne dla systemu, aby stały się jego funkcjonariuszami (a jeśli w przypadku niektórych jednostek i populacji jest to niemożliwe lub nieopłacalne – Imperium skazuje je na symboliczną lub fizyczną eliminację; w teorii postokolonialnej nazywa się je "subalternami", czyli podrzędnymi). Nawet buntownicy i rewolucjoniści są dla Imperium użyteczni: z jednej strony dostarczają alibi dla utrzymywania "żelaznego porządku" (w imię bezpieczeństwa publicznego i ochrony wspólnego dobra), z drugiej – pozwalają Imperium dokonywać niezbędnych do przetrwania "autokorekt" na drodze reformistycznych ustępstw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważmy na marginesie, że w praktyce liberalnego humanizmu &lt;i&gt;prawo&lt;/i&gt; do czegoś nabiera niekiedy cech &lt;i&gt;przymusu&lt;/i&gt;. I tak prawo do wolnego handlu staje się przymusem wolnego handlu, prawo do dialogu staje się przymusem dialogu (wrogiem liberalnego systemu są ci, którzy uparcie odmawiają przystąpienia do wspólnoty deliberacyjnej, np. niektórzy rdzenni Amerykanie w USA, niektórzy Romowie w Polsce, terroryści itd.). Samowykluczenie (które pod wieloma względami jest niezwykle problematyczną i często kontrskuteczną strategią) jest mimo wszystko aktem, dzięki któremu możliwe jest zachowanie minimum autonomii i samostanowienia, jest aktem oporu wobec zarówno wkluczającej, jak i wykluczającej hegemonii Imperium. Nawet fetyszyzowane przez dyskurs (neo)liberalny "prawo wyboru" przeradza się w przymus wyboru (np. możesz wybrać dowolne towary w hipermarkecie, pod warunkiem, że w ogóle coś wybierzesz, spełniając swój konsumpcyjny obowiązek i napędzając kapitalistyczną machinę; indywidualna wolność wyboru maskuje zniewolenie na głębszym, strukturalnym poziomie).** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmieńcy od dawna uznawani byli za zagrożenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa narodowego (wystarczy przypomnieć słynną tezę o upadku Cesarstwa Rzymskiego wskutek upowszechnienia się praktyk homoseksualnych lub częste kojarzenie odmieńców ze szpiegostwem, zdradą narodową lub po prostu "słabością" charakterologiczną i moralną). Porządek Imperium musi się jawić jako porządek naturalny, a więc każdy akt postrzegany jako "nienaturalny" jest w mniej czy bardziej bezpośredni sposób zagrożeniem dla owego porządku. Dokonujące się w ostatnich latach włączanie odmieńców (definiowanych głównie jako "lesbijki i geje") do katalogu podmiotów prawnych oznacza ich naturalizację, a co za tym idzie legitymizację porządku, który zapewnia im prawa (zdefiniowane przez ów porządek) w zamian za spełnienie określonych kryteriów politycznych i społecznych. Odmieńcy stają się więc funkcjonariuszami systemu, co oczywiście niekoniecznie należy uznać za "samo zło", bowiem odczuwana jakość życia czy poczucie sprawiedliwości społecznej mogą – przynajmniej w przypadku pewnych grup odmieńców – wyraźnie się zwiększyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie jednak coraz wyraźniejsze staje się zjawisko homonacjonalizmu: lojalności wobec określonego, z góry założonego "wspólnego dobra" (utożsamianego z pewnym porządkiem prawnym, z pewną liberalną aksjologią polityczną i z "interesem narodowym", który postrzegany jest jako zgodny z interesem "całej ludzkości"). "Równouprawnienie gejów i lesbijek" staje się dowodem na "wolność" w rozumieniu (neo)liberalnym i legitymizuje ekspansję Imperium. Podobnie jak Indianie w czasach kolonizacji, odmieńcy otrzymują dziś od systemu szansę udowodnienia swojego człowieczeństwa i obywatelskiej przydatności. (W dużej mierze sami sobie tę szansę wywalczyli, oczywiście – choć można argumentować, że nie mieliby możliwości wywalczenia jej, gdyby system uprzednio nie nadał im jednak pewnej podmiotowości, jakkolwiek upośledzonej.) Niektórzy z wielkim zapałem starają się z tej szansy skorzystać.*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może się wydawać, że bezmyślnie fetyszyzuję "antysystemowość" jako cel sam w sobie, ale przecież trudno byłoby przekonująco dowieść, że możliwe (i pożądane) jest życie poza wszelkim systemem społecznym, politycznym etc. Postuluję raczej nieustanne, czujne badanie granic systemu, jego dyskursywnych praktyk, jego wewnętrznych reguł organizacyjnych i jego materialnych efektów dla różnie usytuowanych podmiotów. Mówiąc najprościej, postuluję przyglądanie się dystrybucji rożnych rodzajów władzy. Co więcej: w świecie zdominowanym przez hegemonię liberalnego humanizmu nieuniknione jest "układanie się" z dominującym porządkiem, a kontestowanie i redefiniowanie kluczowych pojęć tego porządku, za pomocą których dokonuje on autolegitymizacji (np. wolność czy tolerancja), wydaje się jednym z najważniejszych narzędzi oporu dla każdego współczesnego ruchu związanego z oporem, emancypacją i autentyczną zmianą społeczną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------------&lt;br /&gt;* W ogóle kategoria "wykluczenia" zakłada aprioryczne "wkluczenie"; nie można być "wykluczonym" jeśli w żaden sposób – choćby symboliczny – nie jest się już uprzednio (przynajmniej potencjalnie) wkluczonym. I tak np. dopiero uniwersalistyczna koncepcja "człowieka" umożliwia mówienie o wykluczeniu z rodziny ludzkiej; to samo dotyczy innych hegemonicznych kategorii, takich jak naród czy kategorie płciowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Przy okazji warto zauważyć, że czymś innym jest sprzeciw wobec przymusu X, a czymś innym sprzeciw wobec X; np. sprzeciw wobec przymusowej demokracji w krajach objętych zachodnią "kuratelą" nie musi być wcale tożsamy ze sprzeciwem wobec samej idei demokracji.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** Oczywiście wszelkie porównania sytuacji współczesnych odmieńców do sytuacji rdzennych mieszkańców kolonizowanych przez Europę terytoriów mają ograniczony charakter i muszą być dokonywane z największą ostrożnością. Można jednak pokusić się o tezę, że współczesne kapitalistyczne Imperium, którego ideologiczną podporą jest liberalizm, w coraz większym stopniu zamienia kolonizację ekstensywną, czyli nastawioną na ekspansję terytorialną, na kolonizację intensywną, czyli "terytorializowanie" coraz drobniejszych przejawów ludzkiej aktywności i zdobywanie wsparcia tradycyjnie pomijanych grup społecznych. (Do normatywizującej funkcji rynkowego "targetowania" pewnych grup społecznych być może jeszcze kiedyś wrócę.) &lt;br /&gt;[t]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-5458028501962541365?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/5458028501962541365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/09/funcjonariusze-i-podrzedni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5458028501962541365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5458028501962541365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/09/funcjonariusze-i-podrzedni.html' title='Funkcjonariusze i podrzędni'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8985504850098953377</id><published>2011-07-04T10:19:00.000+02:00</published><updated>2011-07-04T10:19:16.290+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homofobia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>Spełeczni inaczej</title><content type='html'>Zachęcam do lektury najnowszego numeru czasopisma &lt;i&gt;&lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/aktualny_numer_2011_6.htm"&gt;InterAlia&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. W nim m.in. po raz pierwszy publikowany po polsku klasyczny manifest &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/aktualny_numer_2011_6/02_queers_read_this_lesby_i_pedaly_czytajcie_to.htm"&gt;QUEERS READ THIS / LESBY I PEDAŁY CZYTAJCIE TO&lt;/a&gt;. Jest też zapowiedź numeru jesienniego oraz zaproszenie do nadsyłania zgłoszeń do przyszłorocznego numeru &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/nastepny_numer.htm"&gt;"Radykalizm(y) queer"&lt;/a&gt;. A poniżej fragmencik &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/aktualny_numer_2011_6/00_od_redakcji_6.htm"&gt;artykułu wstępnego&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;W nieunikniony sposób, kwestia uczestnictwa odmieńców w społeczności - takiego, jakie miało lub jakie powinno mieć miejsce - po raz kolejny ukazuje rozziew między asymilacjonistycznymi strategiami aktywizmu LGBTI głównego nurtu a bardziej opozycyjnymi strategiami praktykowanymi przez aktywizm queer. Tak zwany "antyspołeczny zwrot" w teorii queer można interpretować jako próbę zaznaczenia radykalnej różnicy między pozytywizmem mainstreamowej filozofii LGBTI (która usiłuje wkupić się w społeczne aksjologie "lepszego jutra") a postawą queerową, która - np. według Lee Edelmana - powinna zasadzać się na zdecydowanym geście negacji. Żywe dyskusje wokół jednopłciowych małżeństw i/lub związków partnerskich dostarczają konkretnych przykładów dla tych rozważań. Jakkolwiek proste zrównanie strategii queerowych z postawą przeciwną legalizacji małżeństw/związków, natomiast strategii mainstreamowego ruchu LG(BTI?) z postawą "pro-legalizacyjną", byłoby nadmiernym uogólnieniem, to jednak nie ulega wątpliwości, że większość argumentów krytycznych wobec legalizacji homo-związków pochodzi z kręgów definiujących się jako "queerowe". Prawdą jest, że wielu aktywistów i akademików utożsamiających się z ruchem LGBTI/Q - pomimo różnic światopoglądowych - zjednoczyło się wokół kwestii małżeństw/związków, uznając, że jest to istny "zew historii", czas powszechnej mobilizacji na rzecz zmiany społecznej uznanej za istotną i pożądaną. Głosy, które uważają taką strategię za krótkowzroczną i być może szkodliwą dla odmieńców są często zagłuszane w zgiełku politycznego wiecu; więcej: przeciwstawianie się projektowi legalizacji związków nierzadko przedstawiane jest jako nieodpowiedzialna i/lub wynikająca ze złej woli depolityzacja kłiru. Jednak z analitycznego punktu widzenia kluczowe wydaje się zadawanie pytań o przemilczane genealogie konkretnych żądań wysuwanych przez ruchy LGBTI/Q oraz o możliwe, nieprzewidziane konsekwencje, do jakich może doprowadzić ich implementacja. Warto więc pytać, w jaki sposób projekt małżeństw jednopłciowych daje się wykorzystać do wzmożonej bio-regulacji ludności? do ułatwienia rynkowi "targetowania" konsumentów? do utwierdzania społecznych relacji narzuconych przez reżim neoliberalny? do poprawy "jakości życia" nielicznych (albo licznych) wybrańców kosztem (często ukrytej) dewaluacji i cierpienia innych? A może prawne uznanie par jednopłciowych towarzyszące instytucjonalizacji homo-związków zaowocowałoby, zgodnie z logiką "przesączania" (&lt;i&gt;trickle-down effect&lt;/i&gt;) uzyskaniem symbolicznych lub społecznych korzyści przez innych odmieńców? Krótko mówiąc, nigdy nie należy tracić z oczu szerszego obrazu. &lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8985504850098953377?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8985504850098953377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/07/speeczni-inaczej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8985504850098953377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8985504850098953377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/07/speeczni-inaczej.html' title='Spełeczni inaczej'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3880100993074342882</id><published>2011-06-26T14:42:00.009+02:00</published><updated>2011-06-26T18:02:00.879+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>"Wojna jako pokój, pokój jako pacyfikacja"</title><content type='html'>[Ponad rok temu ukazał się w czasopiśmie &lt;i&gt;Radical Philosophy&lt;/i&gt; artykuł jednego z najciekawszych, moim zdaniem, myślicieli politycznych, Marka Neocleousa, pt. &lt;a href="http://www.radicalphilosophy.com/default.asp?channel_id=2188&amp;editorial_id=28818"&gt;"War as peace, peace as pacification"&lt;/a&gt; ("Wojna jako pokój, pokój jako pacyfikacja"). Tekst nie jest być może sam w sobie przełomowy – korzysta z dokonań wielu myślicieli przeszłych i obecnych, jednak doskonale splata wiele wątków, które pojawiają się – choćby na poziomie niedopowiedzianych intuicji – w niektórych moich rozważaniach, np. dotyczących prawa czy ideologii liberalnego humanizmu. W ostatnich wpisach, dla których punktem wyjścia był film &lt;i&gt;X-Men: Pierwsza klasa&lt;/i&gt;, wspomniałem o pokoju jako nadrzędnej wartości liberalnej wspólnoty politycznej, a artykuł Neocleousa przekonująco nakreśla genealogię tej współczesnej ideologii pokoju. Poniżej przedstawiam dość szczegółówe streszczenie artykułu; zapewne zdarzy mi się odwoływać w przyszłości do niektórych zawartych tu tez i spostrzeżeń.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek Neocleous zauważa szeroki konsesus wśród współczesnych lewicowych myślicieli (Badiou, Žižek, Negri) w odniesieniu do zatarcia się – w kontekście "wojny z terroryzmem" – różnicy między wojną a pokojem. Następnie wytyka owym czołowym intelektualistom wyważanie otwartych drzwi, cytując teoretyków międzynarodowego prawa, którzy już co najmniej pół wieku temu opisywali podobne zjawisko. Neocleous kwestionuje nie tyle samo twierdzenie o "pomieszaniu" stanu wojny i pokoju, ile rzekomą nowość tego procesu. Takie myślenie, jego zdaniem, niechcący powiela zasadniczo liberalną narrację o "klasycznym" wieku, w którym wojnę i pokój rzeczywiście dało się klarownie rozróżnić, w przciwieństwie do definiowanej przez wojnę z terrorem teraźniejszości, ufundowanej na micie założycielskim 9/11. Zamiast tego Neocleous dowodzi, że &lt;b&gt;zacieranie granicy między wojną i pokojem jest inherentną strategią liberalizmu od jego zarania&lt;/b&gt;. Liberalizm zorganizował się (a raczej: zorganizował nowoczesne wspólnoty polityczne) wokół idei pokoju oraz praktyki prawa międzynarodowego jako narzędzia zapewniania pokoju między państwami. Wojna, zgodnie z tą narracją, jest formalnym zaangażowaniem militarnym pomiędzy państwami, a decyzja o jej zaistnieniu (lub nie) jest decyzją prawną. Stąd należy przyjrzeć się krytycznie liberalnemu rozumieniu relacji między pokojem (który zwykle wiąże się z kwestią bezpieczeństwa narodowego) i porządkiem prawnym, a następnie rozważyć najważniejszy i najbardziej podstawowy rodzaj wojny: społeczną wojnę kapitału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neocleous wywodzi liberalizm od ideologii kolonializmu, której pionierami byli rzecz jasna Hiszpanie. Dlatego zasadnicza część artykułu rozpoczyna się od analizy filozofii politycznej renesansowego myśliciela Francisca de Vitorii, którego przedstawia się zwykle jako jednego z pierwszych zwolenników idei uniwersalnych praw człowieka i obrońcę Indian (a więc "protoliberała"). Rzeczywiście, z jednej strony uznawał on prawa własności Indian oraz ich rozumność, dającą im przepustkę do statusu "człowieka". Jednak ustanowienie uniwersalnych norm cywilizowanej ludzkości (zakorzenionych w "prawie naturalnym") jednocześnie spycha konkretnych ludzi odstających od tych norm do kategorii "barbarzyńców", charakteryzujących się "nienaturalnym", z punktu widzenia owych norm, zachowaniem. A zatem liberalny projekt uniwersalnego humanizmu od początku powiązany jest z projektem imperialnym, który szukał dla siebie usprawiedliwienia w obronie prawa do "wolnego handlu" jako jednego ze składowych elementów prawa naturalnego. Zgodnie z tym prawem, Hiszpanie mają naturalne prawo podróżować i handlować z barbarzyńcami, o ile nie wyrządzają krzywdy ich krajowi. Jednak odmowa udziału w handlu lub niedopuszczenie Hiszpanów do korzystania z dóbr wspólnych muszą być potraktowane jako złamanie prawa naturalnego albo "prawa narodów", a tym samym jako "atak" na hiszpańską własność. W liberalnej etyce szukanie zysków (akumulacja kapitału) jest uprzywilejowanym motywem ludzkich działań, a nieuczestniczenie w wymianie handlowej jest działaniem na szkodę wspólnego interesu, czyli na szkodę "ludzkości". Hiszpanie mają więc prawo bronić swoich praw (które są jednocześnie uniwersalnymi "prawami narodów") przed atakami Indian, czyli mają prawo wypowiedzieć im wojnę. Ta wojna przeciwko rdzennej ludności, z góry uznana za wojnę permanentną, jest wojną o prawo do handlu i akumulację kapitału, przy czym niemożność ustanowienia wolnego handlu uprawnia Hiszpanów, zgodnie z rozumowaniem Vitorii, do całkowitej eksterminacji wroga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie Neocleous pokazuje, jak ścisły historyczny związek istnieje między budowaniem imperium a ideologią swobód obywatelskich. Utrzymywanie i ekspansja imperium uzasadniane są obroną i krzewieniem prawdziwej wolności we wrogim świecie. Uniwersalny humanizm zakłada podbój kolonialny, który produkuje nowych wrogów imperium, a zatem uzasadnia konieczność użycia siły przeciwko nim. Wewnętrzny porządek imperium oparty na idei wolności i bezpieczeństwa (które zasadniczo odnoszą się do obrony własności prywatnej) nie może się obyć bez militarnego podboju: &lt;b&gt;imperium wolności jest już z założenia imperium przemocy&lt;/b&gt;. Wojny prowadzi się w imię naczelnej wartości - pokoju, militaryzm zaś (którego ostrze wymierzone jest zarówno we wroga zewnętrznego, jak i – co należy podkreślić – wewnętrznego) staje się &lt;i&gt;sine qua non&lt;/i&gt; istnienia państwa. Tak więc wyniesiona do rangi głównej wartości liberalnej wspólnoty politycznej, idea pokoju stała się ideologicznym usprawiedliwieniem permanetnej maszyny wojennej, przy czym utrzymanie "światowego pokoju" jest w istocie tym samym działaniem, co utrzymanie wewnętrznego porządku w ramach narodowego, suwerennego, zjednoczonego państwa. Nowoczesne imperia odwołują się przy tym do idei Pax Romana (Pax Britannica, Pax Americana), jakby tuszując fakt, że rzymskie pojmowanie &lt;i&gt;pax&lt;/i&gt; zasadzało się otwarcie na militarnym narzuceniu hegemonicznego porządku imperium. &lt;b&gt;Tak rozumiany pokój jest zawsze pokojem zdobywcy i formą dominacji.&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prowadzi Neocleousa do zdefinowania prawa (wbrew Foucaultowi) jako &lt;i&gt;pacyfikacji&lt;/i&gt;. Przytoczywszy kilka historycznych (i lingwistycznych) przykładów, Neocleous zwraca uwagę na znaczenie pacyfikacji jako siłowego przywrócenia – albo wręcz narzucenia – (hegemonicznego) wewnętrznego porządku. Pacyfikacja jest aktem wojny ubranym w szaty pokoju; aktem, który normalizuje stan wojny w stan imperialnego pokoju. Imperialny porządek prawny jest zatem (ukrytym) narzędziem i kontynuacją wojny w imię pokoju, co przeczy liberalnemu poglądowi, że prawo &lt;i&gt;zastępuje&lt;/i&gt; wojnę i jej zapobiega. Nawet klasyczni, XVII-wieczni teoretycy umowy społecznej zakładali w swoich rozważaniach stan nieustannej walki. Hobbes, na przykład, utrzymywał, że państwowy monopol na przemoc realizuje się przez wojnę, jeśli zwrócony jest przeciwko obcemu państwu, oraz poprzez prawo, jeśli dotyczy własnego terytorium. Lud (wielość) jest w każdym momencie na progu rewolucji, a społeczeństwo obywatelskie na progu chaosu; Lewiatan oznacza w tej sytuacji pacyfikację permanetnej wojny domowej. Podobnie u Locke'a: zaprowadzenie rządów w imię liberalnego pokoju zawsze dokonuje się przeciwko buntującym się niewolnikom, wrogim Indianom, niezdyscyplinowanym robotnikom, kryminalistom itp. A zatem społeczeństwo obywatelskie jest zawsze w stanie wojny: z jednej strony jest to wojna kapitału (pokój jako gwarancja wolnego handlu), z drugiej strony wojna z wrogami wewnętrznymi (narkotyki, terroryzm, bieda, bezrobocie itd.). Wszystkie te "moduły" wojny składają się na stan permanetnej pacyfikacji, koniecznej dla konstytuowania się i umacniania burżuazyjnego porządku społecznego. Neocleous konkluduje, że liberalna mistyfikacja, która nazywa wojnę pokojem, ma za sobą długą historię napędzaną dążeniem do akumulacji kapitału. Lewicowe, kreatywne myślenie musi wyjść poza ramy liberalnie zdefiniowanych i naiwnie pojmowanych koncepcji "pokoju" i "bezpieczeństwa". &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3880100993074342882?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3880100993074342882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/wojna-jako-pokoj-pokoj-jako-pacyfikacja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3880100993074342882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3880100993074342882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/wojna-jako-pokoj-pokoj-jako-pacyfikacja.html' title='&quot;Wojna jako pokój, pokój jako pacyfikacja&quot;'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-941517637443509985</id><published>2011-06-18T22:39:00.009+02:00</published><updated>2011-06-19T17:44:15.089+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>O odmieńcach, mutantach i innych (cz. 2, ostatnia)</title><content type='html'>[Część pierwsza &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zaraz zaraz, czy wpychając Charlesa Xaviera w buty współczesnego liberała wyznającego kryptochrzecijańską etykę przebaczenia i walki ze złem za pomocą dobra, nie spłycam zanadto tej wielowymiarowej postaci? Czyż nie jest on, mimo wszystko, znaczącym reprezentantem &lt;i&gt;różnicy&lt;/i&gt;? Czyż cały film nie jest afirmacją różnicy w przestrzeni społeczno-politycznej oraz krytycznym namysłem nad ograniczeniami i niestabilnością pojęcia "naszości"? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już sama idea mutanta zmusza nas do refleksji nad kwestią różnicy: kim bowiem jest mutant – "mną" (człowiekiem) czy "nie-mną" (postczłowiekiem/od-szczepieńcem/potworem)?*  Do jakiej wspólnoty należy lub powinien należeć, do jakiej "naszości"? Czyje "dobro wspólne" należy mieć w tym wypadku na uwadze i jak je w ogóle zdefiniować? W dość kluczowym momencie filmu Charles Xavier przyznaje rację Erikowi, który opowiada się przeciwko włączeniu "dobrych" mutantów w struktury CIA. Zamiast tego mutanci wchodzą w (dość niepewny i dwuznaczny) sojusz z rządem amerykańskim, jednocześnie budując swoją alternatywną, "suwerenną" przestrzeń, która pod koniec filmu przyjmuje postać szkoły Xaviera  z jednej strony i podziemnego królestwa separatystycznych mutantów pod przywództwem Magneto z drugiej. A zatem nawet pozornie "dobry obywatel" Xavier opowiada się przeciwko polityce prostego asymilacjonizmu. Ten moment odmowy bycia funkcjonariuszem (państwa / istniejącej wspólnoty / narodu), moment sproblematyzowania "naszości" w imię innej, rodzącej się kolektywności, wydaje się kluczowy z punktu widzenia &lt;i&gt;odmieńczych strategii&lt;/i&gt; opartych na polityce różnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Nie twierdzę przy tym, że X-menów należy odczytywać wyłącznie jako metaforę odmieńców seksualnych, bo siła przekazu tej historii polega przecież na metaforyzacji różnicy w ogóle; ale za uprawnione (i krytycznie praktykowane nie od dziś) uważam rozważanie odmieńczości seksualnej jako jednej z możliwych konkretyzacji abstrakcyjnego pojęcia "różnicy", do którego nawiązuje komiksowa historia mutantów.**] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawa Xaviera (ale także Magneto) stawia zasadnicze pytanie: co jest &lt;i&gt;naszą sprawą&lt;/i&gt;? W tym pytaniu zawierają się co najmniej dwie pułapki: po pierwsze, kwestia definiowania naszości, a po drugie kwestia określenia jakiegoś nadrzędnego politycznego celu, który z ową "naszością" jest czy powinien być fundamentalnie związany. W nawiązaniu do poprzedniej części moich rozważań powiedziałbym w dużym uproszczeniu, że jedną formę naszości proponuje dyskurs fundamentalistyczno-narodowy (który nie może obejść się bez uosobionego wroga), drugą zaś liberalny dyskurs państwa obywatelskiego, który zakłada inne parametry przynależności do zbiorowości politycznej, połączonej wspólnym – a jednocześnie uniwersalnym – dobrem. Xavier niewątpliwie sytuuje się bliżej tej drugiej opcji: niezależnie od istniejących i nieredukowalnych różnic możliwe jest wypracowanie wspólnych wartości i celów, takich jak ogólnoświatowy pokój i unikanie zagłady. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie jest to równoznaczne z neutralizacją różnicy; więcej: zakładając swoją szkołę, Xavier tworzy przyczółek nowego społeczeństwa przyszłości, w którym (zgodnie z nieubłaganą logiką ewolucji) &lt;i&gt;homo sapiens&lt;/i&gt; będzie powoli oddawać pole mutantom, aż w końcu całkowicie zniknie. Choć separatyzm Magneto i jego dążenie do przejęcia hegemonicznej władzy nad światem są w filmie napiętnowane, to jednak strategia Xaviera nie polega na prostym "wkluczeniu" w istniejące struktury i/lub dążeniu do "równouprawnienia", a raczej na budowaniu koalicji przy jednoczesnym tworzeniu alternatywnej przestrzeni społeczno-politycznej. Różni nie muszą koniecznie chcieć być równi (na obowiązujących zasadach). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Traktując filmowe mutanctwo jako metaforę odmieńczości seksualnej można by wręcz dowodzić, że postawa Xaviera oznacza odmowę polityki homonacjonalistycznej, czyli – mówiąc w największym skrócie – takiej, która pozwala "zaanektować" odmieńców seksualnych na potrzeby wspólnoty narodowo-państwowej i jej zasadniczo konserwatywnej "agendy".***  Nadmiernie esencjalizujący różnicę Magneto postawiony jest po stronie zła (a przynajmniej "błędu"), podczas gdy dialogowy, koalicyjny Xavier uznaje wartości liberalnej demokracji, choć jednocześnie realizuje "na boku" swój własny projekt. Uznając "wspólne (z ludźmi) polityczne dobro" Xavier zakłada jednocześnie jego historyczne ograniczenia i nie stabilizuje "naszości" w jeden niezmienny projekt polityczny (jak bowiem uczy historia, nadmierny "naszyzm" może łatwo przerodzić się w faszyzm). "Przynależność" staje się niejednoznaczna: nie jest zdeterminowana czynnikiem "biologicznym" (mutanctwem) ani esencjalistyczną "tożsamością", nie określa jej jedna wspólnota lub jeden totalizujący projekt polityczny. Xavier byłby więc liberałem po intensywnym kursie antyesencjalizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, ta pochwała różnicy staje się o wiele bardziej problematyczna, jeśli spojrzymy, choćby pobieżnie, na politykę rasową filmu (która w USA natychmiast wzbudziła sporo kontrowersji). Najbardziej uderzająca jest postać czarnego mutanta o przezwisku "Darwin" (które oczywiście nawiązuje do kluczowej dla filmu idei ewolucji). Jego wczesna i nieoczekiwana śmierć ironicznie przeczy jego ksywie: ten, który powinien się łatwo adaptować i być wzorem umiejętności przetrwania, nie przechodzi naturalnej selekcji i jest skazany na szybkie "wymarcie". Film zdaje się zatem sugerować, że ewolucja biegnie wzdłuż linii czarni-biali-mutanci. Pozostałe postacie o nieeuropejskich cechach nie należą do pozytywnych (łącznie z Azazelem, którego nienaturalnie czerwoną skórę można uznać za mniej lub bardziej bezpośredni komentarz do kwestii rasy); z kolei ekipa Xaviera to w zasadzie biali, kaukascy mutanci. Film zdaje się zatem wytyczać granicę między mniej i bardziej szlachetnymi rodzajami różnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomina to niestety scenariusz, który od kilku lub kilkunastu lat daje się zaobserwować w polityce zachodnich demokracji (oraz Izraela): stosunek państwa do "gejów i lesbijek" oraz ich status prawny (związki/małżeństwa jednopłciowe) stają się podstawowym wskaźnikiem demokracji, postępu i tolerancji. Ta wizytówka nowoczesności pozwala odciągnąć uwagę opinii publicznej od innych projektów politycznych tych państw, często mających podłoże rasistowskie i/lub imperialistyczne (stąd np. forsowanie obrazu Izraela jako "homoseksualnego raju" i napiętnowanie Palestyńczyków jako zacofanych i tradycyjnie nietolerancyjnych). Tym samym odmieńcy stają się kartą przetargową w nieswojej grze: państwa narodowe kupują lojalność odmieńców w zamian za przyznanie im określonych praw, czemu zwykle towarzyszy dalsze wykluczenie i demonizacja innych "innych". To właśnie te zjawiska doprowadziły w łonie teorii i polityki queer do  krytyki zjawiska homonacjonalizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: z mojej perspektywy, w filmie &lt;i&gt;X-Men: Pierwsza klasa&lt;/i&gt; dominuje narracja liberalna, podszyta chrześcijańską etyką przebaczenia; jednak liberalizm AD 2011 tym różni się od swego klasycznego antenata, że rozpoznaje różnicę w życiu społeczno-politycznym i zgadza się na włączenie jej do projektu budowania "wspólnego dobra".**** Okazuje się jednak, że nie każda różnica jest równie mile widziana, a obecny (neo)liberalny porządek nauczył się zręcznie rozgrywać jeden rodzaj różnicy przeciwko innemu (w wielu krajach już nawet partie konserwatywne z zapałem popierają "równouprawnienie gejów i lesbijek", co nie przeszkadza im jednocześnie prowadzić wykluczającą politykę na wielu innych frontach). Kluczowe wydaje się zatem pytanie, która różnica jest – według obowiązującego biopolitycznego reżimu – "warta życia" (a zatem warta rozpoznania przez "państwo prawa"), a którą można zignorować albo wręcz spisać na straty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może nie będzie nadmiernym uogólnieniem stwierdzenie, że takie polityczne usytuowanie filmu &lt;i&gt;X-Men: Pierwsza klasa&lt;/i&gt; z grubsza odpowiada dominującemu obecnie "układowi sił" w zachodnich dyskursach polityczno-społecznych, zwłaszcza w USA. &lt;br /&gt;(t)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------&lt;br /&gt;* Nota bene podobna relacja zachodzi pomiędzy chrzescijanstwem a judaizmem: chrześcijaństwo jest swego rodzaju "mutacją" judaizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Zauważmy zresztą, że padające w filmie określenie &lt;i&gt;freak&lt;/i&gt; jest kilkakrotnie przetłumaczone na polski jako "odmieniec", choć niekoniecznie jest to jego pierwszy słownikowy odpowiednik, a w polszczyźnie ostatnich lat wyraz ten coraz częściej przywoływany jest w kontekście odmieńczości seksualnej czy też teorii queer. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** W audycji krakowskiego radia Radiofonia z dnia 10 czerwca 2011 Krzysztof Tomasik, w rozmowie dotyczącej książki &lt;i&gt;Tęczowa rewolucja&lt;/i&gt;, porównał budowanie historii LGBT do budowania historii narodu. Wydaje się to dość charakterystyczne i jednocześnie wysoce problematyczne: czy rzeczywiście odmieńcom powinno chodzić o budowanie kolektywności na tych samych zasadach – wokół tych samych parametrów "naszości" – co budowanie narodu? Czy to właśnie nie jest przykład (krypto)homonacjonalizmu? Czy nie należy problematyzować samego procesu budowania wspólnoty, wspólnej historii, "wspólnej sprawy"? Czy nie należy szukać innych modalności "przynależności" i innych rodzajów "naszości"? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;**** Dodajmy na marginesie, że film jest umiarkowanie profeministyczny, głównie dzięki postaci agentki CIA. Osobnego omówienia wymagałaby postać Mystique, która wydaje się najbardziej radykalną adwokatką etyki różnicy (głoszącej, że "każda/-y jest doskonały/-a taką/-im, jakim/-ą jest"), choć – paradoksalnie – ona sama jest mistrzynią mimikry, która każdą "wyjątkowość" potrafi doskonale naśladować, co w pewnym sensie podważa znaczenie różnicy. Z kolei jej "naturalny" niebieski kolor skóry znowu odsyła nas do kwestii rasy. Co ciekawe, mimo długu wdzięczności wobec Xaviera, Mystique decyduje się w końcowych scenach filmu przejść na stronę Magneto.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-941517637443509985?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/941517637443509985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/941517637443509985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/941517637443509985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-2.html' title='O odmieńcach, mutantach i innych (cz. 2, ostatnia)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1947883717868109309</id><published>2011-06-11T18:03:00.010+02:00</published><updated>2011-06-18T23:13:34.963+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teologia polityczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>O odmieńcach, mutantach i innych (cz. 1)</title><content type='html'>Nie interesuje mnie recenzenctwo ani tym bardziej fanowstwo, ale najnowsza filmowa adaptacja kultowgo komiksu &lt;i&gt;X-Men: Pierwsza klasa&lt;/i&gt; jest wystarczająco ciekawą produkcją, żeby sprowokować mnie do tych kilku pospiesznych obserwacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film ewidentnie wpisuje się w najważniejsze debaty polityczne, które w ostatnich latach rozgrzewają społeczeństwo amerykańskie, a także inne społeczeństwa zachodnie. Jest na przykład aluzja do sprawy traktowania gejów i lesbijek w armii, kiedy "wyałtowany" jako mutant Hank McCoy odpowiada swojemu szefowi w CIA "You didn't ask, so I didn't tell". Jest sprawa stosowania tortur wobec prawdziwych lub domniemanych terrorystów, kiedy jeden z szefów CIA dowodzi, że wprawdzie prawo zabrania stosowania tortur na ludziach, ale nie na mutantach. Najogólniej biorąc, jest sprawa definiowania "wroga" w życiu politycznym wspólnoty, a zatem nawiązanie do (neo-)schmittiańskich rozważań na temat polityczności. Akcja rozgrywa się wprawdzie w roku 1962, kiedy zimnowojenna logika wydawała się dość jasno definować wroga USA (czy też "wolności i demokracji" w ogóle), ale ta binarna logika jest w filmie sproblematyzowana, a w tle pobrzmiewają echa współczesnej debaty na temat "wojny z terroryzmem". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem, na "głębokim" poziomie filmową historię da się odczytać jako historię przezwyciężenia "starozakonnej" etyki retrybucji przez chrześcijańską etykę przebaczenia – jakkolwiek świeckie przebrania przyjmują we współczesnym teatrze politycznym te dwie przeciwstawiane sobie wizje etyczne. Na ironię zakrawa fakt, że ofiara Holocaustu Erik Lehnsherr w końcu przyjmuje postawę swojego nazistowskiego oprawcy doktora Schmidta &lt;i&gt;vel&lt;/i&gt; Sebastiana Shaw (czyżby zawoalowana krytyka polityki Izraela względem Palestyny?), a uśmiercenie ex-nazisty okazuje się raczej prywatną zemstą Erika, a nie przysługą oddaną ludzkości, choć przy okazji rzeczywiście pomaga zapobiec wojnie nukleranej. Zło nie jest tu może jakąś transcendentną, manichejską siłą (motywacja Erika/Magneto jest przecież psychologicznie zrozumiała i widz z całą pewnością mu współczuje), ale jest zaraźliwe i w ostateczności nigdy nie prowadzi do niczego dobrego: zamiast "lepszego jutra" jest tylko samonapędzające się błędne koło przemocy i zemsty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę postawę przezwycięża "dobry" profesor Xavier, który reprezentuje zasadniczo liberalną wizję "wspólnego dobra". Mówiąc w skrócie, jego etyka sprowadza się do chrześcijańskiej zasady, że należy nienawidzić grzech, a nie grzeszącego człowieka (dlatego np. katechizm katolicki nakazuje szanować "osoby homoseksualne", jednocześnie potępiając grzech sodomii.) A zatem wróg staje się bardziej abstrakcyjny – nie jest nim Shaw, nie są Rosjanie, ale zło jako takie – zło, które należy pokonać przede wszystkim w samym sobie. Magneto – choć niepozbawiony swoich racji moralnych – nie potrafi tego zrobić, nie potrafi wznieść się ponad osobiste urazy i wyrwać się ze spirali zła. (Nota bene, jak pokazuje film, potrafiły to zrobić dwa supermocarstwa, które w 1962 o mały włos uniknęły nuklearnej konfrontacji, ale przecież w końcu przerwały błędne koło wyścigu zbrojeń i dziś jako tako ze sobą współpracują – dla "wspólnego dobra ludzkości".) Innymi słowy, podstawowym pytaniem współczesnej liberalnej demokracji (a zwłaszcza USA) nie jest już "Kto jest wrogiem?" ale raczej "CO jest wrogiem" (w domyśle: wspólnym wrogiem nas wszystkich) i jak to "coś" zlokalizować i zneutralizować.* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważmy na marginesie, że choć zabicie Osamy Bin Ladena wywołało w Stanach falę euforii (i zwyżkę notowań Obamy), to przez "niektóre kręgi" – zwłaszcza w Europie, ale również w USA – zostało uznane za nawrót do średniowiecznej etyki i barbarzyńskiego pojmowania "wroga" jako konkretnego człowieka, którego należy po prostu wyeliminować (patrz np. &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/361584,Sredniowieczne-sformulowanie-Angeli-Merkel-po-smierci-Osamy-bin-Ladena"&gt;komentarze do wypowiedzi Angeli Merkel&lt;/a&gt; po śmierci bin Ladena). W dość zgodnej opinii uczonych ekspertów, ta egzekucja w żaden sposób nie przyczyni się do zwalczania "samego zła", czyli terroryzmu, a ma jedynie wymiar symboliczny, propagandowy i retaliacyjny. Można niemal powiedzieć, że Obama popełnił ten sam błąd, przed którym ostrzega film: bo choć retoryka walki ze złem terroryzmu – czyli wspólnym wrogiem "nas wszystkich", łącznie z Arabami – wydaje się (z liberalnego punktu widzenia) słuszna, to jednak "ucieleśnienie" tego zła w postaci Osamy bin Ladena jest oczywistym błędem. W filmie Amerykanom i Rosjanom (którzy, co warte podkreślenia, zachowują się niemal identycznie) wydaje się, tuż po uniknięciu zbrojnej konfrontacji, że znaleźli wreszcie prawdziwego, wspólnego, ucieleśnionego wroga, którym są mutanci; film poucza nas jednak, że zło leży gdzie indziej i inaczej należy z nim walczyć (być może próbując "nawrócić" Magneto na ideę wspólnego dobra, tak jak dali się nawrócić Rosjanie). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto w tym miejscu przywołać film Ridleya Scotta &lt;i&gt;Królestwo Niebieskie&lt;/i&gt; z 2005 roku, w którym również zderzone są dwie postawy etyczne: "pogańskie" chrześcijaństwo takich postaci jak Guy de Lusignan czy Sybilla i (proto)nowoczesne, zrelatywizywane chrześcijaństwo głównego bohatera Baliana. Złym "innym" jest tu nie tyle Muzułmanin po prostu, ile przede wszystkim "nieoświecony" chrześcijanin, pojmujący wspólnotę w prymitywnych kategoriach "swój" &lt;i&gt;contra&lt;/i&gt; "wróg". Chrześcijanin nowoczesny, dla odmiany, to chrześcijanin samokrytyczny i wątpiący, antyfundamentalistyczny i pragmatyczny; być może wręcz – idąc za prowokacyjnymi tezami Slavoja Žižka – ideę współczesnego chrześcijaństwa najlepiej realizuje ateista. (Czyż potajemnie promując tego typu logikę chrześcijaństwo nie wytrącałoby w mistrzowski sposób broni z ręki swoim laickim przeciwnikom?!) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla oświeconego chrzescijaństwa (i jego świeckiej wersji – liberalizmu) fundamentalizm chrześcijański jest (neo)poganizmem, natomiast dla "fundamentalistów" zrelatywizowane chrześcijaństwo jest zdradą "esencji" chrześcijaństwa. Te tarcia widać bardzo wyraźnie na przykład w sporach, jakie toczą się od lat w łonie polskiego kościoła katolickiego, zwłaszcza wokół sprawy Radia Maryja i jego licznej rodziny. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że konflikt między kryptomanichejskimi postawami fundamentalistyczymi a pozytywistycznym liberalnym relatywizmem (o którym już &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;troszkę pisałem&lt;/a&gt;) jest o wiele bardziej fundamentalny dla funkcjonowania zachodnich demokracji, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać – ale do tego wątku mam nadzieję powrócić w jednym z przyszłych wpisów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Część druga &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-2.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------------&lt;br /&gt;* Porównałbym te zabiegi do idei "inteligentnych leków", których głównym zadaniem jest szybkie dotarcie do "istoty problemu" i zlikwidowanie przyczyny dolegliwości "w zarodku", bez narażania na szwank równowagi całego organizmu. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1947883717868109309?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1947883717868109309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1947883717868109309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1947883717868109309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/06/o-odmiencach-mutantach-i-innych-cz-1.html' title='O odmieńcach, mutantach i innych (cz. 1)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6157617873774564667</id><published>2011-04-27T12:59:00.003+02:00</published><updated>2011-04-27T13:58:04.798+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Uzurpacje władzy</title><content type='html'>Opór przed uzurpacjami władzy rodzi się we mnie czasem zupełnie odruchowo, zanim jeszcze potrafię go sensownie zwerbalizować i uzasadnić. Tam, gdzie władza jest najefektywniejsza (minimum dyscyplinującego wysiłku, maksimum skuteczności), nie działa wcale w sposób jawny i oczywisty: jej klasyczną strategią jest maskowanie swoich uzurpacji przy pomocy różnorakich dyskursywnych praktyk, które wpisują jej działania w "naturalny porządek rzeczy", w "zdroworozsądkowe" lub "przyjęte" zasady postępowania, w formalne reguły prawne itp.*  Przyjęcie w pewnych sytuacjach "modelu deliberacyjnego" (o którego ograniczonej przydatności &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/04/o-deliberacji.html"&gt;pisałem niedawno&lt;/a&gt;) ma sens wtedy i tylko wtedy, kiedy towarzyszy mu uważna analiza praktyk dyskursywnych służących władzy do (dyskretnego) powielania swoich uzurpacji i potwierdzania istniejących zależności. W innym przypadku deliberacja jest jedynie teatrzykiem dla naiwnych, poręcznym narzędziem, które doskonale nadaje się do formalnej legitymizacji bezwstydnych praktyk władzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najbardziej uderzających scen w noweli "Billy Budd" Hermana Melville'a jest sąd nad młodym żeglarzem. (Billy, niesłusznie oskarżony o udział w przygotowaniach do buntu załogi, uderza swego oskarżyciela, powodując niechcący jego śmierć.) Kapitan Vere, który w przygotowanym naprędce "procesie" jest formalnie jedynie świadkiem, wykorzystuje cały wachlarz dyskursywnych i symbolicznych gestów, które mają przekonać ławę przysięgłych do skazania Billy’ego na karę śmierci (do czego sędziowie nie są wcale skorzy). Pozornie dystansując się od wywierania presji, pozornie zawieszając oczywiste relacje władzy, pozornie otwierając się na deliberacyjność, Vere na wiele sposobów przypomina o swojej pozycji (np. stając "przypadkowo" i niewinnie na podwyższonym miejscu) i sygnalizuje swoją z góry podjętą decyzję (natychmiast po niezamierzonym zabójstwie kapitan wykrzykuje: "Anioł musi wisieć!") -- decyzję podjętą arbitralnie i bezprawnie. Melville obnaża ten nieprzyzwoity teatr władzy, która potrafi postawić na swoim przy zachowaniu wszelkich deliberacyjnych pozorów i formalnych wymogów.** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sytuacji demokratycznej i deliberacyjnej pracy zespołowej, uzurpacja władzy może polegać na przyjęciu przez jednego z członków zespołu roli "przewodniczącego zebrania", czyli tego, który decyduje, &lt;i&gt;co&lt;/i&gt; jest poddawane pod dyskusję i/lub pod formalne głosowanie oraz który &lt;i&gt;stwierdza &lt;/i&gt;podjęcie decyzji. Jednym słowem przewodniczącym jest ten, kto uzurpuje sobie prawo otwierania i zamykania dyskusji (ale ponieważ jednak czasem dyskusję otwiera, nie można mu po prostu zarzucić antydeliberacyjnego autorytaryzmu).*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sytuacji, której zdarzyło mi się być świadkiem, funkcję przewodniczącego przyjał na siebie, jakby "naturalną koleją rzeczy", jedyny w różnopłciowym teamie heteroseksualny mężczyzna, który skądinąd w zwyczajowej hierarchii starszeństwa (liczonej nie tyle według wieku, ile według stażu pracy i osiągnięć zawodowych) nie miał podstaw, by pretendować do statusu &lt;i&gt;primus inter pares&lt;/i&gt;. Żeby była jasność: nie piszę tego, aby sugerować, że wszyscy heteroseksualni mężczyźni perfidnie albo siłą swej "natury" pchają się do władzy -- znam bardzo wiele przykładów zupełnie przeciwnych; chodzi raczej o konstruowanie znormatywizowanej "hegemonicznej męskości" w warunkach Bourdieu'owskiego &lt;i&gt;habitusu&lt;/i&gt; (przepraszam za ten żargon). Jestem przekonany, że osoba, która służy mi tutaj za przykład, stosując swoje praktyki dyskursywne, nawet nie zdawała sobie sprawy z uzurpacji, której właśnie dokonuje, a wręcz przeciwnie -- działała "w dobrej wierze", w imię jak najlepiej pojmowanych (przez siebie) zasad zgodnej i skutecznej współpracy (por. też &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/zgoda-rujnuje-niezgoda-buduje.html"&gt;"Zgoda rujnuje, niezgoda buduje"&lt;/a&gt;). Zadziałał tu, moim zdaniem, jeden z owych subtelnych mechanizmów patriarchatu, który tego typu uzurpacje władzy znaturalizował tak dalece, że dążenie ("prawdziwego", rzecz jasna) mężczyzny do przywódczej roli jest przez niego samego głęboko zinternalizowane (np. jako zdroworozsądkowe pojęcie "efektywnego działania"), a dla otoczenia bardzo często zupełnie przezroczyste i/lub przyjmowane za dobrą monetę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sytuacji, w której uzurpacja władzy sprawia wrażenie naturalnych i demokratycznych reguł gry, opór musi zostać sklasyfikowany, paradoksalnie, jako zamach na demokrację, a zatem jako nieuprawniona &lt;i&gt;uzurpacja władzy&lt;/i&gt; właśnie. I w pewnym sensie opór jest, oczywiście, aktem władzy, jest żądaniem zmiany dotychczasowych znaturalizowanych praktyk i relacji (dla Foucaulta nie ma istotowej różnicy między władzą a oporem). Tak więc zakwestionowanie pewnych dyskursywnych praktyk odczytane zostaje jako &lt;i&gt;male fide&lt;/i&gt; atak na deliberacyjne zasady demokracji w ogóle, a nie jako próba pogłębienia debaty i krytyczny namysł nad jej parametrami, które zadziwiająco często po prostu odtwarzają wciąż te same patriarchalne mechanizmy. Taki opór musi skończyć się &lt;i&gt;skandalem&lt;/i&gt;: oto znów zakłócony został naturalny porządek rzeczy; oto odmieniec znów wyłamał się z komunikacyjnej wspólnoty i zburzył miłą, rodzinną atmosferę (czy nie to jest właśnie najważniejszą &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/rodzina-jako-podstawowa-komorka.html"&gt;ideologiczną funkcją rodziny&lt;/a&gt; -- maskowanie faktycznych relacji władzy za pomocą wszechobecnego sentymentalizmu, retoryki "wartości rodzinnych" i uświęcania z góry wyznaczonych ról?). Potwór znowu wydał ryk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----------------------------------------&lt;br /&gt;* W bardziej zniuansowany sposób należałoby powiedzieć, że władza po prostu &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt; tymi praktykami -- niekiedy przełożonymi na sformalizowane czy zinstytucjonalizowane hierarchie zależności, a niekiedy nie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Nie od rzeczy będzie zauważyć, że jąkający się i niezdolny do odczytywania ukrytych intencji Billy jest zasadniczo wykluczony z deliberacyjnej wspólnoty. To właśnie niemożność wysłowienia się powoduje, że w akcie samoobrony zadaje feralny cios. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** Zauważmy, na przykład, dwa poziomy ograniczania horyzontu deliberacji, jakie ma miejsce wokół projektu ustawy o związkach partnerskich: z jednej strony dyskusji o projekcie nie chce podjąć większość mainstreamowych polityków (ani tym bardziej instytucje państwowe), ale z drugiej strony dyskusja w środowiskach "gejowsko-lesbijskich" (bo chyba nie w szerszym sensie &lt;i&gt;odmieńczych&lt;/i&gt;) podlega dokładnie tym samym regułom &lt;i&gt;dopuszczania &lt;/i&gt;lub &lt;i&gt;niedopuszczania &lt;/i&gt;do "poważnej" dyskusji głosów kwestionujących założenia przyjęte przez (skądinąd powołujące się na liczne konsultacje środowiskowe) przywództwo ruchu. (Sytuację z grubsza ilustrującą te spostrzeżenia opisałem &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/mission-impossible-o-zwiazkach.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.) &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6157617873774564667?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6157617873774564667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/04/uzurpacje-wadzy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6157617873774564667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6157617873774564667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/04/uzurpacje-wadzy.html' title='Uzurpacje władzy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-569898969677759514</id><published>2011-04-13T19:27:00.001+02:00</published><updated>2011-04-13T20:12:11.473+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>O deliberacji</title><content type='html'>Pan T doznał kolejnej epifanii intelektualnej. Niezbyt głębokiej, ale zawsze. Zrozmiał bowiem, jaki jest jego stosunek do projektu demokracji deliberacyjnej (na tyle, na ile go zna i rozumie; trochę na ten temat np. &lt;a href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article251"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Otóż model ten tak się ma do jego, pana T, myślenia o świecie, jak dajmy na to mechanika Newtona do teorii względności i/lub mechaniki kwantowej. W pewnych sytuacjach może okazać się dobrym, efektywnym modelem, jednak w całościowej ocenie jego założenia i proponowany opis rzeczywistości wydają się panu T wybiórcze i niepełne, a zatem błędne, przynajmniej na innych poziomach analizy i przy uwzględnieniu innych zmiennych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Dlatego też czytając tekst Tomka Jarymowicza w najnowszym numerze &lt;i&gt;Dialogue and Universalism&lt;/i&gt; T nieustannie kręcił głową i czuł, jak fundamentalnie nie zgadza się z zastosowanym aparatem pojęciowo-analitycznym. Nie dlatego, że tekst Jarymowicza – czy ogólniej model deliberacyjny – są jakoś zasadniczo nielogiczne czy bezsensowne; po prostu jego, pana T, aparat pojęciowy służący do rozumienia i opisu świata składa się z zupełnie innych pojęć i narzędzi poznawczych. Paradoksalnie, ale chyba w pozytywnym sensie, jedyne dwa teksty o tematyce LGBT/Q we wspomnianym numerze czasopisma – Jarymowicza i Sikory/Majki – wychodzą z diametralnie różnych i nieprzystających do siebie założeń.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyżej wspomnianej epifanii doznał pan T przy okazji niedawnej współpracy nad pewnym projektem. Deliberacyjność była tak głęboko wpisana w zasady każdej wcześniejszej współpracy pana T z innymi osobami, że pomimo różnic zdań nigdy nie zdarzały się sytuacje konfliktowe, a wymiana argumentów zawsze prowadziła do wspólnych rozwiązań. Jeśli nie ma minimum zgody wszystkich współpracowników co do danego rozwiązania, więcej – jeśli dane rozwiązanie jest dla któregoś uczestnika projektu całkowicie nie do przyjęcia, to po prostu szuka się rozwiązań alternatywnych.* Proste głosowanie – zgodnie z duchem demokracji formalnej – nie ma w tym wypadku sensu; nie może bowiem być tak, że ktoś będzie firmować produkt (brr - okropne, zobrzydzone przez neoliberalny kapitalizm słowo), z elementami którego fundamentalnie się nie zgadza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc kiedy przy kolejnym kolektywnym projekcie doszło do sytuacji konfliktowej, pan T był niezmiernie zdziwiony antydeliberacyjnością swoich współpracowników. Ktoś próbował np. poddać pod formalne głosowanie rozwiązanie, które dla T było z założenia całkowicie nie do przyjęcia. (Od samego głosowania ważniejsze jest przecież to, CO w ogóle poddajemy pod głosowanie i KTO o tym decyduje; &lt;i&gt;vide&lt;/i&gt; np. rola marszałka Sejmu.) Szybciej zrezygnowałby pan T ze współpracy – nie tylko zresztą ze względu na to konkretne rozwiązanie, ale przede wszystkim jako wyraz niezgody na taki tryb pracy. A zatem w tej konkretnej sytuacji poczuł się T – niespodziewanie dla samego siebie – obrońcą deliberacyjności, przy czym niezwykle istotnym momentem w jego myśleniu była właśnie możliwość zerwania, odmowy, negacji (o swoim "negacjonizmie" &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;pisał już&lt;/a&gt; zresztą na blogu). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez tego momentu negacji i wyłamania się** (którego wcieleniem jest zresztą w obecnej polskiej polityce Jarosław Kaczyński, przy całej antypatii) nie wyobraża sobie pan T żadnej demokracji, a być może nawet żadnej relacji społecznej. Tego, o ile się pan T nie myli, model deliberacyjny raczej nie zakłada (a i model agonistyczny ma z tym pewne problemy). Musi istnieć możliwość kontestowania samych warunków i założeń debaty (nie wspominając już o przemilczanych "prawach" tych wszystkich, którzy w ogóle w debacie brać udziału nie chcą lub z bardzo różnych względów nie mogą.) Bez widma negacji nie ma prawdziwej deliberacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---------------&lt;br /&gt;* Negacja – powiedzenie NIE – ma w pewnym sensie pierwszeństwo względem afirmacji; w sporze pomiędzy "na pewno nie to" a "koniecznie to" wygrywa to pierwsze, bo przecież żadne rozwiązanie nie jest konieczne i zawsze istnieje możliwa do zaakceptowania alternatywa. (Oczywiście &lt;i&gt;brak&lt;/i&gt; jakiegoś rozwiązania też nigdy nie jest konieczny, ale ten punkt traci ważność w świetle tego, co poniżej.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Żeby możliwe było "wyłamanie się", potrzebna jest jakaś przestrzeń społeczna, choćby najmniejsza z najmniejszych; trzeba się mieć &lt;i&gt;gdzie&lt;/i&gt; wyłamać. Ostatecznym wyłamaniem się (zwlaszcza w warunkach &lt;i&gt;braku&lt;/i&gt; owej przestrzeni) jest, z filozoficznego punktu widzenia, samobójstwo – społeczne, polityczne, psychiczne ("zwariowanie") lub po prostu fizyczne. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-569898969677759514?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/569898969677759514/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/04/o-deliberacji.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/569898969677759514'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/569898969677759514'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/04/o-deliberacji.html' title='O deliberacji'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6774115612167589655</id><published>2011-02-22T18:32:00.007+01:00</published><updated>2011-06-19T11:52:13.320+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>I Am Woman, czyli o konieczności bycia kobietą</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;ze specjalną dedykacją dla Lily&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Należy być kobietą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy, kto czuje się przywiązany do wielkiego Projektu Różnicy, kto wyłamuje się z obowiązującej Ekonomii Toż-samości i pragnie jej gruntownej przemiany – ma absolutną moralną powinność bycia kobietą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W klasycznej książce &lt;i&gt;Ta płeć (jedną) płcią niebędąca&lt;/i&gt; (która właśnie &lt;a href="http://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,1439,strona,Ta_plec_jedna_plcia_niebedaca,katid,30.html"&gt;ukazała się po polsku&lt;/a&gt;) francuska filozofka Luce Irigaray powiada, że istnieje tylko jedna płeć i jest nią płeć męska. Jest tak przynajmniej z fallogocentrycznego, totalizującego punktu widzenia, który definiuje płeć jako hegemoniczną, zamkniętą całość, podczas gdy "kobieta" nie jest i nie może być &lt;i&gt;jedną&lt;/i&gt; płcią, jest bowiem wewnętrznie zróżnicowana, niepodporządkowana męskiej logice toż-samości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli więc płeć uznać za synonim różnicy (a temu przekonaniu jestem wierny od dawna), to można powiedzieć, że jest dokładnie  odwrotnie: tylko kobieta jest płcią. Właśnie JEST płcią, a nie MA płeć. Mężczyzna (rozumiany fallogocentrycznie i hegemonicznie) jest w pierwszej kolejności generycznym człowiekiem, a jego płeć jest drugorzędnym atrybutem; mężczyzna to gatunek, ale nie gender. Kobieta, natomiast, jest przede wszystkim swoją płcią, a w drugiej kolejności człowiekiem. Mężczyzna &lt;i&gt;ma&lt;/i&gt; płeć, podczas gdy kobieta &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt; płcią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym sensie "kobieta" – nie jako (biologiczna) istota, gatunek, tożsamość – konceptualnie wskazuje na płeć &lt;i&gt;w ogóle&lt;/i&gt;, na różnicę &lt;i&gt;w ogóle&lt;/i&gt;. Jako taka obejmuje wszelkie obszary różnicy i przypadki "graniczne", takie jak transpłciowość, postpłciowość, czy wszelkie odmiany odmieńczości. Stąd właśnie, moim zdaniem, wynika absolutna moralna konieczność bycia kobietą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Dodam, że w tym kontekście ma sens mówienie o projekcie "postpłciowości": otóż projekt "płci" może obrócić się w projekt hegemoniczny, zgodny z logiką fallogocentryzmu, podczas gdy postpłciowość podkreśla przywiązanie do niekończącego się różnicowania.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;Ale zaraz zaraz, czy definiując kobietę poprzez płeć/różnicę, nie wpisujemy się przypadkiem w wielowiekową logikę fallogocentryzmu? Czyż nie tak właśnie patriarchat definiował i w dalszym ciągu definiuje kobietę? Skoro – powtórzę – mężczyzna jest w pierwszej kolejności (generycznym) człowiekiem, a jego płeć drugorzędnym atrybutem, podczas gdy kobieta jest przede wszystkim swoją płcią, a w drugiej kolejności człowiekiem, to czyż nie wydaje się logiczne, aby strategicznym celem feminizmu uczynić podniesie kobiety do rangi człowieka? Taki był i w dużej mierze jest nadal zasadniczy cel równościowego projektu feminizmu (który może, rzecz jasna, pochwalić się ogromnymi osiągnięciami).  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto jednak zastanowić się, co w tej sytuacji dzieje się z różnicą: siłą rzeczy zostaje ona relegowana do rangi drugorzędnej cechy w imię wspólnego, toż-samościowego "człowieczeństwa". Tym samym różnica traci swój impet, swój potencjał radykalnej zmiany społecznej; jednym słowem: traci kły i pazury. Jak napisała pewna feministyczna autorka, w kontekście (neo)liberalnym różnica staje się po prostu stylistyczną wariacją na temat "Człowiek". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem rożnica przestaje być związana z projektem głębokiej zmiany społecznej i staje się po prostu kwestią stylu, a ten z kolei został zawłaszczony i skolonizowany przez kapitalistycznego molocha rynkowej (nad)produkcji. Chcesz różnicy? Oto nasz katalog: dostarczymy ci ją, do koloru do wyboru, w ładnym opakowaniu i w promocyjnej cenie, pod same drzwi. (Muszę w tym miejscu dodać, że bynajmniej nie ważę sobie lekce kwestii stylu i chciałbym kiedyś do niej powrócić.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym samym przestrzeń różnicy drastycznie się skurczyła, a sama różnica została strywializowana, spłaszczona i zneutralizowana, co oczywiście jest jak najbardziej na rękę siłom (neo)liberalnym, a nawet (neo)konserwatywnym, które taką lekkostrawną, bezkofeinową, niegroźną "różnicę" – rozumianą głównie jako "styl życia" – są gotowi inkorporować do istniejących struktur społeczno-politycznych (patrz np. polityka wielokulturowości w niektórych demokracjach zachodnich). Zwłaszcza w warunkach dominacji neoliberalizmu różnica podlega ścisłej prywatyzacji, reglamentacji i komodyfikacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spłycenie i spłaszczenie różnicy, zredukowanie jej do "stylistycznej wariacji na temat Człowiek (Obywatel/Podmiot itd.)" powoduje nieuchronnie, jak sądzę, "głód (realnej) różnicy". W tych kategoriach można, na przykład, rozpatrywać coraz bardziej widoczny posthumanistyczny projekt wychodzenia poza kategorię "Człowieka", która dla niektórych stała się zbyt ciasna i duszna, zbyt normatywna i toż-samościowa. Nie każdy musi być człowiekiem, ale – jak napisałem powyżej – każdy musi być kobietą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;Jak jednak należy rozumieć tę "głęboką różnicę", która miałaby być czymś więcej niż li-tylko stylistyczną wariacją na temat? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prostą ilustracją niech będzie idea "akcentu" w języku. W potocznym rozumieniu, niektórzy mówią "z akcentem" (obcokrajowcy, Polacy urodzeni lub mieszkający długo za granicą, Ślązacy itd.), podczas gdy wszyscy pozostali mówią "czystą polszczyzną", czyli bez akcentu. Jesteśmy zatem przywiązani do obowiązywania jednego standardu, który sam akcentem nie będąc pozostaje "neutralny i czysty" – choć jednocześnie uznajemy istnienie różnych (np. regionalnych) "wariacji" na temat owego standardu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak długo myślimy w kategoriach standardu i akcentu, tak długo nie rozumiemy projektu "głębokiej różnicy". Dopiero wówczas, gdy &lt;i&gt;każdy&lt;/i&gt; sposób mówienia uznamy za akcent (przy czym niektóre akcenty zyskały w nowoczesnych czasach status "standardu", zresztą w ogromnej mierze dzięki administracyjnym zabiegom scentralizowanej władzy) – dopiero wówczas zaczniemy myśleć w kategoriach "głębokiej" różnicy. Wszyscy mówimy z akcentem, nie ma nic prócz akcentu. I różnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;W 1972 roku ukazała się piosenka Helen Reddy "I Am Woman", która nota bene stała się jednym z "hymnów" anglosaskiej subkultury gejowskiej. W dość oczywisty sposób piosenka wyrasta z ducha feminizmu lat 70., opartego na akcentowaniu kobiecej dumy, siły i niezależności (innym przykładem jest, oczywiście, "I Will Survive" Glorii Gaynor). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="480" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/mmifO2sKT7g" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charakterystyczne opuszczenie przedimka w zdaniu "I Am Woman" (zamiast "I Am A Woman") czyni z kobiety w tekście piosenki nie tylko po prostu biologiczną jednostkę o kobiecych cechach płciowych. Kobieta staje się tu dużo szerszym pojęciem – pojęciem, które w niniejszych rozważaniach pozwoliłem sobie zrównać z pojęciem różnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym właśnie sensie, jako biologiczna nie-kobieta ani nie osoba transpłciowa, mogę, a nawet muszę o sobie powiedzieć – bez gestu zawłaszczenia kategorii, do której pod wieloma względami nie mam przecież prawa – "I Am Woman". &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6774115612167589655?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6774115612167589655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/02/i-am-woman-czyli-o-koniecznosci-bycia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6774115612167589655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6774115612167589655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/02/i-am-woman-czyli-o-koniecznosci-bycia.html' title='I Am Woman, czyli o konieczności bycia kobietą'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/mmifO2sKT7g/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7398500550275114687</id><published>2011-01-11T15:04:00.009+01:00</published><updated>2011-06-19T11:52:47.919+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teologia polityczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Via politica negativa, cz. 3</title><content type='html'>[Część pierwsza &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, część druga &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-2.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szanujący się liberał musi zadrżeć na myśl o włączeniu negatywności do praktyki społeczno-politycznej. Czyż nie oznacza to budzenia śpiących potworów? W naszej anestetycznej kulturze ból i trauma są relegowane do najdalszych zakątków świadomości, a flirt z negatywnością postrzegany jest jako niewybaczalne nawoływanie do przemocy lub, w najlepszym razie, patologiczny masochizm. Chyba jedynie artystom liberał jest gotów wybaczyć świadome igranie z traumą – uzasadnione o tyle, o ile ma służyć "pobudzeniu impulsu twórczego". Nie twierdzę bynajmniej, że należy dążyć do bólu czy traumy jako takich, jednak nieustanne i pospieszne wypełnianie wszelkich potencjalnych "dziur" w materii społeczno-politycznej nowymi dobrami konsumpcyjnymi i nowymi projektami modernizacyjnymi skutecznie neutralizuje potencjalnie twórcze konsekwencje negatywności. Negatywność sama w sobie nie powinna stać się celem pożądania (stąd już niewielki krok do faszyzmu), ale jeśli tylko w niej znaleźć można realną alternatywę dla obowiązującej, zagarniającej pozytywności, to jej strategiczne użycie wydaje się zasadne i konieczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Zresztą neoliberalizm doskonale "zarządza" społeczną traumą i cierpieniem, które sam wywołuje: neoliberalna "terapia szokowa" obiecuje szybką modernizację, która ma w konsekwencji doprowadzić do powszechnego dobrobytu za cenę "przejściowej" pauperyzacji ogromnej części społeczeństwa i skapitalizowania relacji społecznych. Być może jedynym sposobem na neoliberalną terapię szokową jest przeciwstawna terapia szokowa, jakiś polityczny Blitzkrieg, który oczyści pole i otworzy nowe możliwości działania. W pewnym sensie neoliberalizm sam przyczynia się do takiej kontrterapii, o czym może świadczyć na przykład niedawny – lub wciąż obecny – kryzys finansowy. W neoliberalnym myśleniu lekiem na kryzysogenne "niedostatki systemu" ma być jeszcze więcej tego samego, co prowadzi do nieuchronnej konkluzji, że – jak obrazowo ujął to Karol Marks – kapitalizm hoduje swoich własnych grabarzy.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż ambicje tego niewielkiego tekstu wykraczają poza wąsko rozumianą problematykę odmieńczości i zmierzają (mgliście i ogólnikowo) w kierunku szerszej strategii politycznej, to nie będę ukrywał, że moje rozważania na temat negatywności zostały w dużej mierze zainspirowane "rehabilitacją" negatywności w teorii queer. Nie wchodząc w szczegóły, wspomnę tylko o tzw. "antyspołecznym zwrocie" w teorii queer, kojarzonym zwłaszcza z amerykańskim teoretykiem Lee Edelmanem. Choć nie zgadzam się z wieloma założeniami książki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;No Future&lt;/span&gt; Edelmana, to jednak rozumiem i doceniam gest radykalnego odrzucenia społeczeństwa opartego nieuchronnie na "rozrodczym futuryzmie", gest odwrócenia się plecami i radykalnej odmowy. Edelman próbuje uciec przed obezwładniająca pozytywnością współczesnej machiny politycznej, nastawionej na budowanie "lepszej przyszłości" (w domyśle: dla naszych dzieci). Jednak ekonomię pozytywności, przed którą Edelman (słusznie) próbuje uciec, można uznać za strukturę uwarunkowaną historycznie, za jeden z etapów urzeczywistniania się "polityczności", nie zaś za "esencję" wszelkiej polityczności. A zatem to, czemu Edelman nadaje status radykalnej "prawdy" o (anty)społecznej roli odmieńczości "w ogóle", ja postrzegam jedynie jako strategię działania dostosowaną do obecnych warunków społeczno-politycznych. Dla mnie negatywność jest strategiczna, a nie strukturalna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak powrót do idei komunizmu może stanowić "negatywistyczną" przeciwwagę dla liberalno-kapitalistycznego "Imperium Dobra", tak radykalna odmowa uznania legitymizacji obecnej struktury społecznej może przeciwstawić się pozytywizmowi mainstreamowych ruchów LGBT i wyznaczyć inną trajektorią dla odmieńczych praktyk politycznych i społecznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weźmy na przykład kwestię tolerancji, która jest jednym z najwidoczniejszych przejawów pozytywności współczesnego porządku politycznego i do której niektórzy działacze LGBT próbują sprowadzić całość albo przynajmniej lwią część obecnej polityki antydyskryminacyjnej. W optyce liberalnego humanizmu, tak jak zło jest brakiem dobra, tak nietolerancja nie jest realną alternatywą, ale (naprawialnym) brakiem podstawowego dobra, jakim jest tolerancja. Nie wdając się szczegółowo w krytykę tego pojęcia, przytoczę tylko ciekawe spostrzeżenie Immanuela Kanta: "Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji". W tym zdaniu zawiera się cały paradoks, ale i cała perfidia współczesnego liberalnego humanizmu, który z zasady toleruje wszystko, chciałby wszystko wkluczyć – ale nie może przecież tolerować radykalnie alternatywnych aksjologii. Wiara, że da się stworzyć idealną rzeczywistość, w której wszyscy tolerują wszystkich, a nietolerancja przestaje istnieć, zakłada totalną kastrację różnicy i sprowadzenie wszystkich do jednego wspólnego mianownika. (Jakkolwiek niemiło to zabrzmi, istnienie nietolerancji można uznać za wyznacznik realnej różnicy.) Plusem Kantowskiej konstatacji jest pośrednie przyznanie, że dobroczynna, pacyfistyczna gęba liberalnego humanizmu to fikcja: wbrew pieczołowicie podtrzymywanym pozorom nie jest on i nie może być bezzębną, miękką ideologią, musi natomiast rozpoznać się (wbrew sobie) jako ideologia wojująca. Widać to zresztą po rosnącej fali antyimigranckich, ksenofobicznych nastrojów w całej Europie: idea tolerancji osiągnęła pewien limit i niepostrzeżenie przeradza się w swoje przeciwieństwo. (Wygląda to trochę tak, jakby atrybut "tolerancyjności" zapewniało Europie coraz bardziej liberalne podjeście do "mniejszości seksualnych", podczas gdy drugą stroną tej transakcji jest wypychanie poza margines "nietolerancyjnych" muzułmanów i innych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;personae non gratae&lt;/span&gt;.) Nie mówię, że tolerancja jest z założenia złą wartością i nie postuluję bynajmniej nietolerancji; mówię, że sprowadzenie odmieńczej i antydyskryminacyjnej polityki głównie do idei tolerancji jest błędem, który w konsekwencji może doprowadzić do ogólnego wzrostu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nietolerancji&lt;/span&gt;. Innymi słowy, trzeba wyjść poza myślenie w kategoriach "tolerancja" (dobro) contra "nietolerancja" (brak dobra) i w ogóle zmienić sposób formułowania problemu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teorię queer zwykle kojarzy się z krytyką &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wykluczeń &lt;/span&gt;społecznych, zapomina się jednak, że od samego początku (a ostatnio coraz wyraźniej) jest ona również krytyką &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wkluczania&lt;/span&gt;. Do tej pory krytyka wkluczania ograniczała się głównie do krytyki określonych mechanizmów wkluczania, które powodowały normatywizowanie odmieńczości i zacieranie radykalnych parametrów różnicy, niestrawnych dla systemu. Ale można tę krytykę posunąć o krok dalej i zakwestionować samą logikę warunkujących się wzajemnie mechanizmów wkluczania i wykluczania. W istocie bowiem liberalny humanizm zasadza się właśnie na fundamentalnej zasadzie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wkluczania&lt;/span&gt;, zgodnie z ideą powszechnego, niewykluczającego dobra. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, jest to zasada &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pierwotniejsza &lt;/span&gt;od zasady wykluczania (tę drugą można natomiast uznać za bardziej fundamentalną w ideologiach neokonserwatywnych i faszyzujących). Aktorzy społeczni, którzy zyskują widzialność i status podmiotu, prędzej czy później &lt;span style="font-style:italic;"&gt;muszą &lt;/span&gt;zostać wchłonięci przez system, inaczej system zaprzeczyłby samemu sobie, swojemu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;modus operandi&lt;/span&gt;. O ile ruchy LGBT domagają się wkluczania (realizując  tym samym wewnętrzną logikę systemu), o tyle queer kwestionuje nie tylko konkretne parametry wkluczania, ale niekiedy rownież sam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;przymus &lt;/span&gt;wkluczania. Niczym dobry chrześcijanin, system "modli się" za nas, wklucza nas &lt;span style="font-style:italic;"&gt;a priori&lt;/span&gt;, nawet zanim jeszcze nada nam równe prawa (na swoich zasadach). A zatem teoria queer może być w tym samym stopniu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;antywykluczeniowa &lt;/span&gt;jak i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;antywkluczeniowa &lt;/span&gt;, przy czym wewnętrzna sprzeczność tego stwierdzenia jest pozorna. Tylko pewnego rodzaju odmieńcza negatywność może zakwestionować całościowo sposób, w jaki liberalny humanizm parametryzuje płeć, seksualność i tożsamość. Polityka zafiksowana wyłącznie na pozytywności ("Gay is OK" itp.) na pewno do tego nie doprowadzi, a jedynie wzmocni legitymizację systemu i jego obowiązującej aksjologii. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7398500550275114687?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7398500550275114687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/01/via-politica-negativa-cz-3.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7398500550275114687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7398500550275114687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/01/via-politica-negativa-cz-3.html' title='Via politica negativa, cz. 3'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1859660869448391224</id><published>2010-12-30T20:01:00.007+01:00</published><updated>2011-06-11T20:53:38.100+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teologia polityczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Via politica negativa, cz. 2</title><content type='html'>[Część pierwsza &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi mi o restytucję manicheistycznego dualizmu dobra i zła, przeciwko któremu pisał św. Augustyn. Chodzi mi o przemyślenie kwestii negatywności, odmowy, zła (nie rozumianego metafizycznie, rzecz jasna, ale politycznie) we współczesnych aksjologiach politycznych. Mniej interesują mnie spekulacje ontologiczne, ważniejsze są dla mnie realne, historyczne konsekwencje pewnych politycznych modalności. Zło sprowadzone do braku dobra – a tym samym zepchnięte do politycznej podświadomości – ma tendencję do gwałtownych nawrotów, czego uczy nas, między innymi, historia faszyzmu. (W czasach neoliberalnej hegemonii wyrugowanie negatywności z przestrzeni publicznej często prowadzi do jej prywatyzacji, do impulsów autodestrukcyjnych i do sprywatyzowanej przemocy, które są dla państwa łatwiejsze do zaakceptowania niż upubliczniona przemoc antysystemowa; ale przecież gołym okiem widać, że tendencje nacjonalistyczno-neofaszystowskie rosną w siłę w Polsce i w całej Europie). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reakcją na faszyzm było "jeszcze więcej (zadekretowanego) dobra", jeszcze więcej pozytywności (czego przykładem jest np. projekt zjednoczonej Europy i jej liberalnych wartości). Dziś jednak okazuje się, że nie można już dłużej prowadzić polityki opartej na fikcji braku negatywności (lub na sprowadzaniu jej do miejscowego wypaczenia ogólnej, jednorodnej pozytywności.) Coraz gwałtowniejsze ruchy społeczne (we Francji, w Grecji, w Anglii, we Włoszech itd.) są oznaką narastającej negatywności, rozumianej w tym wypadku jako atak na cały system, a nie tylko na jakąś lokalną niesprawiedliwość, która wymaga korekty. Jakkolwiek groźnie może to zabrzmieć, zaryzykowałbym tezę, że tylko negatywność (a nawet "radykalna" – nie mylić z totalną – negatywność) potrafi przeciwstawić się imperium pozytywności, dla którego – w przekonaniu jego własnych funkcjonariuszy – nie ma żadnej alternatywy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrzebna jest tu ogromna ostrożność – sam przed momentem wspomniałem o faszyzmie jako pewnej formie negatywności zwróconej przeciwko pozytywności produkowanej przez liberalną demokrację. Należy zatem szukać takich form negatywności, które nie wpadną w koleinę faszyzmu. W faszyzmie negatywność przybrała postać apoteozy zniszczenia i śmierci, stała się "czystą" negatywnością destruktywnego i autodestruktywnego podmiotu. Należy wystrzegać się takiego "absolutyzowania" negatywności, powinno się natomiast poważnie rozważyć negatywność jako strategię działania, przynajmniej w określonych momentach historycznych i w określonych sytuacjach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z teoretycznego punktu widzenia, jedynie negatywność – rozumiana jako interwencja "z zewnątrz", jako zerwanie ciągłości – ma moc przeciwstawienia się imperium pozytywności, przy czym negatywność tę można sobie wyobrazić jako samą w sobie nieciągłą, niejednolitą, przygodną i polimorficzną. Negatywność została wypchnięta z gramatyki politycznej nie tylko wskutek ogłoszonego po upadku (rzekomego) komunizmu "końca historii", ale także – w środowiskach skądinąd uznających się za "postępowe" – wskutek uproszczonego odczytania foucaultowskiej koncepcji władzy i projektu różnicy (w feminizmie, teorii rasy itp.). Uciekając zarówno od transcendencji, jak i od heglizmu, Foucault zastąpił negatywność pojęciem oporu i choć jego myślenie zasadza się na idei nieciągłości, to w efekcie koncepcja wszechobecnej, polimorficznej i produktywnej władzy strukturalnie przypomina liberalne imperium pozytywności, nie pozostawia bowiem miejsca na jakiekolwiek "zewnętrze". "Zerwanie" jest tu możliwe jedynie w postaci radykalnej rekonfiguracji tego, co już istnieje. Z kolei różnica – przemielona przez liberalny humanizm – staje się jedynie wariacją na ten sam, uniwersalny temat, podczas gdy w istocie jej radykalny potencjał polega na interwencji, którą można sobie przedstawić jako przekłucie albo nacięcie, zza którego wyziera przerażające zewnętrze (rozumiane np. jako Lacanowskie "Realne"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem negatywność to możliwość zerwania, nieciągłości, nagłego "unieważnienia" dotychczasowej pozytywności. I choć należy wystrzegać się myślenia o negatywności w kategoriach tradycyjnie rozumianej transcendencji, to do pewnego stopnia można ją sobie wyobrazić na kształt "boskiej interwencji" (w najbardziej ateistycznym sensie), jako ingerencję w "naturalny porządek rzeczy". Dopiero z ostrzem negatywności w ręku (pamiętajmy, że nawet Chrystus "przyniósł miecz, a nie pokój") opór staje się czymś więcej niż ludyczną subwersją (której zresztą nie odmawiam bardzo istotnej roli do odegrania.) Dopiero ingerencja negatywności powoduje "cięcie", które jest warunkiem prawdziwego Wydarzenia, a nie drobnej autokorekty samopowielającego się systemu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi, rzecz jasna, o nihilizm, o jakąś wizję "nicości" czającej się za tym, co widzialne. Interwencja negatywności może, a nawet powinna, wzbudzać chwilowe poczucie dezintegracji, chaosu i bezsilności, ale jej celem jest przecież umożliwienie nadejścia Nowego/Innego. Negatywność nie jest nicością, ale radykalną obcością (w tym sensie, być może, zbliżoną do niektórych teologicznych i mistycznych konceptualizacji boskości). Interwencja radykalnej obcości wydaje się w obecnym momencie historycznym niezbędna, jeśli mamy przezwyciężyć spłaszczone pojmowanie różnicy, sprowadzonej wyłącznie do "różnicy skali", do powierzchniowej "różnorodności", za którą kryje się głęboka struktura Tego Samego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasadne, zwłaszcza dziś, wydaje się postawienie pytania, jakie miejsce mogłyby mieć w obecnej "polityce pozytywności" takie strategie, jak kategoryczna odmowa, fundamentalne odrzucenie, głęboka niezgoda. Wrócę do Jarosława Kaczyńskiego (czy to już jakaś obsesja?): jedną z jego "negatywistycznych" strategii jest podważanie legitymizacji obecnej władzy, choć w oczywisty sposób została ona wybrana &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lege artis&lt;/span&gt;, a więc jej mandat nie powinien ulegać wątpliwości. Postępując w ten sposób, Kaczyński sytuuje się w pozycji suwerena, ponieważ uzurpuje sobie prawo do głoszenia "stanu wyjątkowego" wbrew legalnej władzy. A zatem robi to, co moim zdaniem powinni robić odmieńcy (oczywiście z przeciwstawnych pozycji), czyli istniejący stan "normalności" deklarować oddolnie stanem wyjątkowym (&lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html"&gt;pisałem o tym&lt;/a&gt; niedawno na blogu). Zresztą już dwa lata temu &lt;a href="http://recyklingidei.pl/sikora_queer_a_polityka_normalnosci"&gt;zaryzykowałem tezę&lt;/a&gt; (tylko w pewnym stopniu podszytą ironią), że "prezes Jarosław jest wybitnym sprzymierzeńcem odmieńców, choć z pewnością pozostaje zdeklarowanym wrogiem gejów i lesbijek". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Przejście do &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2011/01/via-politica-negativa-cz-3.html"&gt;części trzeciej&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1859660869448391224?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1859660869448391224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1859660869448391224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1859660869448391224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-2.html' title='Via politica negativa, cz. 2'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-2953724217871472101</id><published>2010-12-21T21:07:00.010+01:00</published><updated>2011-06-11T20:54:00.184+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teologia polityczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Via politica negativa, cz. 1</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca, &lt;br /&gt;Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W. B. Yeats, „Drugie przyjście” &lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Motto, przyznaję, nieco na wyrost (zresztą &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/gdyby-przybyli-kosmici-rozwazan-o.html"&gt;już kiedyś na blogu cytowane&lt;/a&gt;), ale niech to będzie mój mały komentarz do zbliżającego się chrześcijańskiego święta. Pójdę nawet o krok dalej i – w duchu kwitnącej ostatnio teologii politycznej – zacznę od św. Augystyna. Chciałbym bowiem zaproponować tezę, że współczesny liberalny humanizm przejął od owego zacnego Ojca Kościoła koncepcję zła jako braku dobra, przekładając ją na terminy świeckie, takie jak „dobro wspólne” czy dobro natury ludzkiej (z której wynika niezbywalna godność jednostki i związane z nią prawa człowieka). Tym samym każde „zewnętrze” traci rację bytu, staje się (niemal) niemożliwe do pomyślenia (choć nie oznacza to bynajmniej, że w rzeczywistości „zewnętrza” nie są produkowane i podtrzymywane; oznacza raczej tyle, że stają się one niewidoczne dla nowoczesnych reżimów politycznych, albo mówiąc jeszcze precyzyjniej: jeśli są dostrzegane, to ich zewnętrzność jest pojmowana jako cecha wtórna względem pierwotnej, założonej z góry „wewnętrzności”, czyli partycypacji w uniwersalnym wspólnym dobru). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najprostszą ilustrację tego stanu rzeczy może stanowić wypowiadane często przez chrześcijan zdanie (kierowane do wszelkiej maści odmieńców i renegatów): „Będę się za ciebie modlić”. Jest to gest zawłaszczenia, przed którym trudno zaiste się obronić: im bardziej będę owemu chrześcijaninowi złorzeczył, im bardziej będę próbował wykluczyć się z jego uniwersalnej wspólnoty, tym bardziej będzie się za mnie modlił („bo nie wiem, co czynię”). Ta implikacja (niechcianego) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wkluczenia&lt;/span&gt; jest bez wątpienia rodzajem przemocy symbolicznej. (Co ciekawe, samo przyjście Chrystysa można z powodzeniem interpretować jako negującą interwencję "z zewnątrz" w istniejący porządek społeczno-religijny – a więc akt, do którego współczesne chrześcijaństwo nie może w żadnym wypadku ponownie dopuścić, nie tracąc jednocześnie własnej legitymizacji.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie funkcjonuje dzisiejszy liberalny humanizm: wypracowany w jego ramach system polityczny nastawiony jest na uczynienie z nieprzystającej jednostki „porządnego obywatela” i znormatywizowanego, zuniwersalizowanego „(dobrego) człowieka”. Wychodząc z założenia, że każdy jest „zbawialny”, system ten rzeczywiście usiłuje każdego zbawić: poprzez wkluczenie, (re)edukację, wprzęgnięcie w kapitalizm, zaangażowanie w zinstytucjonalizowaną politykę itd. (Nie, nie zapominam o istniejących wykluczeniach, jeszcze do tego wrócę.) Przecież nie może być tak, że ktoś nie pragnie dobra – a jeśli czasem tak się wydaje, to tylko dlatego, że ów ktoś nie dostrzega prawdy, nie zna lub oddalił się od swej dobrej natury, zboczył z właściwej drogi; wspólnym wysiłkiem możemy go jednak na właściwą drogę sprowadzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób stworzone zostało aksjologiczne imperium, z którego każda forma ucieczki musi nosić znamiona „zła” – jednak jako taka w najmniejszym stopniu nie podważa (jako ewentualna aktywna kontr-zasada) wszechogarniającego dobra. Jeśli ktoś odrzuca imperium, to po prostu się myli, po prostu źle ocenia sytuację, albo po prostu oszalał. To jedynie zaburzenie porządku, a nie jego zanegowanie. Wróg (albo przynajmniej „obcy”) zostaje tym samym skutecznie zneutralizowany: w istocie jest takim samym człowiekiem, jak my, w istocie pragnie tego samego (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=H4J4M6BXDLs"&gt;„I hope the Russians love their children, too”&lt;/a&gt; – śpiewał Sting dawno temu, kiedy jeszcze istniał Związek Radziecki); a jeśli sam tego nie wie, to musimy mu to uświadomić. Emigrant musi w końcu zostać zasymilowany, a komunista musi zrozumieć swój błąd. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Nie chcę w tym miejscu wdawać sie w szczegółowe rozważania dotyczące komunizmu – czym był, jest i czym może być. Chodzi o to, że komunizm w różnych swoich wersjach i odmianach jest zawsze zanegowaniem istniejącego porządku; sądzę nawet, paradoksalnie, że w swej istocie kwestionował również totalitarny porządek reżimów, które powstały na bazie idei komunistycznej. I mimo że reżimy te całkowicie się skompromitowały, wydaje się, że pierwotne widmo komunizmu znów wylazło z muzeum i zaczyna krążyć nad światem.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punktem granicznym tak rozumianej „wspólnoty politycznej” są oczywiście wszyscy ci, którzy nie chcą zasiąść z nami do (okrągłego) stołu i wspólnie deliberować. Ci, którzy unikają upaństwowionej edukacji (jak niektórzy Romowie w Polsce albo rdzenni Amerykanie w USA), nie marzą o dobrej pracy, nie chcą stać się normalnymi, dodającymi wartość obywatelami. Problemem jest Jarosław Kaczyński – ten oszołom i wróg demokracji, który z grymasem obrzydzenia na twarzy odmawia podania ręki i nie przyjmuje zaproszeń od konsyliacyjnych „przeciwników politycznych”, zjednoczonych wokół podstawowych i „ponadpolitycznych” zasad demokracji. Uderzając w obecny porządek, Kaczyński jest na pewno „złem”, ale – przynajmniej w opinii szanującego się liberała – tylko poprzez brak dobra, czyli nieuznawanie albo niezrozumienie podstawowych wyznaczników dzisiejszej politycznej pozytywności. Innymi słowy: Kaczyński byłby „dla ogółu” bardziej strawny – przy zasadniczo identycznych poglądach – gdyby nie ostentacyjne odrzucanie reguł gry, odmowa „układania się”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tak daleko posuniętej (choć przecież nie całkowitej) uniformizacji przestrzeni politycznej, każda bardziej radykalna, negatywistyczna postawa musi się jawić jako oszołomstwo albo harcownictwo, postawa niepoważna, bądź w najlepszym razie niedojrzała. Kiedy np. &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/zgoda-rujnuje-niezgoda-buduje.html"&gt;agitowałem przeciwko kandydaturze Bronisława Komorowskiego&lt;/a&gt; na prezydenta, uznając jednocześnie prawo do kontestowania istniejącego porządku przez Jarosława Kaczyńskiego, wielu znajomych automatycznie zakładało, że jest to jedynie zabieg retoryczny, że przecież w głębi duszy musi być dla mnie jasne – tak jak dla każdego porządnego liberała – że Komorowski jest „mniejszym złem”, bowiem pomimo wszelkich różnic sytuuje się po stronie liberalnej pozytywności, w przeciwieństwie do negatywisty i destruktora Kaczyńskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Warto przy okazji zdać sobie sprawę, że prawdopodobnie największą siłą polityczną w Polsce jest ta ogromna rzesza ludzi, która nie bierze udziału w wyborach. Oni również są symbolicznie „implikowani” w system wspólnego dobra definiowanego przez obowiązujący reżim polityczny – niezależnie od motywów nieuczestniczenia w wyborach; zakres postaw rozciąga się zapewne od całkowitej neutralności po świadome negowanie systemu. Za nich również system się „modli”, ich również uznaje domyślnie za „swoich”.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Przejście do &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-2.html"&gt;części drugiej&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-2953724217871472101?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/2953724217871472101/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2953724217871472101'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2953724217871472101'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/12/via-politica-negativa-cz-1.html' title='Via politica negativa, cz. 1'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-995401408944142501</id><published>2010-11-16T16:19:00.013+01:00</published><updated>2011-06-19T11:53:04.417+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Dopalacze i odmieńcy, cz. 3 (oraz postscriptum)</title><content type='html'>[Część pierwsza &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, część druga &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-2.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Pozwoliłem sobie również uzupełnić część drugą o dodatkowy akapit.] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższe rozważania, z konieczności bardzo skrótowe i powierzchowne, wskazują na dwie bardzo istotne, moim zdaniem, cechy polityki queer. Z jednej strony, polityka queer nie ma na celu utrwalania istniejących tożsamości, ale koncentruje się na nieustannym eksperymentowaniu z nowymi formacjami (nie)tożsamościowymi. O ile ruch LGBT występuje w imieniu jasno określonych, nazwanych i “skatalogowanych” podmiotów społecznych, queer próbuje wypowiadać się w imieniu tego wszystkiego, co dopiero rysuje się na horyzoncie, co wyłania się z pola społecznego i zaczyna przybierać takie lub inne kształty. (Wyrażenie “w imieniu” nie jest tu zresztą szczególnie adekwatne, bo przecież nowo powstające formacje często pozostają bezimienne i jako takie wymykają się tradycyjnej polityce opartej na logice “reprezentacji”, czyli dokładnie na “mówieniu w imieniu”.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto jednak podkreślić, że w tym sensie polityka queer nie jest z zasady (albo przynajmniej: nie zawsze jest) sprzeczna z celami ruchu LGBT, a raczej koncentruje się na innych obszarach doświadczenia i innych podmiotach społecznych. Queer unika błędu, jaki popełnia liberalna koncepcja podmiotu: podmioty &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie poprzedzają&lt;/span&gt; zastanego porządku, ale się w nim konstytuują. Wiara w “pre-egzystencję” podmiotów ogranicza możliwość wyobrażenia sobie ich “post-egzystencji”, ogranicza wyobraźnię polityczną; istniejące podmioty zaczynają się jawić jako “los” albo “przeznaczenie”, bez realnej alternatywy. Queer, dla odmiany, sytuuje się na obrzeżach tego, co istnieje; wypatruje tego, co &lt;span style="font-style:italic;"&gt;może dopiero zaistnieć&lt;/span&gt; i aktywnie wspiera formacje &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in statu nascendi&lt;/span&gt;. Tym samym queer wyobraża sobie politykę nastawioną nie tylko na rozpoznawanie i stabilizowanie istniejących podmiotów (np. poprzez zapewnienie im ochrony prawnej), ale także na wyłanianie się innych rodzajów podmiotowości i innych sposobów “robienia polityki”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony, o ile ruch LGBT stawia zazwyczaj na retorykę normalności (geje i lesbijki to normalni ludzie, homofobia da się leczyć, itp.), o tyle ruch queer nieufnie podchodzi do każdej zadeklarowanej wersji “normalności”, a tym bardziej nie zgadza się na to, aby władza posiadała wyłączność na definiowanie normalności i, tym samym, ogłaszanie stanu wyjątkowego. Taka była przecież zasadnicza lekcja płynąca z działalności ACT UP na początku lat 90.: kiedy w obliczu epidemii AIDS administracja Busha udawała, że “nic się nie dzieje” (a jeśli coś się dzieje, to jest to “naturalna” kara boska dla niemoralnych homoseksualistów), samoorganizujące się oddolnie ruchy odmieńców zaczęły deklarować stan wyjątkowy. Stan normalności – a już z pewnościa "normalność" w wydaniu Busha lub Tuska – musi być dla odmieńców stanem kryzysu i palącej konieczności, choć nie stoi za nim jakaś alternatywna wizja normalności (tak jak w przypadku mainstreamowych ruchow LGBT, które z góry wiedzą, co znaczy “normalnie”), a raczej żądanie natychmiastowej zmiany istniejącej systemowej niesprawiedliwości, lub – szerzej – pewien pożądany kierunek zmian społecznych, wizja otwierania nowych możliwości, nowych obszarów doświadczenia indywidualnego i zbiorowego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim rozumieniu, polityka queer jest zarówno polityką “wyłaniania się” (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;emergence&lt;/span&gt;) nowych podmiotów, jak i polityką deklarowanego oddolnie stanu wyjątkowego (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;emergency&lt;/span&gt;) – ale na rozwinięcie tego tematu przyjdzie jeszcze odpowiednia pora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS&lt;br /&gt;Nie sposób, oczywiście, nie odnieść się przy okazji do ostatnich wydarzeń z 11 listopada – być może przełomowych dla rodzącej się nowej rzeczywistości społeczno-politycznej. Na paradoks zakrawa fakt odwrócenia „tradycyjnych” ról: tym razem szeroka koalicja „anarchistów, pedałów i sfrustrowanych feministek” (jak wdzięcznie ujął to pewien internauta) znalazła się po stronie nielegalnego zgromadzenia, podczas gdy policja zobowiązana była chronić legalną demonstrację faszyzujących nacjonalistów. To zresztą dzięki środowiskom LGBT (jak przyznał na pewnym spotkaniu Tomasz Bączkowski) potwierdzone zostało wyrokiem trybunału w Strasburgu prawo wszelkich środowisk – w tym także ultraprawicowych – do organizowania wieców i manifestacji. Choć słyszy się czasem nawoływania do wprowadzenia zakazu neofaszystowskich demonstracji (i do delegalizacji organizacji typu NOP czy ONR), osobiście jestem przeciwnikiem administracyjnych zakazów i gorącym zwolennikiem społecznej mobilizacji i organizowania oddolnego ruchu oporu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co wydarzyło się 11 listopada, to oddolna deklaracja stanu wyjątkowego. &lt;a href="http://11listopada.org/"&gt;Szeroka koalicja różnych środowisk&lt;/a&gt; – od „miętkich” liberałów po wojowniczych anarchistów – ogłosiła stan wyższej konieczności, który usprawiedliwia przekroczenie prawa (nielegalne zgromadzenie) czy wręcz (choć to śliski temat, wymagający dłuższej dyskusji) użycie przemocy. (Oczywiście spora część uczestników protestu odcięła się potem od wszelkiego „radykalizmu”.) Państwo musiało zareagować tak, jak zareagowało: przecież nie może sobie pozwolić na łamanie państwowego monopolu na przemoc, ani tym bardziej na oddolne ogłaszanie stanu wyższej konieczności. Nieważne, kto jest po której stronie i kto ma „moralną rację” – tutaj chodzi o rację stanu, o podtrzymanie legitymacji władzy państwowej. Prawo nie może tolerować takiej oddolnej, nieopieczętowanej suwerenności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za pewną ironię losu można także uznać fakt (i piszę to bez satysfakcji czy złośliwości), że smak policyjnej pałki poznał sam Robert Biedroń, najbardziej poprawny z poprawnych liberalnych działaczy LGBT. Czy to odezwała się w nim nagle żyłka street-fajtera, czy po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, ten ważny lider mainstreamowego ruchu LGBT przekonał się na własnej skórze, że w ostatecznej instancji prawo broni przede wszystkim własnego porządku i własnej (prawo)mocności, a nie bitego i obrzucanego wyzwiskami obywatela. Mainstreamowy działacz skonkluduje najpewniej, że Polska nie dorosła jeszcze do „normalnych” (czyt. zachodnioeuropejskich) standardów, tymczasem (mniej naiwny) odmieniec zastanowi się raczej, jak wypracowywać odmienne/odmieńcze strategie i postawy &lt;a href="http://recyklingidei.pl/sikora_wobec_prawa"&gt;wobec Prawa&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-995401408944142501?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/995401408944142501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/995401408944142501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/995401408944142501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html' title='Dopalacze i odmieńcy, cz. 3 (oraz postscriptum)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1806874125389978246</id><published>2010-11-09T00:06:00.008+01:00</published><updated>2011-06-19T11:53:23.167+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Dopalacze i odmieńcy , cz. 2</title><content type='html'>[Część pierwsza &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-1.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, część trzecia &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojna, którą wydał dopalaczom Donald Tusk, to sugestywny przykład polityki “stanu  wyjątkowego”, coraz częściej stosowanej przez nowoczesną władzę. Według Giorgio Agambena, władza (skupiająca się coraz bardziej wokół władzy wykonawczej) egzekwuje i umacnia swoją suwerenność poprzez ogłaszanie “stanu wyższej konieczności”, który legitymizuje zawieszenie obowiązujących norm prawnych i zwiększenie uprawnień rządu kosztem ograniczenia praw obywatelskich. Dla Agembena “stan wyjątkowy” stał się, paradoksalnie, normą i codzienną praktyką nowoczesnej władzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnijmy sobie, że w poprzednich wyborach parlamentarnych najważniejszym przekazem kampanii PO (ale także PSL-u) był “powrót do normalności” po gorących rządach PiS. Normalność miała oznaczać przestrzeganie praw i procedur, unikanie kryzysów politycznych i szeroki konsensus społeczny. Ten sam Donald Tusk niedługo po wygranych wyborach ogłosił (a przecież stał za nim autorytet sprawowanego urzędu), że pedofile to nie ludzie, natomiast w sprawie dopalaczy przyznał z rozbrajającą szczerością, że jego działania są “na granicy prawa”. Tym samym urzędujący premier zręcznie zmonopolizował prawo do dekretowania zarówno “stanu normalności”, jak i “stanu wyjątkowego”. Przechytrzył PiS o tyle, że partia Kaczyńskiego niezbyt skutecznie potrafiła narzucić swoją wersję normalności, choć nieustannie generowała stany kryzysu, podsycając atmosferę zagrożenia (lekarze chcą nas mordować, politycy są w mafijnych zmowach z biznesmenami, Unia Europejska odbierze nam tożsamość narodową itp.). Dlatego na dłuższą metę Tusk jest, moim zdaniem, groźniejszym politykiem od Kaczyńskiego (który nie ma raczej szans pozbyć się gęby oszołoma), przynajmniej w obecnych warunkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tusk i jego rząd uzasadniają swoje drastyczne działania wystąpieniem kilku zgonów wśród młodych ludzi zażywających dopalacze. Nie mam wątpliwości, że co roku znacznie więcej młodych ludzi odbiera sobie życie z powodu szykan, na jakie naraża ich jakiś rodzaj inności, zwłaszcza inności seksualnej – jednak Donald Tusk NIGDY nie ogłosi stanu wyjątkowego z tego powodu. Nie jest stanem wyjątkowym nasilanie się w Polsce ruchów neonazistowskich, przy cichym przyzwoleniu władz różnych szczebli. W granicach normy mieści się istnienie podziemia aborcyjnego i systemowe uprzedmiotowienie kobiet. Z woli Tuska stanem wyjątkowym może natomiast stać się – w dowolnej chwili – występowanie pedofilów w społeczeństwie (choć niekoniecznie w szeregach kleru katolickiego) albo produkcja i sprzedaż dopalaczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co to ma znowu wspólnego z odmieńcami? Otóż, moim zdaniem, cała ta sytuacja obnaża ograniczenia polityki nakierowanej wyłącznie na rozwiązania prawne. Jak widać, w “wyjątkowych sytuacjach” (definiowanych, rzecz jasna, przez samą władzę) rządzący przyznają sobie licencję na podejmowanie działań “na granicy prawa”. Odmieńców od zawsze kojarzono z kataklizmem, katastrofą, końcem świata – wystarczy przypomnieć sobie unicestwienie Sodomy i Gomory, utożsamiane z potępieniem odmieńczości przez samego Boga – a z Bogiem nie ma żartów. Lech Kaczyński wygłosił niegdyś złotą myśl, że gdyby wszyscy ludzie byli homo, to ludzkość by wyginęła. Czyż groźba “unicestwienia ludzkości” (a przynajmniej wspólnoty narodowej) nie jest wystarczającym powodem, żeby w “odpowiednim momencie” ogłosić stan wyjątkowy i zawiesić obywatelskie prawa odmieńców? Doceniam zdobycze prawne ruchu LGBT, ale jednocześnie nie mam wątpliwości, że głęboko heteronormatywne społeczeństwo, działając w “obronie koniecznej” i w stanie “wyższej konieczności”, bez mrugnięcia okiem poświęci “swoich” odmieńców, skazując ich na społeczny, a być może nawet fizyczny niebyt, jak miało to miejsce w początkowych latach epidemii AIDS w Stanach Zjednoczonych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obecnych strukturach społeczno-politycznych odmieniec może w najlepszym razie liczyć na status bękarta, któremu łaskawie pozwala się zamieszkać pod schodami w hallu. Nawet jeśli włączy się go w granice wspólnoty, to przecież pozostanie najbliżej granicy, najbliżej wydziedziczenia i wykluczenia. Odmieniec uczestniczy we wspólnocie warunkowo; i choć nowoczesna władza jest władna zawiesić lub odebrać obywatelstwo każdemu niechcianemu podmiotowi, to właśnie odmieniec (obok imigranta) jest na takie działanie szczególnie narażony. Odmieniec pozostaje w najlepszym razie suplementem w ramach wspólnoty, która może wprawdzie zacząć go tolerować, ale przecież nie będzie skłonna zmieniać założeń i celów swego trwania. Może on stać się (po uprzedniej kastracji) nieszkodliwym, ale w gruncie rzeczy zbędnym dodatkiem, legitymacją “nowoczesności” i “tolerancji” w sterylnych rękach wielkomiejskiego, oświeconego, sytego liberała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Przejdź do &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html"&gt;części trzeciej&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1806874125389978246?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1806874125389978246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1806874125389978246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1806874125389978246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-2.html' title='Dopalacze i odmieńcy , cz. 2'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1501453389863904361</id><published>2010-11-02T08:50:00.006+01:00</published><updated>2011-06-19T11:53:42.129+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Dopalacze i odmieńcy , cz. 1</title><content type='html'>[Część druga &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-2.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, część trzecia &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-3-oraz.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zamierzam odnosić się do meritum afery dopalaczowej. Miałbym w tej sprawie do powiedzenia niewiele ponad to, co napisał Mateusz Klinowski &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/KlinowskiSmartdrugsiglupiapolityka/menuid-197.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopalacze zainteresowały mnie z innych, mniej oczywistych powodów. Od kilku lat zastanawiam się, jaka mogłaby być polityka odmieńców wobec prawa, a zwłaszcza czy i jak można sobie wyobrazić alternatywę dla postawy “petenckiej”. Uznawana przez większość za naturalną i nieodzowną, polityka petencka stanowi główny nurt działań mainstreamowych ruchów LGBT. Wydaje się, że w obecnych warunkach społeczno-politycznych nie ma skuteczniejszej metody, niż uciekanie się pod opiekę prawa, szukanie w regulacjach prawnych równości i sprawiedliwości. Jednocześnie zbyt mało, moim zdaniem, myśli się o cenie, jaką za tę opiekę trzeba płacić, o mniej czy bardziej subtelnych sposobach wymuszania na podmiotach określonych zachowań i tożsamości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście wielce złożony temat, więc z konieczności ograniczę się do kilku pobieżnych spostrzeżeń. Mówiąc w wielkim skrócie, uważam, że prawo ogranicza nasze pole widzenia i działania w polu społeczno-politycznym, w pewnym sensie nas kastruje. Nadając określonym podmiotom “osobowość prawną” i zapewniając im ochronę, jednocześnie rozciąga nad nimi swoją jurysdykcję, a więc kolonizuje je, utrwala, nadzoruje i reguluje. Tym samym prawo redukuje zakres społecznych “potencjalności”, czyli tego wszystko, co mogłoby się w polu społecznym wydarzyć albo narodzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sprawie dopalaczy zaciekawił mnie sposób, w jaki producenci i sprzedawcy dopalaczy “igrają” z prawem. Powiada się, że wykorzystują oni “lukę prawną”, ale za takim stwierdzeniem nazbyt często kryje się wiara w możliwość naprawienia i uszczelnienia systemu, w stworzenie prawa bez luk, a więc precyzyjnie i całościowo regulującego każdy istotny aspekt rzeczywistości. To oczywiście niemożliwe: niczym szwajcarski ser, prawo składa się w tym samym stopniu z dziur, co ze swojej “substancji”, czyli norm i przepisów. Producenci dopalaczy wykorzystują nie tyle tę czy inną lukę w prawie, ile fundamentalną właściwość prawa, jego nieszczelność lub niedomykalność, jego zasadniczą nieprzystawalność do rzeczywistości i niemożność skatalogowania tego, co istnieje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Ponieważ wciąż odkrywane są i syntezowanie nowe środki psychoaktywne, lista nigdy nie będzie kompletna” -- pisze Mateusz Klinowski. Jednym słowem, prawo nie nadążą za dopalaczami. Co rusz zmieniając nieznacznie chemiczny wzór dopalacza, producenci wymykają się spod władzy prawa -- prawo “nie widzi” nowej substancji, nie rozpoznaje jej, nie może więc jej zakazać. A zatem “tożsamość” każdej z tych substancji nigdy nie jest ustalona raz na zawsze, podlega nieustannej transformacji. Jest to nie tyle transgresja, łamanie zakazu, ile “ucieczka do przodu”, tworzenie nowych, jeszcze nieskolonizowanych obszarów rzeczywistości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym wymykaniu się prawnym katalogom, w tym konfrontowaniu prawa z czymś nowym, czego nie jest ono w stanie rozpoznać i uregulować, w tym nieprzerwanym tworzeniu precedensów, można dostrzec metaforę jednej z możliwych strategii queer. Odmieńczość powinna wprawiać system prawny w stan kryzysu poznawczego, a może nawet w stan fundamentalnej “nierozstrzygalności”, która jest przecież głęboko sprzeczna z jego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;raison d'être&lt;/span&gt;. (Wiele rzeczywistych procesów sądowych związanych z dyskryminacją osób LGBT w istocie spełnia ten warunek, chociaż towarzyszące im motywacje i cele są zupełnie inne.) Nie odrzucając prawa ani nie deprecjonując jego znaczenia, trzeba być zawsze o krok do przodu, tak aby prawo nieustannie dostawało zadyszki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Przejdź do &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-2.html"&gt;części drugiej&lt;/a&gt;.] &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1501453389863904361?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1501453389863904361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1501453389863904361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1501453389863904361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/11/dopalacze-i-odmiency-cz-1.html' title='Dopalacze i odmieńcy , cz. 1'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-558084761300134583</id><published>2010-09-21T20:51:00.003+02:00</published><updated>2011-06-19T11:53:57.112+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><title type='text'>O (nie)ważności</title><content type='html'>Są przynajmniej dwa rodzaje ważności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest ważność jako "doniosłość". W tym przypadku możliwa (a nawet konieczna) jest gradacja, hierarchia: coś musi ważyć więcej niż coś innego. To, co nieważne, można zlekceważyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest też "ważność" w sensie "prawomocność". Tutaj nie może być miejsca na gradację: decyzja urzędowa jest ważna, albo nie. I kropka. To sprawa najwyższej wagi, o daleko idących konsekwencjach. Może się przecież okazać, że wskutek błędu administracyjnego, braku pieczątki lub czytelnego podpisu, ktoś po latach przestaje być właścielem własnego domu, a ktoś inny -- ku swemu osłupieniu -- okazuje się stanu wolnego. Nic dziwnego, że orzekanie (nie)ważności pożera tak znaczną część mrówczej pracy wymiaru sprawiedliwości, tego tropiciela wiążących i niewiążących magicznych mocy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odmieńcy nie są ważni ani w pierwszym, ani w drugim sensie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jednej strony, są przecież marginalni. Można rzucić jakimś procentem, przebąkując coś o demokracji i braku przyzwolenia na terroryzowanie większości przez mniejszość. Problemy odmieńców, ich istnienia, są niszowe, drugorzędne; w gruncie rzeczy – w sytuacji krytycznej -- zbędne. Jakaś hierarchia ważności musi przecież być. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony, jako podmioty społeczne, odmieńcy nie są w pełni autoryzowani, nie mogą wylegitymować się odpowiednim certyfikatem, odpowiednim dowodem i stemplem. Żyją w dziwnej, niejednoznacznej relacji do porządku biurokratyczno-prawnego: uznani tylko częściowo, najlepiej jako podatnicy i konsumenci. Ich związki (zwykle) nie mają konsekwencji prawnych. Ich status można porównać do &lt;a href="http://www.nts.uni.wroc.pl/teksty/sikora.html"&gt;fałszywego pieniądza&lt;/a&gt;: państwo ma monopol na produkcję legalnych "środków płatniczych"; każdy inny jest zaledwie uzurpatorem, który produkuje bezprawne fałszywki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej sytuacji możliwe są zasadniczo dwie strategie, dwa kierunki. Można domagać się ważności (w pierwszym sensie) na prawach mniejszości (szacunek, tolerancja itp.) oraz ważności (w drugim sensie) poprzez legalizację i instytucjonalizację. Takie są główne strategie tzw. ruchu LGBT. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale można inaczej. Można przenikać do najgłębszej tkanki życia społecznego, infiltrować, zakażać, rozprzestrzeniać się jak epidemia, zajmując coraz to rozleglejsze obszary społecznego organizmu. Tam, gdzie nie ma już centrum, każde miejsce jest wszędzie. Nie może być wówczas mowy o "mniejszościach" i "większościach", o ważniejszym (bo liczniejszym) i mniej ważnym, o całej tej arytmetyce, jako że wszyscy – przynajmniej molekularnie – stają się odmieńcami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można również całkowicie zlekceważyć autoryzację, którą ze swej mocy nadaje (lub której odmawia) ustrukturyzowana władza. Domagając się uznania i legitymizacji, domagając się stempla, nieuchronnie legitymizujemy i afirmujemy władzę, nadajemy jej prawo do nadawania nam praw – niezależnie od tego, czy nam łaskawie owe "prawa" w końcu przyzna, czy nie. Można odwrócić się plecami albo bokiem, ustawić się na ukos zamiast "twarzą w twarz". Można zakładać autonomiczne mennice, tworzyć alternatywne ekonomie monetarne, drugie i piąte obiegi. (Ja tego, rzecz jasna, nie wymyśliłem: kierowani zbiorową inteligencją odmieńcy postępują tak od zawsze.) Można budować inne formy autoryzacji; albo jeszcze lepiej – można całkowicie porzucić logikę i potrzebę prawomocności. Życie nie potrzebuje stempla. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-558084761300134583?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/558084761300134583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/o-niewaznosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/558084761300134583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/558084761300134583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/o-niewaznosci.html' title='O (nie)ważności'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-5444758845034086861</id><published>2010-09-12T14:13:00.006+02:00</published><updated>2011-06-19T11:54:31.749+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>Zniszczyć seksualność</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TIzE16Fv5XI/AAAAAAAAAGs/p6trDnczisQ/s1600/guy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 149px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TIzE16Fv5XI/AAAAAAAAAGs/p6trDnczisQ/s200/guy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5516000074027492722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poniżej zamieszczam autorski przekład (z wersji angielskiej) wybranych fragmentów z manifestu Guy Hocquenghema (1946-1988), francuskiego filozofa, pisarza, jednego z liderów Front Homosexuel d'Action Révolutionnaire (FHAR). Ciekawi mnie, jak czyta się ten wolnościowy manifest (napisany w 1973 roku) w czasach tak bardzo naznaczonych przez AIDS. Czy traumę "zarazy" i czasy poprawnego, bezpiecznego seksu można już uznać za minione, jak mogłaby o tym świadczyć np. rosnąca popularność praktyk &lt;span style="font-style:italic;"&gt;barebacking&lt;/span&gt;, czy raczej manifest razi naiwnością przynależną pokoleniu '68? Jak postulaty Hocquenghema mają się do dzisiejszego aktywizmu LGBT, a zwłaszcza queer? Jak zmienił się od tamtej pory kapitalizm, a wraz z nim relacje społeczne, pod wpływem triumfującego dziś neoliberalizmu? Jak zmieniły się społeczne postawy wobec cielesności i seksualności? Czekam na komentarze! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Zniszczyć seksualność&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;(fragmenty)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzez wstrzymanie, zastój, skaryfikację i neurozę kapitalistyczny ustrój narzuca swoje normy i wzorce, odciska swoje znamiona, przydziela swoje role, wdraża swoje programy. Przenika nasze ciała, wciska swoje śmiercionośne korzenie w nasze najgłębsze szczeliny. Przejmuje nasze organy, okrada nas z funkcji życiowych, okalecza nasze przyjemności, zaprzęga całą naszą witalną produktywność w paraliżujące tryby swej administracji. Czyni z każdego i każdej z nas kalekę, odciętą od własnego ciała i wyobcowaną z własnych pragnień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj rządzi kastracja, która redukuje "podmiot" do pełnej poczucia winy, neurotycznej, pracowitej istoty, niewiele różniącej się od zwykłego wyrobnika. Ten stary porządek, przerażający i cuchnący padliną, zmusił nas do skierowania rewolucyjnej walki przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi tam, gdzie jest on zakorzeniony najgłębiej: w żywej tkance własnego ciała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Rewolucyjna świadomość" jest li tylko chimerą, dopóki istnieje poza "rewolucyjnym ciałem" – ciałem, które wytwarza swoją własną wolność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragniemy pozbyć się raz na zawsze wszystkich ról i tożsamości opartych na fallusie. Pragniemy pozbyć się płciowej segregacji. Pragniemy pozbyć się takich kategorii, jak mężczyzna i kobieta, homo i hetero, posiadacz i posiadany, ważniejszy i pomniejszy, pan i niewolnik. Pragniemy wyjść poza wszelkie kategorie płciowe, być autonomicznymi, mobilnymi i wielowymiarowymi istotami ludzkimi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie możemy już dłużej stać bezczynnie, gdy rabują nasze usta, nasze odbyty, nasze organy płciowe, nasze flaki, nasze żyły – po to, by przerobić je potem na części tej haniebnej machiny produkującej kapitał, wyzysk i rodzinę. Nie możemy już dłużej stać bezczynnie, gdy kontrolują, regulują i okupują nasze błony śluzowe, pory w naszej skórze, całą czującą powierzchnię naszego ciała. Nie możemy już dłużej "dochodzić" ani powstrzymywać swego gówna, swojej śliny, swojej energii podług ich praw, dopuszczających drobne wykroczenia. Chcemy rozwalić na kawałki to pełne zahamowań, umartwione ciało, w jakie kapitalizm stara się usilnie zamienić naszą żywą tkankę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcąc, żeby fundamentalna wolność stała się częścią tych rewolucyjnych praktyk, musimy uciec od granic własnego "ja". Musimy przewrócić do góry nogami ten "podmiot" wewnątrz nas samych, porzucić osiadły tryb życia, uciec od stanu "ucywilizowania" i przemierzać otwarte przestrzenie ciała bez granic; żyć w samowolnej mobilności poza seksualnością, poza terytorium i inwentarzem normalności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po to, by wzajemnie zgłębiać nasze indywidualne historie, postanowiliśmy zbadać, w jaki sposób nasze życie – odbijające się w naszych pragnieniach – było w pełni kontrolowane przez podstawowe prawa naszego biurokratycznego, burżuazyjnego i judeochrześcijańskiego społeczeństwa, w jaki sposób podporządkowano je regułom maksymalizacji zysków, wartości dodanej i reprodukcyjności. Skonfrontowaliśmy nasze jednostkowe "doświadczenia", aby odkryć, że jakkolwiek "wolni" mogliśmy się sobie wydawać, w istocie nieustannie podporządkowujemy się stereotypom oficjalnej seksualności, która kontroluje każde seksualne doświadczenie, od łoża małżeńskiego po burdel, nie wspominając już o toaletach publicznych, dyskotekach, fabrykach, konfesjonałach, sex shopach, więzieniach, szkołach, przejściach podziemnych itp. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi nam po prostu o złamanie zasad tej oficjalnej seksualności, tak jak można złamać warunki zniewolenia wewnątrz pewnej struktury; chcemy ją zniszczyć, zlikwidować, ponieważ w gruncie rzeczy funkcjonuje ona jako powtarzająca się bez końca maszyna kastrująca, zaprojektowana po to, by odtwarzać wszędzie i we wszystkich bezkrytyczne posłuszeństwo niewolnika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seksualność jest tak samo monstrualna w tym, na co "przyzwala", jak i w tym, co ogranicza; nie ma wątpliwości, że "zliberalizowane" obyczaje seksualne i rozprzestrzenianie się "erotyki" poprzez reklamę na całość życia społecznego, kształtowanego i kontrolowanego przez menadżerów "zaawansowanego" kapitalizmu, w rezultacie zwiększają tylko wydajność "reprodukcyjnej" funkcji oficjalnego "libido". Zamiast niwelować niezadowolenie seksualne, praktyki te w istocie poszerzają sferę frustracji i "braku", co ułatwia przekształcenie pożądania w kompulsywny konsumpcjonizm oraz zapewnia "tworzenie popytu", który dostarcza kapitalizmowi świetnego alibi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcemy dać kopa tej fasadzie nałożonej na seksualność i jej reprezentacje, tak byśmy mogli przekonać się, czym naprawdę jest nasze żywe ciało. Pragniemy uwolnić, wyzwolić, rozpętać, obudzić to żywe ciało, tak aby uwolnić wszystkie jego energie, pożądania, pasje, dławione przez nasz werbunkowy, zaprogramowany system społeczny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragniemy odkryć na nowo doznania tak podstawowe, jak przyjemność oddychania, którą stłumiły siły przymusu i zanieczyszczenie powietrza; albo przyjemność jedzenia i trawienia, którą zakłóciła pogoń za zyskiem i wytwarzane za jej przyczyną surogaty żywności; albo przyjemność srania i pederastii, która jest systematycznie atakowana przez poglądy kapitalistycznego establishmentu na temat zwieracza. Chcemy odnaleźć przyjemność wibrowania, nucenia, mówienia, chodzenia, poruszania się, wyrażania się, szalenia, śpiewania – pragniemy w każdy możliwy sposób znajdować przyjemność w naszych ciałach. Chcemy odkryć na nowo przyjemność pomnażania przyjemności i tworzenia – przyjemność, którą bezlitośnie spętano przy pomocy systemu edukacji, mającego na celu jedynie produkcję bezwolnych robotników i konsumentów. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-5444758845034086861?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/5444758845034086861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/zniszczyc-seksualnosc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5444758845034086861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5444758845034086861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/zniszczyc-seksualnosc.html' title='Zniszczyć seksualność'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TIzE16Fv5XI/AAAAAAAAAGs/p6trDnczisQ/s72-c/guy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4597957217527029840</id><published>2010-09-03T14:27:00.009+02:00</published><updated>2010-09-11T13:47:56.273+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>HIV, rosyjska ruletka i połykanie spermy</title><content type='html'>Pełny tekst pojawił się na &lt;a href="http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/hiv-rosyjska-ruletka-i-polykanie-spermy.phtml"&gt;www.innastrona.pl&lt;/a&gt;. Poniżej prezentuję fragment końcowy, dotyczący środowiska i klubów LGBT.&lt;br /&gt;----------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz częściej słyszę historie o gejach-nosicielach wirusa HIV, bardzo aktywnych seksualnie, namawiających i uprawiających seks bez zabezpieczenia, niepowiadamiających partnerów seksualnych o swym statusie serologicznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Według danych Krajowego Centrum ds. AIDS, „w przypadku ok. 44% nowych zakażeń wykrytych w 2009 r. w punktach konsultacyjno-diagnostycznych (PKD), prawdopodobną drogą zakażenia były kontakty homoseksualne mężczyzn (dodatkowo ok. 6,5% ryzykowne kontakty biseksualne)”. A warto pamiętać, że - szacunkowo - do PKD zgłasza się i tak tylko (sic!) 1/3 wszystkich zarażonych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy gejowski sex-club czy też „tęczowy” klub, w którym znajduje się darkroom albo/i zamykane toalety, powinien rozdawać swoim klientom darmowe prezerwatywy. Oczywiście w pierwszej kolejności to rząd polski powinien legislacyjnie wprowadzić bezpłatne środki antykoncepcyjne. Ale miejsca branżowe również powinny poczuwać się do odpowiedzialności (&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;za przestrzeń, którą tworzą i udostępniają na praktyki seksualne&lt;/span&gt;): część i tak dużego zysku, który wyrabiają, mogłyby zainwestować w antykoncepcję. W kampanie społeczne, jak ta skierowana do wszystkich mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami (&lt;a href="http://www.aids.gov.pl/kampanie/2010"&gt;http://www.aids.gov.pl/kampanie/2010&lt;/a&gt;), kluby się włączają, choć chyba bardziej na zasadzie PR-owskiego „że tak wypada”, bo bezpłatne prezerwatywy rozdawane są w klubach bardzo, bardzo rzadko. Co więcej, nie spotkałem się jeszcze z tym, aby kluby organizowały regularnie warsztaty bezpieczniejszego seksu. A przecież są w Polsce organizacje LGBT (jak choćby Lambda czy KPH), które mogłyby przeprowadzić takie warsztaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie darmowe prezerwatywy mogą dać komuś do myślenia, spowodować choć małą, ale może sensowną, refleksję, a w najlepszym razie uratować czyjeś życie. Oczywiste, że taka &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;polityka dystrybucji bezpłatnych prezerwatyw&lt;/span&gt; nie przełoży się w trybie natychmiastowym na zmniejszenie ilości zarażeń wirusem HIV, ale &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;będzie stanowiła ogromnie ważną społecznie politykę odpowiedzialności i wzajemnej pomocy&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przydatne linki:&lt;br /&gt;(1) &lt;a href="http://www.aids.gov.pl/?page=testy"&gt;bezpłatne testy na HIV&lt;/a&gt;,&lt;br /&gt;(2) &lt;a href="http://www.aids.gov.pl/files/wiedza/fakty-i-fikcje_09.pdf"&gt;AIDS - fakty i fikcje&lt;/a&gt;,&lt;br /&gt;(3) &lt;a href="http://www.aids.gov.pl/"&gt;Krajowe Centrum ds. AIDS&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4597957217527029840?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4597957217527029840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/hiv-rosyjska-ruletka-i-poykanie-spermy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4597957217527029840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4597957217527029840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/09/hiv-rosyjska-ruletka-i-poykanie-spermy.html' title='HIV, rosyjska ruletka i połykanie spermy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4488315065531751392</id><published>2010-08-20T21:40:00.012+02:00</published><updated>2011-06-19T11:54:46.415+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Queer z urzędu</title><content type='html'>Po jednej z niefortunnych wypowiedzi z bożej i Tuska łaski Pełnomocnik Rządu ds. Różnego (oops!) Traktowania Elżbiety Radziszewskiej wysłałem do onej list protestacyjny, przesyłając go także do wiadomości Rzecznika Praw Obywatelskich, śp. Janusza Kochanowskiego. W odpowiedzi, którą otrzymałem za pośrednictwem RPO, sekretarz stanu Radziszewska z własnej nieprzymuszonej woli użyła skrótu LGBTQ, którego nie zawierał ani mój protest, ani pismo RPO do pani pełnomocnik (w tym ostatnim widniał jedynie skrót LGBT). Zapewne idąc za ciosem, pani Główny Specjalista Magdalena Kuruś z biura RPO rownież użyła wyrażenia "środowiska LGBTQ" w piśmie przewodnim, do którego załączona była odpowiedź minister Radziszewskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaintrygowany poprosiłem Biuro RPO oraz pełnomocnik Radziszewską o "wyjaśnienie, w jakim sensie posługuje się Pan/Pani skrótem Q, tzn. jaki jest zakres znaczeniowy jego rozwinięcia (queer) oraz jakiej grupy osób objętych ochroną prawną on dotyczy, w Pana/Pani rozumieniu". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Główny Specjalista Kuruś wykręciła się sianem, stwierdzając, że zarówno Rzecznik, jak i "większość występujących do Rzecznika podmiotów" posługiwała się akronimem LGBT. I dalej: "Nie były dotąd zgłaszane postulaty odnośnie potrzeby zapewnienia ochrony prawnej kolejnej wyodrębnionej grupie określanej jako «queer»". Po dokładniejsze wyjaśnienia pani Kuruś odesłała mnie do pani pełnomocnicy, która tym samym została wskazana jako główna winowajczyni całego zamieszania. (Nota bene to dość interesujące, że prawne rozpoznanie podmiotu społecznego uzależnione jest od zgłoszenia postulatów, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ergo&lt;/span&gt; tylko domaganie się czegoś od władzy może uczynić z ciebie podmiot.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak można było oczekiwać, pismo od ministry Radziszewskiej również okazało się dość wymijające. Wyjaśniła ona grzecznie, że termin LGBT pochodzi z angielskiego i "jest powszechnie używany w odniesieniu do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych jako całości". (Punkt dla Radziszewskiej: w piśmie z biura RPO "T" rozszyfrowano jako osoby transseksualne; choć jeszcze lepiej byłoby użyć upowszechniającego się wyrażenia "osoby transpłciowe"). Dalej pani pełnomocnik pisze: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TG7fGjBNRII/AAAAAAAAAGc/eetL3IdcHVA/s1600/radzia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 181px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TG7fGjBNRII/AAAAAAAAAGc/eetL3IdcHVA/s400/radzia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507584697893209218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym samym wyraz "queer" przeniknął, niczym wirus, do języka biurokratyczno-prawnego, pomimo swej ewidentnej nieostrości semantycznej. Wprawdzie nie sposób wyodrębnić osobnej grupy określanej jako "queer", ale też nie sposób przeoczyć faktu, że taki dziwoląg w przestrzeni społecznej (albo, jak chce pani minister, w "dyskursie społecznym") jednak zaistniał. A zatem według Szanownego Urzędu queer jest "kręgiem kulturowym" albo też "kontekstem kulturowym" związanym z osobami homoseksualnymi (choć w tej części definicji pani pełnomocnik pominęła osoby biseksualne i transpłciowe, więc nie jest pewne, czy w jej opinii one także należą do "kręgu kulturowego queer"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to nawet bardzo zła definicja: potwierdza, że osoby homoseksualne w ogóle mają jakiś kontekst kulturowy (co przecież nie dla wszystkich jest oczywistością) i że LGBT nie jest po prostu zamkniętym zbiorem jasno określonych, wyodrębnionych grup społecznych. Końcowe Q "odmyka" akronim LGBT, wskazuje na pewien nadmiar, na eksces, na coś nie do końca określonego i nie dającego się podporządkować logice "całości": queer nie zawiera się w LGBT, tak jak LGBT nie wyczerpuje odmieńczości. (Polecam również rozważania nt. LGBTQIA w jednym z &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/lgbtqia.html"&gt;wcześniejszych wpisów&lt;/a&gt;.) Wprawdzie podkreślanie kulturowego wymiaru kłiru służy odebraniu mu politycznego znaczenia, ale przecież ów niedopowiedziany "kontekst kulturowy" może potencjalnie nieść ze sobą groźbę/obietnicę zmiany społecznej, nie tak łatwo bowiem podporządkować go logice biurokratycznej regulacji życia społecznego. Warto pamiętać, że konteksty bywają groźne: potrafią całkowicie odmienić znaczenie danego elementu, potrafią gruntownie zmienić perspektywę (wystarczy przypomnieć sobie pisuar, który Duchamp wstawił do galerii sztuki, czym zresztą zmienił nie tylko znaczenie samego przedmiotu, ale także jego kontekstu). Co będzia się działo z terminem "queer" w kontekście biurokratyczno-prawnym? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie jednego możemy być pewni: od dziś, drodzy odmieńcy wszelakiej płci i orientacji, możemy narszecie poczuć się pełnoprawnymi kłirami. Z urzędu. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4488315065531751392?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4488315065531751392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/08/queer-z-urzedu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4488315065531751392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4488315065531751392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/08/queer-z-urzedu.html' title='Queer z urzędu'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TG7fGjBNRII/AAAAAAAAAGc/eetL3IdcHVA/s72-c/radzia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8914161702023700323</id><published>2010-08-01T23:50:00.006+02:00</published><updated>2011-06-19T11:55:04.139+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='satyra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>Różowa Rewolucja</title><content type='html'>Pod przewodnim hasłem NIE MA WOLNOŚCI BEZ SEKSUALNOŚCI w całym kraju odbyły się po raz kolejny wiece zorganizowane przez lokalne oddziały Partii Q oraz wspierający ją ogólnokrajowy związek Solidarność Odmieńców. Do akcji tradycyjnie przyłączył się również Niezależny Ruch Różowa Alternatywa, wraz ze swoim radykalnym, separatystycznym skrzydłem Pink Power. Główne place polskich miast i miasteczek zaróżowiły się od charakterystycznych flag tej ostatniej formacji, z napisem "Pink Revolution Now!" Pojawiły się także inne hasła, m. in. PRECZ Z NADZOREM POŻĄDANIA, RÓŻNI ALE RÓŻOWI, CZAS ODMIEŃCÓW itp. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TFXtA7e9BqI/AAAAAAAAAGU/N2WFT41vTHw/s1600/pink10.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 239px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TFXtA7e9BqI/AAAAAAAAAGU/N2WFT41vTHw/s400/pink10.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5500563120126232226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnijmy pokrótce kilka najważniejszych postulatów tego rosnącego w siłę ruchu odmieńców: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;• Uznanie roli pożądania w budowaniu sprawiedliwego państwa głębokiej demokracji. &lt;br /&gt;• Ograniczenie Wolnego Rynku na rzecz Wolnego Społeczeństwa. &lt;br /&gt;• Nieskrępowana swoboda dostępu do dóbr kultury ("sharing is caring"). &lt;br /&gt;• Bezpłatna edukacja przygotowująca do roli twórcy, a nie konsumenta. &lt;br /&gt;• Zniesienie małżeństwa na rzecz dowolnie zawieranych związków partnerskich, niezależnie od płci i liczby partnerów. &lt;br /&gt;• Wprowadzenie &lt;a href="http://www.dochodpodstawowy.pl/"&gt;Powszechnego Dochodu Podstawowego&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różowy pochód idzie dalej! &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8914161702023700323?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8914161702023700323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/08/rozowa-rewolucja.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8914161702023700323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8914161702023700323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/08/rozowa-rewolucja.html' title='Różowa Rewolucja'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/TFXtA7e9BqI/AAAAAAAAAGU/N2WFT41vTHw/s72-c/pink10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-156515291261265121</id><published>2010-06-30T23:49:00.006+02:00</published><updated>2010-07-01T15:25:10.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Zgoda rujnuje, niezgoda buduje</title><content type='html'>Jestem już znużony bieżącą tematyką okołowyborczą, ale zdobędę się jeszcze na ten ostatni, krótki wpis. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtórzę za poprzednim wpisem: w moim przekonaniu PO jest w chwili obecnej największym zagrożeniem dla porządku demokratycznego w Polsce. To typowa partia władzy, partia oportunizmu i "pragmatyzmu", który działa na korzyść pewnych grup społecznych, zupełnie pomijając inne. Jako taka, Platforma buduje swoją pozycję na indukowaniu silnego poczucia, że nie ma względem niej żadnej realnej / rozsądnej alternatywy, że wszystko inne to margines, ekstremum, potencjalne zagrożenie. Za najwyższą cnotę partia ta uważa "umiarkowanie", które oznacza w praktyce unikanie społecznie "kontrowersyjnych" tematów, trzymanie się "wypracowanych kompromisów" (np. w sprawie aborcji), uznanie porządku neoliberalnego za jedyny możliwy i naturalny, czy wreszcie zawężanie sporu politycznego głównie do kwestii "technicznych" (wskaźniki ekonomiczne, efektywność itp.) Skutkiem takiej strategii jest rzekoma neutralność ideologiczna PO, oparcie się na "zdrowym rozsądku", "wiedzy eksperckiej" i "wypróbowanych rozwiązaniach". Wszystko to wytwarza silne pole grawitacyjne, które przyciąga do PO ludzi z bardzo różnych bajek politycznych (Hübner i Gowin, Zalewski i Cimoszewicz, Belka i Palikot). Zapraszanie do współpracy ludzi z różnych opcji doskonale legitymizuje hegemoniczną, patriarchalną, "ponadideologiczną" pozycję PO. Partia ta obiecuje stabilność pewnego układu władzy, a jej naturalnym odruchem jest dążenie do monopolu. "Zgoda buduje" – ale warunki tej zgody ustalamy MY. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim odczuciu, dla PiSu władza to idea, dla PO – "nieideologiczne" administrowanie. PiS dąży do zmiany rzeczywistości społecznej, PO – do utwierdzenia istniejącego ładu, z całym jego systemem uprzywilejowania. Z perspektywy PO, "ekstremalny" PiS jest, paradoksalnie, groźny z tych samych powodów, co "ekstremalne" feministki albo środowisko LGBT. W pewnym sensie jest to spór o granice dopuszczalności różnicy: hegemonia typu peowskiego dopuszcza "umiarkowany pluralizm (w granicach prawa)", podczas gdy Kaczyński postrzega demokrację szerzej, jako możliwość kontestowania samej definicji demokracji i jej obecnego kształtu. W tym sensie (rzekłbym: strukturalnym czy "metapolitycznym") bliżej mi, przyznaję, do Kaczyńskiego: idea "głębokiej demokracji" musi dopuszczać możliwość kontestowania istniejącego "ładu demokratycznego" jako całości, a nie tylko poszczególnych, wyspecjalizowanych obszarów życia społecznego. Zdaję sobie doskonale sprawę, że może to prowadzić do różnych groźnych zjawisk (zawsze trzeba wypatrywać z oddali widma faszyzmu!), ale bez podjęcia tego ryzyka demokracja staje się biuro- i technokratyczną maszyną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdziwił mnie nieco (zwłaszcza swoim dramatycznym, niemal rejtanowskim tonem) &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/ImgorzejtymgorzejczylidlaczegojednakKomorowski/menuid-197.html"&gt;"apel piątki"&lt;/a&gt; o oddanie głosu ("z niesmakiem") na Komorowskiego. Nie chcę wdawać się tutaj w dłuższą polemikę; warto przeczytać dyskusję pod tekstem oraz &lt;a href="http://lewica.pl/?id=21955"&gt;ripostę opublikowaną na Lewica.pl&lt;/a&gt;. Tym, co mnie w "apelu piątki" uderza, jest dające się wyczuć i wyczytać założenie, że zło Jarosława Kaczyńskiego jest aksjomatyczne, manichejskie, transcendentne; PO nie jest doskonała, popełnia błędy, ale możliwa jest z nią racjonalna debata. Innymi słowy: z Komorowskim demokratycznie różnimy się poglądami, ale Kaczyński to zupełnie inna kategoria: to Antychryst demokracji. Powiadają autorki i autorzy apelu: &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Różnica między dwoma panami K. to różnica między demokratycznym państwem, w którym rządzą ludzie o poglądach innych niż nasze, a państwem, którego demokratyczne podstawy są systematycznie podkopywane przez Prezydenta. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, że w tym kluczowym zdaniu, które ma oddawać radykalną różnicę między kandydatami, ich nazwiska zostały zredukowane do jednobrzmiącego inicjału. Co gorsza, zabieg ten powoduje niezamierzoną, acz niepokojącą dwuznaczność: czy możemy być pewni, który z panów K. będzie bronił demokratycznego państwa, a który będzie je podkopywał? Cały apel świadczy, jak sądzę, o niemal ślepej "kaczofobicznej" panice oraz niedostatecznym rozpoznaniu zagrożenia, jakie wiąże się z ewentualną prezydenturą sympatycznego Bronka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem Kluzik-Rostkowska jako premiera (pojawiły się takie spekulacje) byłaby mi dużo bliższa niż Donald Tusk. Na ironię zakrawa również fakt, że po zapoznaniu się z projektem ustawy o równym traktowaniu przygotowanym przez minister Radziszewską polskie &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75478,8075806,Rownosc_mini.html#ixzz0sKwU6B5m"&gt;organizacje pozarządowe chcą powrotu do projektu przygotowanego za rządów Kaczyńskiego i Giertycha&lt;/a&gt;. Telewizyjne debaty nie są dla mnie miarodajne, ale w dzisiejszej, drugiej debacie ciekawszą wizję państwa przedstawił Jarosław Kaczyński – choć oczywiście pozostaje jeszcze kwestia jego (wątpliwej) wiarygodności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtórzę: nie agituję za Kaczyńskim, ale też nie mam wątpliwości, że "zgoda" w wydaniu PO rujnuje ("podkopuje podstawy demokratycznego państwa") – chociaż w bardzo subtelny i wyrafinowany sposób. Owe "podstawy" nie są zresztą neutralne i usadowione bezpiecznie poza sferą interpretacji; każda prezydentura jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jakąś &lt;/span&gt;interpretacją podstawowych zasad (danej) demokracji, a one nie istnieją – nie mogą istnieć – całkowicie niezależnie od konkretnej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;praktyki&lt;/span&gt; władzy. Czy niezgoda w wykonaniu Kaczyńskiego potrafiłaby, w dalszej perspektywie, coś zbudować – jakiś bardziej inkluzywny model demokracji (nawet wbrew intencjom samego Kaczyńskiego) – tego nie wiem. W każdym razie jestem głęboko przekonany, że niezgoda jest koniecznym warunkiem każdego demokratycznego porządku.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-156515291261265121?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/156515291261265121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/zgoda-rujnuje-niezgoda-buduje.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/156515291261265121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/156515291261265121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/zgoda-rujnuje-niezgoda-buduje.html' title='Zgoda rujnuje, niezgoda buduje'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-5841643592414692819</id><published>2010-06-24T13:00:00.004+02:00</published><updated>2010-06-24T13:22:39.275+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Bezgłos</title><content type='html'>Lily (której komentarze niezmiernie wzbogacają blog i poszerzają grono jego czytelników – o czym można się przekonać np. wrzucając do gugla &lt;span style="font-style:italic;"&gt;paradontoza krzywienie sie zebow&lt;/span&gt;) prowokuje mnie do wypowiedzi na temat wyborów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli kogoś to interesuje, jeśli komuś potrzebne są moje światłe wskazówki, to proszę bardzo: w drugiej turze z pełnym przekonaniem oddam głos nieważny. Nawet jeśli tym samym miałbym (w jednej kilkumilionowej) ułatwić zwycięstwo Jarosławowi Kaczyńskiemu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie boję się Kaczyńskiego, tak jak nie bałem się Giertycha – chociaż rozumiem tych wszystkich, którzy ulegali i w dalszym ciągu ulegają atmosferze strachu. Strach to jedna z najskuteczniejszych, najpotężniejszych broni w polityce, nic więc dziwnego, że posługują się nią obydwaj kandydaci i ich obozy polityczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sytuacji peowskiego monopolu władzy groźniejszy dla demokracji wydaje mi się Bronisław Komorowski. To prawda, Jarosław Kaczyński prowadzi bardzo wykluczającą politykę (choć w innym sensie być może bardziej egalitarną niż jego kontrkandydat). Ale Komorowski wyklucza na bardziej subtelnym i elementarnym poziomie. Ubrany w aurę swojskości i zdrowego rozsądku (choć przecież nie bez Jakże Bohaterskiej Przeszłości), układa żenujące wierszyki o "szanownych paniach" i odmawia politycznego znaczenia kwestiom szeroko rozumianej sprawiedliwości społecznej. Wystarczy uśmieszek pod sarmackim wąsem, głupawy żart, mrugnięcie okiem: przecież od spraw równouprawnienia czy działań antydyskryminacyjnych ważniejsze jest to, żeby pan marszałek dostał kolację. Komorowski wyklucza z pola widzialności politycznej ogromny obszar życia społecznego. Dla środowiska PiS-u żądania środowisk LGBT stanowią realny problem polityczny, a więc chcąc nie chcąc legitymizują go właśnie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jako &lt;/span&gt;problem polityczny. Pan marszałek ułoży kolejny wierszyk. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innymi słowy, prawdziwy polityczny spór jest w większym stopniu możliwy z Jaro- niż z Bronisławem. To ciekawe, że nawet ludzie przywiązani do agonistycznej koncepcji demokracji w chwili "trwogi" szybciutko biegną pod opiekuńcze skrzydła liberalizmu. Możemy sobie pokontestować, ale i tak w ostatecznym rozrachunku liberalny model polityczności objawi się nam jako bardziej naturalny i bezpieczniejszy niż jakaś "oszołomska" alternatywa. (Zresztą słabością modelu agonistycznego jest przywiązanie do idei jakiegoś podstawowego, minimalnego konsensusu politycznego, co osłabia "wywrotową" siłę tych działań, które starają się zredefiniować samą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;polityczność&lt;/span&gt;.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jarosław Kaczyński nie jest swojakiem. Ze względów oczywistych nie obnosi się ze swoją "ukochaną żoną" i swoimi "cudownymi dziećmi", tak jak Napieralski czy Komorowski (został mu tylko dąb Bartek). Zastanówmy się przez chwilę: nawet jeśli Kaczyński stawia na ultranormatywną wspólnotowość typu tradycyjno-katolickiego, to on sam uczestniczy w niej raczej na prawach wyjątku niż reguły. Toż to oszołom, odmieniec, kosmita, podczas gdy Komorowski to po prostu "swój chłop". Już dwa lata temu &lt;a href="http://www.recyklingidei.pl/sikora_queer_a_polityka_normalnosci"&gt;ostrzegałem przed polityką normalności&lt;/a&gt;, stawiając przekorną tezę, że Jarosław jest "sprzymierzeńcem odmieńców, choć z pewnością […] zdeklarowanym wrogiem gejów i lesbijek. Nie chodzi już nawet o to, że jest w polskiej przestrzeni publicznej postacią dość «queerową» (stary kawaler żyjący z matką i kotem, niegdyś «wyoutowany» żartobliwie przez prezydenta Wałęsę […]). Przynajmniej w sferze kulturowo-symbolicznej, Kaczyński zakwestionował zastany porządek, pewną «normę» życia publicznego, opartą w dużej mierze na liberalnym czy neoliberalnym konsensusie".  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie chcę Kaczyńskiego romantyzować, nie widzę go w żadnym sensie jako zbawcy, ale trudno odmówić mu pewnego kontestatorskiego uroku (o czym już &lt;a href="http://www.recyklingidei.pl/sikora_wobec_prawa"&gt;kiedyś pisałem&lt;/a&gt;). Nie cierpię na zanik pamięci, wiem jakim był premierem (przynajmniej na tyle, na ile mogę to wiedzieć za pośrednictwem mediów). Ale właśnie jako premier był dużo groźniejszy niż jako ewentualny (konstytucyjnie stosunkowo słaby) prezydent. Zresztą czasy się zmieniają: prawdopodobnie za kilka lat brytyjscy konserwatyści "ucywilizują" PiS i wcale się nie zdziwię, jeśli to przyszła koalicja PiS-SLD zalegalizuje związki jednopłciowe (w taki sposób, żeby w jak najmniejszym stopniu zagrażało to istniejącemu porządkowi społeczno-ekonomicznemu i konserwatywnym wartościom, a wręcz tak, żeby ów porządek wzmocnić i po raz kolejny uprawomocnić). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie dałem się Kaczyńskiemu uwieść. To nie jest bohater mojej bajki i na pewno nie oddam na niego głosu, bo zawartość jego politycznej wizji jest mi głęboko obca. Nie chcę legitymizować żadnej z dwóch wersji "normalności", jakie forsują kandydaci. Tu nie ma "mniejszego zła", każde jest większe (choć każde inne). Cieszyłbym się, gdyby co najmniej kilka lub kilkanaście procent wyborców oddało nieważny głos. Taki rodzaj politycznego bojkotu byłby o wiele bardziej wymowny niż całkowita rezygnacja z głosowania, choć i ta ostatnia opcja jest godna rozważenia i nie musi wcale świadczyć o ucieczce przed odpowiedzialnością. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-5841643592414692819?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/5841643592414692819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/bezgos.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5841643592414692819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5841643592414692819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/bezgos.html' title='Bezgłos'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3394459910835094849</id><published>2010-06-12T11:26:00.007+02:00</published><updated>2011-06-19T11:55:34.274+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Queer a "znikająca lesbijka"</title><content type='html'>[Fragmencik niewiele dłuższego komentarza opublikowanego w &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/czy_w_badaniach_nad_odmiennoscia_seksualna_przewaza_perspektywa_gejowska/komentarz_5_tomasz_sikora.htm"&gt;najnowszym numerze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;InterAliów&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - zapraszam.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostawiając na boku dyskusję o przydatności lub zbędności kategorii tożsamościowych, uważam, że kategoria "lesbijki" jest niezwykle cenna jako narzędzie heurystyczne. W każdej praktyce społecznej (a więc także w praktykach naukowych) zaznacza się tendencja do (w ogromnej mierze zautomatyzowanego) odtwarzania się pewnych hierarchii, pewnych widzialności, pewnych struktur uprzywilejowania. Zwłaszcza wszelkie formy instytucjonalizacji zdają się wymuszać powielanie skostniałych tożsamości, relacji, struktur władzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całą pewnością teoria queer uległa z czasem instytucjonalizacji, stała się mniej lub bardziej szanowaną "dyscypliną wiedzy", a tym samym nabrała cech kulturowego kapitału, do którego nie wszystkie podmioty, w imieniu których zdaje się przemawiać, mają równy dostęp. Instytucjonalizacji tej, jak sądzę, nieuchronnie towarzyszy wspomniane wyżej odtwarzanie się "odziedziczonych" hierarchii społecznych. Bez (heurystycznie, a nie ontologicznie rozumianej) "lesbijki" nie mamy języka, którym możemy mówić o mechanizmach wykluczania i wymazywania - bo skoro wszyscy jesteśmy "queer", to nikt nie może narzekać na "wtórną dyskryminację". A tymczasem męski przywilej potrafi odtwarzać się na wiele różnych, bardzo subtelnych sposobów, co w konsekwencji może prowadzić do "przewagi perspektywy gejowskiej w studiach queer" i do efektu "znikającej lesbijki". &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3394459910835094849?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3394459910835094849/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/queer-znikajaca-lesbijka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3394459910835094849'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3394459910835094849'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/queer-znikajaca-lesbijka.html' title='Queer a &quot;znikająca lesbijka&quot;'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-2203204531205485550</id><published>2010-06-03T16:13:00.004+02:00</published><updated>2010-06-03T20:25:16.791+02:00</updated><title type='text'>W odpowiedzi Krystianowi Legierskiemu</title><content type='html'>[Komentarz do sprostowania, które ukazało się &lt;a href="http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&amp;file=article&amp;sid=3952"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parafrazując: przykro mi, że pan Krystian Legierski niewiele zrozumiał z tego, o czym pisałem w tekście &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/mission-impossible-o-zwiazkach.html"&gt;"Mission (im)possible": o związkach, wykluczeniach i poszerzaniu wolności"&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, że byłem jak najdalszy od personalnego ataku na osobę pana Legierskiego i starałem się jak najściślej trzymać meritum, czyli wykluczającej logiki, którą często – świadomie lub nie – posługują się w swoich wypowiedziach i działaniach osoby publiczne, w tym również aktywiści LGBT. Spotkanie było tylko pretekstem do szerszej refleksji; nie interesują mnie personalne spory z ludźmi, interesują mnie spory o idee i towarzyszące im praktyki (albo: spory o praktyki i towarzyszące im idee). Z tych właśnie powodów uznałem, choć nie bez wahania, że nazwisko prelegenta nie było w tym wypadku istotną informacją. (Nie poprosiła o to również doświadczona redakcja Homiki.pl, uznając widocznie, że tekst nie zawiera jakichś niezdrowych insynuacji szkalujących konkretną osobę). Zresztą, jeśli ktoś nie zauważył, pod adresem aktywistów LGBT, w tym także pana Legierskiego, padają w tekście również słowa pochwały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodam, że przed publikacją konsultowałem się z kilkoma uczestniczkami i uczestnikami spotkania, żeby upewnić się, że opisywane sytuacje i wypowiedzi nie są w jakiś sposób zafałszowane lub zniekształcone w moim przekazie. Dokonuję, oczywiście, pewnej interpretacji postawy etycznej pana Legierskiego, który jednak – jako osoba publiczna i czynny polityk – musi liczyć się z tym, że jego postawa podlega ocenie, że jest "rozliczany". Jak każdy, pan Legierski ma prawo wyrazić się niezręcznie lub nieprecyzyjnie, ale przecież zawsze ma prawo do sprostowania, z którego właśnie zdecydował się skorzystać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę wchodzić w językoznawcze rozważania, co kwalifikuje się jako porównanie, a co nie; w tekście napisałem zresztą, że w odpowiedzi na wzmiankę o związkach poliamorycznych prelegent "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;przywołał przykład&lt;/span&gt; związku z kozą". Inteligencji czytelniczek i czytelników pozostawiam osąd, czy w sprostowaniu także nie pojawia się – niewyrażone wprost – porównanie związków poliamorycznych do przysłowiowego już związku z (bogu ducha winną) kozą. Jednocześnie zapewniam, że pan Legierski zna osoby pozostające w związkach poliamorycznych, jednak na skutek ogólnej niechęci do takich związków osoby te pozostają zwykle głęboko "ukryte w szafie" (podobnie zresztą jak wiele heteroseksualnych osób twierdzi, że nie zna żadnej lesbijki i żadnego geja). I naprawdę nie trzeba kilku lat studiów, żeby zauważyć, że osoby pozostające w takich związkach nie zyskałyby właściwie nic, gdyby (wielkie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gdyby&lt;/span&gt;) weszła w życie przygotowywana przez GI ustawa. Podobnie jak nie trzeba wielkiej wyobraźni i wielogodzinnych konsultacji, żeby się domyślić, że brak wind i podjazdów jest wielkim architektonicznym utrudnieniem dla osób na wózku (choć oczywiście w przypadku każdego wykluczenia i każdej dyskryminacji są takie szczegóły, o których &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bez aktywnej chęci dowiedzenia się&lt;/span&gt; możemy nigdy nie wiedzieć). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zresztą arcyciekawe, jak bardzo można nie chcieć czegoś zobaczyć, nawet wtedy, kiedy stoi przed nami i próbuje się z nami komunikować. Przynajmniej na jednym z kolejnych spotkań, jeśli pojawi się kwestia związków wieloosobowych, pan Legierski nie będzie już mógł użyć argumentu, że nie zna nikogo, kto wysuwa takie postulaty. Zwłaszcza że, o ile dobrze rozumiem, spotkania, na które jeździ pan Legierski, nie mają na celu wyłącznie jednokierunkowej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;prezentacji&lt;/span&gt; projektu GI, ale raczej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;konsultacje&lt;/span&gt; społeczne, czyli zbieranie oddolnych opinii i postulatów – nawet jeśli w opinii prelegentów wydają się one "z kosmosu wzięte". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo żałuję,  że skoro już pan Legierski zdecydował się na sprostowanie, nie zechciał odnieść się do "innych zarzutów" (choć to w zasadzie wciąż jeden i ten sam zarzut, w różnych wcieleniach). Spodziewałbym się, na przykład, że sprecyzuje swoją postawę względem osób niepełnosprawnych. Jeśli zarzucam mu, że nie rozumie mechanizmów wykluczenia – bardzo chętnie dam się przekonać (ale nie tylko na poziomie deklaratywnych stwierdzeń), że jest inaczej. Jeśli napisałem, że w moim poczuciu nie posiada on anty-wykluczeniowego, prosolidarnościowego impulsu – to naprawdę bardzo bym się cieszył, gdyby zasypał mnie faktami, które zadadzą kłam tej konstatacji. Yga Kostrzewa wspomniała na spotkaniu o tym, że Izabela Jaruga-Nowacka angażowała się w sprawy wielu bardzo różnych grup społecznych czy zawodowych, podlegających różnym rodzajom wykluczenia (np. – oprócz LGBT – także w sprawy pielęgniarek, górników czy weteranów wojennych); stąd w moim tekście znalazło się wezwanie do głębszego przemyślenia "jej postawy etycznej i spuścizny politycznej". Czy pan Legierski – jako polityk – angażuje się (albo deklaruje chęć zaangażowania się) w podobne sprawy dotyczące różnych upośledzonych społecznie, prawnie lub ekonomicznie grup i jednostek? Czy chociaż wykonuje jakiś symboliczny gest poparcia, gest zrozumienia, w ich kierunku? Pytam także jako potencjalny wyborca – chociaż o mój głos pan Legierski pewnie nie zechce już walczyć. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-2203204531205485550?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/2203204531205485550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/w-odpowiedzi-krystianowi-legierskiemu.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2203204531205485550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2203204531205485550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/06/w-odpowiedzi-krystianowi-legierskiemu.html' title='W odpowiedzi Krystianowi Legierskiemu'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3192157389128298560</id><published>2010-05-20T19:21:00.008+02:00</published><updated>2011-06-19T11:55:57.370+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>"Mission (im)possible": o związkach, wykluczeniach i poszerzaniu wolności</title><content type='html'>Od roku działa &lt;a href="http://zwiazkipartnerskie.blogspot.com"&gt;Grupa Inicjatywna ds. związków partnerskich&lt;/a&gt;, która pracuje nad przygotowaniem projektu o związkach partnerskich. Ogromnie cenię sobie pracę tych osób, ich wiedzę i zaangażowanie, odwagę ścierania się z konserwatyzmem polskiego społeczeństwa (obficie reprezentowanym również w Sejmie) oraz gotowość podróżowania po Polsce, w tym także po mniejszych miastach, w celu prowadzenia konsultacji społecznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem przyjemność uczestniczyć w jednej z tych bardzo profesjonalnie przygotowanych prezentacji. Pomimo krytycznych zastrzeżeń, o których za chwilę, chcę od razu powiedzieć, że popieram projekt Grupy Inicjatywnej (a w zasadzie, póki co, założenia do projektu) także w obecnej postaci. Ogólniejsze zastrzeżenia dotyczące idei związków partnerskich jako strategicznego celu ruchu LGBT opisałem już &lt;a href="http://zwiazkipartnerskie.blogspot.com"&gt;gdzie indziej&lt;/a&gt;. Jestem daleki od lekceważenia wszelkich praktycznych kwestii (dziedziczenie, wspólne rozliczenia podatkowe itd.), których rozwiązania domaga się środowisko i nad którymi pracuje GI. Jednak równie ważne, może nawet ważniejsze, wydają mi się inne, niejako "uboczne" efekty pracy nad tym projektem: mobilizacja (wciąż, niestety, niezadowalająca) środowiska LGBT (a także innych grup społecznych, które chciałyby włączyć się w ten proces), pokonanie marazmu i niechęci do angażowania się w działalność społeczno-polityczną, zogniskowanie energii społecznej, a docelowo dokonanie wyłomu w porządku prawnym (ale także symbolicznym) obowiązującym w Polsce. (Nie dziwi mnie to, co usłyszałem niedawno od znajomej lesbijki z Wielkiej Brytanii: po gorącej walce o związki partnerskie i ich zalegalizowaniu w 2005 roku, środowisko LGBT jakoś nie garnie się masowo do ich zawierania.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam dwa zasadnicze zastrzeżenia do propozycji przedstawionych na spotkaniu przez członków GI. Pierwszy dotyczy wycofania się z postulatu pełnych praw adopcyjnych dla par jednopłciowych (czyli ograniczenie się wyłącznie do możliwości adoptowania biologicznych dzieci swojej partnerki / swojego partnera). Uważam, że rezygnacja z tego postulatu jest przejawem autokastracji środowiska LGBT, w którym – jak przyznali sami prelegenci – większość (choć nie miażdżąca) popiera taki postulat. Albo – odwołując się mniej do woli ludu, a bardziej do idealizmu prawno-politycznego – jest to żądanie równości, przy jednoczesnym przyznaniu (homofobicznej) większości prawa do ograniczenia tej równości. Uwzględnienie tego postulatu uznałbym za uczciwe postawienie sprawy – nawet za cenę narażenia się na większy opór materii politycznej i społecznej. Konserwatyści i tak będą torpedować taki "niepełny" projekt nie tylko ze względu na zawarcie w nim adopcji "wewnętrznej", ale także argumentując (zresztą słusznie, czego członkowie GI nie kryją), że ten projekt ma przygotować grunt pod przyznanie parom jednopłciowym pełnych praw adopcyjnych w przyszłości – a to, ich zdaniem, jest przecież równoznaczne z całkowitym upadkiem moralności i podstaw zachodniej cywilizacji. Innymi słowy, dyskusji na temat adopcji i tak nie da się uniknąć, może więc lepiej zacząć ją już teraz (nawet jeśli wymogi kompromisu politycznego – o ile oczywiście do niego w ogóle kiedyś dojdzie – wymuszą wykreślenie tego postulatu z ostatecznej wersji ustawy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem argument, że konserwatywnych (czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;de facto&lt;/span&gt; niemal wszystkich) polityków parlamentarnych stosunkowo łatwiej przekonać do adopcji wewnętrznej niż pełnej. Ale, jak sądzę, i z tą pierwszą wcale nie będzie łatwo. Wysunięcie postulatu pełnej adopcji – poparte racjonalną argumentacją i powoływaniem się na liczne badania naukowe – może zapoczątkować dyskusję (z początku burzliwą i emocjonalną, lecz z czasem coraz bardziej rzeczową) nad tą kwestią oraz zmianę mentalnościową, jakkolwiek powolną. Rozumiem argument pragmatyczny ("taki postulat ukręci łeb całej sprawie już na samym początku; lepiej dążyć do celu małymi kroczkami" itp.) – jednak rezerwuję sobie prawo do kontestowania granic pragmatyzmu. Dochodzę tu właściwie do istoty tego, co w moim mniemaniu czyni z polityka (w najogólniejszym sensie, uwzględniającym także aktywistów czy lobbystów) kogoś naprawdę godnego tego miana: otóż polityk to ten, który z niemożliwego potrafi zrobić możliwe; wszyscy inni to biurokraci, zarządcy, regulatorzy.  (Niemożliwego dokonał Barack Obama zostając prezydentem USA; i nawet jeśli zawdzięcza to nie tylko sobie, ale również złożonemu splotowi okoliczności, to przynajmniej potrafił wykorzystać je na swoją korzyść.) Zgoda: projekt już w tej "okrojonej" postaci (czyli z autocenzorskim wycięciem pełnych praw adopcyjnych) jest domaganiem się "niemożliwego" – i za to między innymi cenię działalność GI. (Dodam, że druga przedstawicielka GI wykazała się dużą wyobraźnią polityczną, nie wykluczając, że za kilka lat ustawę o związkach partnerskich przyjmie rząd PiS-owski – o taką, między innymi, dalekosiężną wyobraźnię polityczną mi chodzi!) Jednocześnie jednak pozwalam sobie postulować przesunięcie granic "możliwego" o krok dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze ciekawsza jest kwestia wyboru konkretnego modelu uregulowań prawnych związanych ze związkami jednopłciowymi. Z czterech wymienionych propozycji (pełne małżeństwo / związki partnerskie / umowy cywilno-prawne na wzór francuskich PACS / konkubinat), prelegent opowiedział się za modelem &lt;a href="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2731"&gt;PACS&lt;/a&gt;, uzasadniając to jego maksymalną elastycznością. Taki model, jego zdaniem, odpowiada potrzebom współczesnych ludzi (zwłaszcza w porównaniu z anachronicznym modelem małżeńskim), pozwala dość swobodnie kształtować konkretną relację miedzy partnerami; w pewnym sensie, choć nie użył takiego sformułowania, prelegent sugerował, że to wręcz jaskółka zmiany "paradygmatu cywilizacyjnego". Świetnie, pomyślałem, doskonały pomysł. Ja też zawsze myślę w takim kierunku, żeby maksymalnie poszerzać zakres swobody i wolności. Idźmy więc dalej tym tropem. Model francuski zakłada, że umowę partnerską mogą zawrzeć nie tylko osoby pozostające w relacjach seksualnych, ale także np. dwóch wdowców albo dwie wdowy, którym umowa taka – najogólniej mówiąc – "ułatwia życie". Ktoś z widowni zaproponował więc, żeby i w polskim modelu poszerzyć rozumienie związku partnerskiego np. o relacje między osobą niepełnosprawną i jej opiekunem. Natychmiast jednak nasuwa się pytanie: dlaczego tak rozumiany związek miałby być ograniczony tylko do dwóch osób? Dlaczego nie dwie wdowy i jeden wdowiec, mieszkający we wspólnym gospodarstwie domowym? Dlaczego nie osoba niepełnosprawna i dwoje opiekunów? W dodatku taka poszerzona definicja związku oddałaby sprawiedliwość także &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Poliamoria"&gt;związkom poliamorycznym&lt;/a&gt; (wieloosobowym), które pozostają bardzo "sklozetowane", ale – zapewniam – istnieją i maja się nieźle (choć "przeciętnemu człowiekowi" mogą się wydawać związkami kosmitów.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu niestety nastąpiło coś, co mnie zdumiało. Spodziewałem się, i owszem, "argumentu pragmatycznego", ale nie spodziewałem się tak gorliwej obrony polityki opartej na wykluczaniu i kompletnie zaprzeczającej zasadzie "maksymalizowania" sfery wolności. Otóż ów działacz-polityk na wzmiankę o poliamorii zareagował dokładnie tak, jak redaktor Terlikowski reaguje na wzmiankę o związkach jednopłciowych, czyli przywołał przykład "związku z krzesłem albo z kozą". Dokonał tym samym identycznego gestu wykluczenia i odebrania godności, z tą tylko różnicą, że do kręgu porządnych i wartościowych ludzi dopisał (w przeciwieństwie do Terlikowskiego) gejów i lesbijki – ale jedynie tych hołdujących zasadzie monogamii. Przy okazji użył argumentu, który pojawia się absolutnie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;zawsze&lt;/span&gt; wtedy, kiedy dochodzi do aktu wykluczenia: "jeśli ktoś chce walczyć o inne prawa, np. o związki poliamoryczne, to niech sam sobie walczy"; identycznego argumentu używały w latach 70. niektóre feministki niechętne lesbijkom, a później niektóre lesbijki niechętne osobom transseksualnym. Ten polityk i aktywista zdawał się w ogóle &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie rozumieć&lt;/span&gt; mechanizmu wykluczania, który sam (bezwiednie i nawykowo, jak sądzę) stosował, oświadczając zresztą wprost, że niepełnosprawni go nie interesują i nie będzie przez kolejnych 5 lat zajmował się ich potrzebami. Tym bardziej nie na miejscu wydało mi się przywoływanie przez owego działacza postaci Izabeli Jarugi-Nowackiej; nie wiem, co myślała(by) ona na temat związków poliamorycznych, ale jestem głęboko przekonany, że była w historii polskiej polityki osobą najbardziej uwrażliwioną na kwestię wykluczeń społecznych. Tego anty-wykluczeniowego, prosolidarnościowego impulsu nie posiada, niestety, ów znany działacz i jednocześnie jeden z czołowych polityków partii Zieloni 2004, a więc partii, która chciałaby uchodzić za bardziej wrażliwą na wykluczenia społeczne niż mainstreamowa lewica. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi mi o tego lub innego działacza LGBT – ci ludzie działają w jak najlepszej wierze, często narażając się na niechęć nie tylko ze strony homofobicznych konserwatystów, ale także – o ironio! – ze strony samego środowiska LGBT (po co te parady? po co tyle hałasu? tylko nas ośmieszają!). Chodzi mi raczej o to, że – wedle mojej oceny – wśród elity ruchu LGBT (a tym bardziej wśród przeciętnych "odmieńców" seksualnych) impuls anty-wykluczeniowy i prosolidarnościowy jest bardzo słabo rozwinięty, choć zdarzają się chlubne wyjątki. Mam nadzieję, że dożyję jeszcze czasów, kiedy środowisko LGBT udowodni, że nie traktowało Izabeli Jarugi-Nowackiej instrumentalnie dla załatwienia własnych interesów, ale potrafiło wyciągnąć daleko idące wnioski z jej postawy etycznej i spuścizny politycznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Perspektywę radykalnie anty-wykluczeniową proponuje polityka queer, której niestety wiele osób w ogóle nie zna albo nie rozumie. Jest to ruch, który zwykle nie odżegnuje się całkowicie od "klasycznego" aktywizmu LGBT, tym niemniej wychodzi z innych założeń i stawia sobie inne cele. Wiem, że niektórzy reagują na słowo queer alergicznie – trudno. Jak zwał, tak zwał – o wiele ważniejsza jest pewna wizja etyczna (polityczna, społeczna), którą ten ruch się kieruje – a więc przede wszystkim etyka anty-wykluczeniowa. Oczywiście, z polityką "odmieńczą" można się zgadzać lub nie, ale przynajmniej od liderów ruchu LGBT oczekiwałbym jednego: jeśli już dokonujesz gestu wykluczenia, bądź tego świadom i przytocz argumenty, które twoim zdaniem świadczą mimo wszystko o "lepszości" twojej wizji, albo przynajmniej – twojej strategii; odwołanie się do związku z kozą urąga elementarnej przyzwoitości. Można powiedzieć "dostrzegam tę kwestię, ale uważam, że na dzień dzisiejszy powinniśmy skoncentrować się na innych priorytetach"; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie można&lt;/span&gt; natomiast wchodzić w retorykę Terlikowskiego. To prawda: ruch queer często nie proponuje konkretnych rozwiązań, tylko przyjmuje na siebie rolę "papierka lakmusowego", za pomocą którego testuje się granice wykluczenia wpisane w ten czy inny projekt polityczny/społeczny. W pewnym sensie queerowcy to wieczni malkontenci! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym przypadku wykluczeniu podlegają osoby homoseksualne, które chciałyby adoptować dziecko, osobo pozostające w związkach poliamorycznych oraz (choć nie bezpośrednio) owi przysłowiowi "wdowcy" albo osoby niepełnosprawne, które również mogłyby skorzystać na innej, poszerzonej formule związków. To wcale nie musi oznaczać, że queerowiec nie poprze konkretnego projektu, ale przynajmniej (wiedziony etycznym impulsem) wskaże na obszary wykluczenia, jakie się z nim wiążą. (Oczywiście nie zawłaszczam pojęcia "queerowca": ktoś inny może projektu nie poprzeć, np. kierując się przytoczonymi przeze mnie powyżej argumentami, albo wręcz sprzeciwiając się ogólniejszemu mechanizmowi normatywizacji, o którym wspomniałem już &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/o-normie-wzmianka.html"&gt;gdzie indziej&lt;/a&gt;.) Koncepcja związków partnerskich, która byłaby mi zdecydowanie najbliższa, to koncepcja na wzór francuskich PACS, ale bez ograniczeń co do liczebności i rodzaju związku. Tym samym udałoby się uciec od prawnego sankcjonowania tej czy innej "stabilnej" tożsamości (seksualnej, płciowej itp.) – państwo nie oczekiwałoby od uczestników takiego związku "przyznania się" do jasno określonej "orientacji" czy nawet płci, bo to nie państwa sprawa. Człowiek jako istota społeczna potrzebuje różnorakich związków z innymi ludźmi; niektórzy czują potrzebę oficjalnego uznania/usankcjonowania tych czy innych związków przez struktury państwowe, inni takiej potrzeby nie czują; a nowoczesne państwo powinno te potrzeby zaspokajać (choć uzasadnienie tej powinności wymagałoby zapewne dłuższego wywodu). To rzeczywiście byłaby ogromna jakościowa zmiana, być może wręcz "zmiana paradygmatu cywilizacyjnego"; już nawet nieco bardziej tradycyjne PACS-y we Francji wypierają tradycyjne, anachroniczne małżeństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powtórzę po raz kolejny: rozumiem argument pragmatyczny ("na takie pomysły jest jeszcze za wcześnie" itd.) – ale nie rozumiem natychmiastowego gestu okopywania się w tożsamościowym &lt;span style="font-style:italic;"&gt;status quo&lt;/span&gt;, tej obrony przywileju, który łączy się – siłą swej wewnętrznej logiki – z całą serią wykluczeń. Taka ograniczona, wykluczająca wizja i towarzysząca jej retoryka są mi głęboko obce. Doceniam też argument, którego użyła druga z prelegentek: raz przyjętą ustawę zawsze można zmienić w przyszłości. Można jednak dowodzić, że raz przyjęta, obowiązująca ustawa konserwuje pewien porządek na wiele lat (patrz casus ustawy aborcyjnej); można się zatem spierać, czy korzystniej jest lobbować nieco dłużej za korzystniejszymi (bo zapewniającymi więcej wolności) rozwiązaniami, czy raczej dążyć do jak najszybszego "przepchnięcia" mniej wolnościowej ustawy, która w konsekwencji może zakonserwować pewien stan polityczno-prawny na długie dekady. W Stanach Zjednoczonych, na przykład, ruch Afro-Amerykanów na rzecz praw wyborczych przez wiele lat współpracował ściśle i wysuwał wspólne postulaty z ruchem emancypacji kobiet; kiedy nadarzyła się okazja uzyskania tych praw osobno, ruch czarnych (mężczyzn) skorzystał z tej okazji, odcinając się niejako od ruchu feministycznego, co prawdopodobnie na kilkadziesiąt lat zahamowało uzyskanie praw wyborczych przez kobiety (podczas gdy prawa czarnych przez prawie sto lat pozostawały pustymi zapisami na papierze, nie respektowanymi w rzeczywistości). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doskonale zdaję sobie sprawę, że reprezentuję bardzo mniejszościowe, żeby nie powiedzieć całkowicie "marginalne" poglądy (czytaj: zdaję sobie sprawę, że jestem kosmitą). Znowu jednak odwołam się do pewnej etycznej wizji proponowanej przez queer: to właśnie od marginesu – od tego co najbardziej wykluczone i najmniej reprezentatywne – można i należy zaczynać refleksję oraz działalność społeczno-polityczną. Etykę i politykę można budować oddolnie, od "obrzeży" ku centrum (w tym przypadku centrum jest już nie tylko porządek heteronormatywny, ale także &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/cay-artyku-pt.html"&gt;porządek &lt;span style="font-style:italic;"&gt;homo&lt;/span&gt;normatywny&lt;/a&gt;). Ruch queer (zwłaszcza w wersji anarchizującej) może kontestować &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cały&lt;/span&gt; porządek państwowo-instytucjonalno-prawny, albo też może szukać w ramach istniejących instytucji rozwiązań maksymalnie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wkluczających&lt;/span&gt;, poszerzających sferę wolności, promujących nowe rodzaje i definicje związków. (Może również robić jednocześnie jedno i drugie: pierwsze "ideowo", drugie "pragmatycznie".) Jeśli chciałbym coś osiągnąć (jako kosmita) w dającej się przewidzieć przyszłości, to byłoby to przynajmniej poszerzenie wyobraźni politycznej oraz pogłębienie wrażliwości na wszelkiego rodzaju wykluczenia – zarówno wśród społecznych liderów (zwłaszcza LGBT), jak i wśród tzw. "przeciętnych ludzi". &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3192157389128298560?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3192157389128298560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/mission-impossible-o-zwiazkach.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3192157389128298560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3192157389128298560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/mission-impossible-o-zwiazkach.html' title='&quot;Mission (im)possible&quot;: o związkach, wykluczeniach i poszerzaniu wolności'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4617111598445209451</id><published>2010-05-16T17:34:00.007+02:00</published><updated>2011-06-19T11:56:14.893+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>o normie, wzmianka</title><content type='html'>[&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krótka refleksja na marginesie rozważań o normie.&lt;/span&gt;] &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaczna część ruchu LGBT koncentruje się dziś wokół postulatów, których celem są zmiany norm prawnych. Jest to o tyle zrozumiałe, że zarówno tożsamościowe modele seksualności, jak i współczesne systemy prawne, regulowane są – na ogólniejszym poziomie – tą samą logiką normatywizacji. A zatem uwzględnienie przez struktury władzy tego typu żądań jest z jednej strony zwycięstwem "mniejszości", ale z drugiej strony umacnia i legitymizuje ogólny mechanizm tworzenia norm regulujących rzeczywistość społeczną. Istotny, choć jak dotąd mało widoczny, sprzeciw wobec takiej logiki (oraz wynikającej z niej działalności polityczno-społecznej) pochodzi ze strony polityki odmieńczej, albo queerowej, która dystansuje się od polityki "petenckiej"; jeśli bowiem przychodzisz do władzy jako petent (niczym "człowiek ze wsi" w przypowieści Franza Kafki &lt;a href="http://www.zwoje-scrolls.com/kafka-ploski/prawo_ap.htm"&gt;"Przed Prawem"&lt;/a&gt;), jeśli czekasz na przyzwolenie – to już przegrałeś. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Starszy i dłuższy tekst na podobny temat – &lt;a href="http://www.recyklingidei.pl/sikora_queer_a_polityka_normalnosci"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4617111598445209451?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4617111598445209451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/o-normie-wzmianka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4617111598445209451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4617111598445209451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/o-normie-wzmianka.html' title='o normie, wzmianka'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4287124705767365975</id><published>2010-05-05T00:56:00.006+02:00</published><updated>2010-05-05T19:02:45.839+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Pułapki "coming outu"</title><content type='html'>To, co napiszę, wymaga bardziej gruntownego osadzenia w kontekście polityczno-społecznym, kulturowym, jak i materialno-historycznym: co się odbędzie niebawem, w dwóch moich refleksjach dotyczących społeczności LGBTIQ, strategii politycznych i lewicy, jednej – akademickiej, drugiej, że tak napiszę, bardziej popularno-naukowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej wykonam w tym kierunku kilka gestów; są to bardziej szkice-refleksje, niż analizy – jest to takie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;food for thought&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dłuższego czasu w przestrzeni LGBT jako najskuteczniejszą strategię zmiany społecznej lansuje się intensywnie i zawzięcie esencjalizujący „coming out”. Aktywiści, aktywistki, organizacje LGBT oraz aktywistyczne czasopisma środowiskowe ubolewają, że ciągle za mało osób orientacji homoseksualnej – zarówno wśród celebrytek i celebrytów, jak i wsród tych zwykłych zjadaczy i zjadaczek chleba – „wychodzi z ukrycia” jako geje i lesbijki. Pada argument, że im więcej ujawnionych lesbijek i gejów, tym bardziej oswojone z innością seksualną polskie społeczeństwo, a co za tym idzie, tym większa tolerancja, akceptacja i – z czasem – szacunek. I co najważniejsze, tym bardziej sprzyjający klimat pod ustawodawstwo przyjazne społeczności LGBT(I – choć o „I” się praktycznie w ogóle nie mówi i nie używa jej w nazwie, ale to temat na inny wpis). Zatem na „lepsze życie”, to wewnętrzne (życie bez kłamstwa, w zgodzie z „samą/ym sobą”), jak i to na zewnątrz, w Polsce (więcej „namacalnych” gejów i lesbijek, większa tolerancja i otwartość), przepisuje się zbiorową terapię, jaką jest „coming out”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;teraz trochę o kondycji ruchu i społeczności LGBT&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(a)&lt;/span&gt; Jednocześnie za sprawą neoliberalizacji przestrzeni społeczno-kulturowej oraz sektora pracy, coraz trudniej o mobilizację społeczności LGBT (jakkolwiek sobie tę społeczność wizualizują aktywistki i aktywiści, liderzy i liderki ruchu LGBT): tym, co łączy lesbijki i gejów wydają się być jedynie portale społecznościowe, „homoseksualne” romansidła, fetyszyzacja pewnego konsumpcjonistycznego stylu życia oraz morderczy kult ciała, zamiast aktywizmu i zmiany społecznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(b)&lt;/span&gt; W przestrzeni prężne są dyskursy homonormatywny i asymilacyjny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(c)&lt;/span&gt; Pewne środowisko lewicowe w imię lepszego świata dla gejów i lesbijek praktykuje dość nieznośną „homoseksualizację” inności seksualnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(d)&lt;/span&gt; Przeprowadzony na początku 2009 r. sondaż pokazał, że przytłaczająca większość ankietowanych (internetowo) lesbijek i gejów, generalnie społeczności LGBT, głosuje na neoliberalną (gospodarczo) i konserwatywną (obyczajowo) Platformę Obywatelską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(e)&lt;/span&gt; Większość organizacji czy ruchów LGBT, jak przystało na czasy kapitalistycznego neoliberalizmu, „specjalizuje się” tylko w jednej „działce” – w mniejszościach seksualnych. Nie ma czegoś takiego, jak polityka intersekcjonalna: krytykuje się homofobię i brak rozwiązań prawnych dla mniejszości seksualnych, patrząc przez soczewkę „(homo)seksualną”. Nie ma kompleksowej krytyki systemu, w jakim żyjemy (systemu, który jest nie tylko heteronormatywny, ale i kapitalistyczny, patriarchalny, rasistowski, androcentryczny oraz ameryko- i eurocentryczny) oraz jego instytucji (instytucji małżeństwa, instytucji monogamii, instytucji orientacji seksualnej, instytucji płci czy instytucji rasy). Organizacje czy ugrupowania angażują się w sprawy dotyczące „orientacji (homo)seksualnej”, ale nie zabierają już głosu w kwestiach związanych z prawami kobiet czy prawami pracowniczymi, z rasą, z ubóstwem, z klasą oraz pochodzeniem społecznym, itp. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(f)&lt;/span&gt; Wiele aktywistek czy aktywistów LGBT i Q odżegnuje się całkowicie od polityki czy systemu polityczno-parlamentarnego, na który jesteśmy skazane/skazani i to w jego obrębie na dzień dzisiejszy musimy wywalczyć jak najszerszy pakiet praw dla społeczności LGBTI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(g)&lt;/span&gt; Są osoby, które nie chciałyby łączyć kwestii LGBTI z żadnym z działających w ramach systemu projektów politycznych, których celem jest dojście do władzy: ani z lewicą, ani z prawicą, ani z neo/liberałami, ani z neo/konserwatystami. &lt;br /&gt;Takie LGBTI w próżni. LGBTI jako taki niepartyjno-niepolityczny pakiet, który obojętnie jaka opcja inkorporuje do swojego programu i uprawomocni, zalegalizuje: i będzie już dobrze, bo będą prawa i swobody obywatelskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;(h)&lt;/span&gt; Niektórym się wydaje, że sytuacja mniejszości seksualnych i odmieńców się jakoś sama z siebie poprawi – w końcu jesteśmy w UE, więc to wszystko musi ewoluować w tym kierunku: w kierunku otwartości i zmiany społecznej. I w związku z tym, niektóre sumienia są odciążane pójściem raz czy dwa razy w roku w marszu albo w paradzie, czy też organizacją i/lub uczestnictwem w jakimś wydarzeniu LGBT. I do tego się sprowadza cały aktywizm takich osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;i już wracamy do terapii, czyli „coming outu”&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak biorąc pod uwagę od (a) do (h), zastanawiam się krytycznie: kto sobie może pozwolić na „coming out”? Czy nie jest tak, że na „coming out” w systemie, w jakim żyjemy, mogą sobie pozwolić osoby „uprzywilejowane” (finansowo, pod względem statusu społecznego i sławy)? I czy nie jest to trochę nie fair, takie natrętne naciskanie na osoby o nienormatywnej orientacji, aby zrobiły „coming out”, podczas gdy nic z tym opresyjnym systemem nie robimy – a czasem się nim nawet konsumpcjonistycznie onanizujemy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jak ma „wyjść z ukrycia” gej, który mieszka na wsi i ma dziewięcioro rodzeństwa? Jak ma „się ujawnić” lesbijka, która jest równocześnie Romką? Jak ma dokonać „coming outu” lesbijka, która ze względu na wiek (ponad 40/50 lat), nie może znaleźć pracy, tkwi w związku małżeńskim z uwagi na dzieci, a jej mąż jest jedynym żywicielem rodziny? Jak „opowiedzieć o sobie”, gdy wiesz, że jak to dojdzie kanałami do szefa czy szefowej, to możesz już za jakiś czas nie mieć umowy o dzieło czy umowy zlecenie na następny miesiąc? I tak dalej, i tym podobne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto ma zatem „wychodzić z ukrycia”, a raczej, kto może sobie pozwolić na „coming out”? Z pewnością mogą sobie na to pozwolić osoby niezależne, z dużego miasta, z klasy średniej albo wyższej, osoby mające środki finansowe na to, aby obracać się w środowisku i bawić na dyskotekach, mające dostęp do nowych technologii i Internetu. Bardziej beneficjenci systemu (jakkolwiek paradoksalne na pierwszy rzut oka może się wydawać używanie wyrazu „beneficjenci” w odniesieniu do przedstawicieli mniejszości seksualnych: choć zanim gej dokona „coming outu”, funkcjonuje społecznie i kulturowo w szablonie „heteroseksualnego, białego mężczyzny-Polaka”); osoby bezkrytycznie grające w grę, którą narzuca system; osoby, które nie są podwójnie czy potrójnie wykluczone; czy też osoby, które ze względu na status społeczny, zasobność finansową lub też „kontakty” w wielkomiejskim świecie nie muszą się zbytnio martwić o swój byt po takim „coming oucie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co z resztą, która nie może sobie w obecnym systemie pozwolić na kliknięcie w taką amerykańską opcję „ponownych narodzin”, wyprodukowaną w duchu indywidualizmu i filozofii purytańskiej, dostępną dla białego geja z klasy średniej?&lt;br /&gt;I taka refleksja: nie wolno od nikogo wymagać bohaterstwa, ale sądzę, że właśnie osoby, które pomimo braku uprzywilejowania „wychodzą z ukrycia”, wykazują się największą odwagą i mają być może większy wpływ na „przeciętnych ludzi” niż „coming outy” gwiazd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wniosek&lt;/span&gt;: gruntowna przebudowa systemu, a nie tylko zainstalowanie w nim prawodawstwa LGBTI („Q” nie, bo Queer takiemu systemowi dziękuje) i rozbrojenie homofobii. Jeśli nie jesteśmy zainteresowani/zainteresowane kompleksową walką z systemem, jeśli nie tworzymy przyjaźniejszych warunków do „coming outu”, to takie zmuszanie ludzi do „wychodzenia z ukrycia” i – jakby nie patrzeć – szantażowanie ich, że jak się nie „ujawnią”, to nie da się zbudować „lepszego świata” dla LGBT,  świadczą po prostu o braku wyobraźni i empatii społecznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4287124705767365975?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4287124705767365975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/puapki-coming-outu.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4287124705767365975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4287124705767365975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/05/puapki-coming-outu.html' title='Pułapki &quot;coming outu&quot;'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6292632024291432207</id><published>2010-04-18T21:42:00.004+02:00</published><updated>2010-04-18T23:36:12.396+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Władza i śmierć</title><content type='html'>Nie ma nic bardziej politycznego niż śmierć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie tylko w tym sensie, że każda władza, sprowadzona do najbardziej podstawowego poziomu, jest władzą nad życiem i śmiercią, które zresztą sama – dość arbitralnie – definiuje. To dlatego takie kwestie, jak kara śmierci, aborcja i, w coraz większym stopniu, eutanazja są i pozostaną w samym centrum współczesnej debaty politycznej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma nic bardziej politycznego niż śmierć. Wiedzą to (nielegalni) terroryści i (legalni) apostołowie wojny, dla których śmierć jest głównym narzędziem uprawiania polityki. Wiedział to Ronald Reagan i jego poplecznicy, kiedy czekali z założonymi rękami, aż AIDS oczyści Amerykę z plugastwa homoseksualizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W książce &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Monstrous and the Dead&lt;/span&gt; Mark Neocleous przekonująco dowodzi, że główne nurty myśli i praktyki politycznej naszych czasów zasadzają się na stosunku żywych do umarłych. Co jesteśmy im winni? Jak są obecni w naszym reżimie politycznym? Co więcej, za myśleniem o umarłych zawsze czai się (zwykle nieuświadomiony) lęk, że być może nie są „tak całkiem umarli”, że mogą powrócić i zagrozić obecnemu porządkowi. (W pewnym horrorze klasy B amerykańscy weterani wojny w Wietnamie zaczynają wracać zza grobu, ponieważ chcą wziąć udział w wyborach i oddać głos za antywojennym kandydatem.) Idąc za tym tokiem rozumowania można wręcz powiedzieć, że nowoczesna polityczność ufundowana jest na lęku przed powrotem umarłych, przed figurą zombie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Negowanie politycznego wymiaru śmierci i związanych z nią obrzędów, przerzucanie śmierci do „ponadpolitycznej” sfery metafizyki (tak łatwe, niemal automatyczne, w polskim kontekście) jest niebezpieczną fikcją, która w istocie służy interesom niektórych uczestników gry politycznej. Wymownym przykładem jest choćby z gruntu polityczna decyzja o miejscu pochówku Lecha Kaczyńskiego, podjęta przy jednoczesnym nawoływaniu o zgodę narodową, jedność i poszanowanie pamięci. Pojawienie się protestów uważam w tej sytuacji za zdrowy przejaw demokracji, wynikający między innymi ze świadomości cynizmu, z jaką władza wykorzystuje kryzys, śmierć czy żałobę po to, by uciszać oddolne głosy i sankcjonować decyzje w żaden sposób nie skonsultowane społecznie. Na tym, co rzekomo niepolityczne, można ugrać naprawdę pokaźny kapitał polityczny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pochówek Lecha Kaczyńskiego na Wawelu jest doskonałym przykładem budowania „narodowego konsensusu” poprzez uciszanie i/lub zagłuszanie głosów opozycji, budowanie nieznoszącego sprzeciwu mitu i sakralizację „bohaterów”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy patrzę na oszałamiające rozmiary uroczystości pogrzebowych pary prezydenckiej, widzę przede wszystkim ogromny, chciałoby się rzec bezwstydny, spektakl władzy, w którym śmierć i stosunek do zmarłych odgrywają kluczową rolę. Widzę zawłaszczanie śmierci przez dyskursy państwowe, narodowe, militarne i kościelne w imię budowania „Symbolicznego Imperium”, za pomocą którego porządek władzy utwierdza i legitymizuje swoją hegemonię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polityka to zaprzeczenie jedności, to efekt różnicy i kontestacji. Większość osób, które zginęły w katastrofie samolotu, była politykami. Negowanie polityczności śmierci – zwłaszcza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ich&lt;/span&gt; śmierci – jest w moim przekonaniu afrontem wobec ich pamięci. Nie ma nic bardziej politycznego niż śmierć. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6292632024291432207?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6292632024291432207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/wadza-i-smierc.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6292632024291432207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6292632024291432207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/wadza-i-smierc.html' title='Władza i śmierć'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8227998952304040844</id><published>2010-04-11T16:19:00.011+02:00</published><updated>2010-04-11T17:09:07.100+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Żałoba nienarodowa</title><content type='html'>Jorge Luis Borges zauważył kiedyś przewrotnie, że nie widzi różnicy między Hiroszimą a ludzkim życiem: „W Hiroszimie cała tragedia przybrała ogromnie skondensowaną postać i dlatego tak rzuca się w oczy. Ale gdy człowiek zwyczajnie żyje, rośnie, zapada na jakąś chorobę i umiera, to też mamy do czynienia z Hiroszimą, tylko rozłożoną na lata.” Porusza nas indywidualny dramat, ale prawdziwą fascynację wzbudza w nas dopiero wielka skala, skondensowana tragedia, makabryczny spektakl unicestwienia. Widowiskowe katastrofy przypominają nam o naszej śmiertelności oraz o absurdalnej przypadkowości istnienia, ale przecież sekretnie cieszymy się, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;my &lt;/span&gt;nadal żyjemy. Przypadkowo i tymczasowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym innym jest śmierć osób bliskich, znanych nam osobiście, a czym innym śmierć luminarzy, zwłaszcza pełniących najważniejsze funkcje państwowe. Intensywność, z jaką „zwykli” ludzie reagują na wczorajszą tragedię spontanicznym płaczem i autentycznym żalem świadczy o tym, jak głęboko utożsamiają się z ideą „Państwa” i „Narodu”, jak silne są quasi-rodzinne więzy produkowane przez dyskursy państwowe i narodowe. Nie dziwi też, że w tak patriarchalnym społeczeństwie śmierć Lecha Kaczyńskiego odbierana jest jako „osierocenie”, śmierć Ojca Narodu. Wiadomo: można być z (urzędowym) ojcem w konflikcie, można go nie lubić, ale kiedy umiera, trauma i tak jest nieunikniona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odruch szoku, żalu, współczucia wydaje się naturalny (chociaż bylibyśmy hipokrytami twierdząc, że śmierć każdej z ofiar wypadku przeżywamy dokładnie tak samo i równie głęboko). Ale ten odruch szybko zostaje przechwycony i zawłaszczony przez oficjalne dyskursy (propagowane i umacniane przez media), które zaczynają dyktować nam, w jaki sposób należy przeżywać żałobę i upamiętniać. Spontaniczna ekspresja żalu niepostrzeżenie zamienia się w zbiorową psychozę, zaczyna się jakieś nieprzyjemne, wzajemne „nakręcanie się”, nasila się presja Wspólnoty i jej rytuałów. Teraz wszyscy musimy płakać. Teraz wszyscy musimy się modlić. Teraz wszyscy musimy się zjednoczyć. A jeśli ktoś śmie nie płakać, natychmiast staje się odszczepieńcem. Złym Człowiekiem, po prostu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skala zbiorowej psychozy jest po wczorajszej katastrofie dużo mniejsza niż ta, której można było doświadczyć 5 lat temu, po śmierci Karola Wojtyły. (Nota bene grupa „Nie płakałam/-em po papieżu” na Facebooku liczy dziś – tylko, albo aż – 1234 członkiń i członków.) To zresztą nieporównywalne wydarzenia: śmierć schorowanego, umęczonego starca siłą rzeczy odbiera się inaczej, niż nagłą śmierć blisko 100 osób, w większości czynnych zawodowo i pełnych energii. Jednak retoryka, która oplata te dwa wydarzenia, wydaje się dość podobna: oto znowu stajemy się Narodem w chwili Wielkiej Próby. Oto znowu musi połączyć nas Jedność Serc. Zawsze tam, gdzie pojawia się Naród, natychmiast jak cień pojawia się męczeństwo. Pojawia się Los, Przeznaczenie, Klątwa („klątwa katyńska”). Zaczyna się budowanie pomników, kamienienie (a może kamieniowanie) pamięci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W efekcie przekaz jest taki, że w „dobrych czasach” możemy się bawić w różne polityczne gierki, w jakieś mało ważne spory światopoglądowe, ale kiedy stajemy w obliczu Traumy i Kryzysu, szybciutko wracamy do sprawdzonych formułek. „W obliczu śmierci ważna jest tylko pamięć i modlitwa” – napisał pewien artysta-graficiarz na murze w moim mieście. Ale czemu modlitwa? Bo modlitwa to wiara, a Dobry Polak musi być wierzący? Bo teraz musimy szybciutko przytulić się do Wielkiej (katolickiej) Wspólnoty, która nas ukoi i pocieszy? A jak poczułyby się te osoby spośród ofiar katastrofy, które były niewierzące i nie życzyłyby sobie modlitwy? „Jak trwoga, to do Boga” – można by podsumować z ironią, posługując się kolejną utartą formułką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.super-nowa.pl/img/180/46772.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 430px; height: 322px;" src="http://www.super-nowa.pl/img/180/46772.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brakuje refleksji nad tym, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jak&lt;/span&gt; pamiętać, jak upamiętniać, a nawet jak przeżywać żałobę, bo przecież sposobów jest wiele. Pamięć publiczna jest jedną z najbardziej zawłaszczanych sfer życia społecznego, jedną z najbardziej zrytualizowanych i zideologizowanych. Kiedy chcemy coś lub kogoś upamiętnić, powinniśmy od razu zadać sobie pytanie, czemu – jakiej idei, jakiej wizji – podporządkowujemy nasze upamiętnienie? W jakich kategoriach decydujemy się dane zdarzenie odczytywać i jak chcemy wpisać je w historię? W czyją historię? Jaki porządek symboliczny utrwalamy poprzez nasze upamiętnienie, a co jednocześnie skazujemy na zapomnienie? Nie ma "niewinnej" pamięci. Tymczasem polska szkoła upamiętniania jest zredukowana niemal wyłącznie do jednego wymiaru: do martyrologii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bowiem Naród żąda krwi. Żąda jednego głosu, jednej żałoby, jednego płaczu. To właśnie mobilizacja i konsolidacja idei Narodu (która w Polsce wydaje się nieodłączna od idei Kościoła) jest najbardziej odczuwalnym efektem podobnych kryzysów. Nie jest łatwo przeżywać traumę i żałobę, opierając się jednocześnie tej wielkiej, zbiorowej, narodowej presji. Rozumiem, że trauma wymaga żałoby, a ta wymaga gestu, manifestacji, zewnętrznej ekspresji; rozumiem potrzebę rytuału, symbolu, spektaklu. I bynajmniej nie jestem przeciwny zbiorowości czy wspólnotowości jako takiej. Ale są takie spektakle, takie wspólnoty, takie historie, w których po prostu nie chcę uczestniczyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem ogłaszam samozwańczo tydzień żałoby nienarodowej. Bez konduktów pogrzebowych, kazań, akademii, pomników i muzeów. Najlepszym upamiętnieniem zmarłych jest taniec życia. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8227998952304040844?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8227998952304040844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/zaoba-nienarodowa.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8227998952304040844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8227998952304040844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/zaoba-nienarodowa.html' title='Żałoba nienarodowa'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-5043294226446289016</id><published>2010-04-01T09:28:00.000+02:00</published><updated>2010-04-01T09:28:42.690+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='satyra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><title type='text'>Jesus he is bleeding</title><content type='html'>Dobre tradycje należy podtrzymywać. Z okazji ubiegłorocznych świąt pozwoliłem sobie zamieścić piosenkę The Tiger Lillies &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/04/okolicznosciowo.html"&gt;"Banging In the Nails"&lt;/a&gt;. W tym roku -- w imię najlepiej pojętej tradycji -- kolejna piosenka tego punk-kabaretowego zespołu, również związana z tematyką wielkanocną. Życzę wszystkim głębokich wzruszeń i udanych świąt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="250" height="40"&gt; &lt;param name="movie" value="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf"&gt;&lt;/param&gt; &lt;param name="wmode" value="window"&gt;&lt;/param&gt; &lt;param name="allowScriptAccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt; &lt;param name="flashvars" value="hostname=cowbell.grooveshark.com&amp;widgetID=20646456&amp;style=metal&amp;p=0"&gt;&lt;/param&gt; &lt;embed src="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf" type="application/x-shockwave-flash" width="250" height="40" flashvars="hostname=cowbell.grooveshark.com&amp;widgetID=20646456&amp;style=metal&amp;p=0" allowScriptAccess="always" wmode="window"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bleeding&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesus he is bleeding bleeding holy wine&lt;br /&gt;All the thieves and vagabonds drink him in a line&lt;br /&gt;Jesus he is screaming Jesus is alone&lt;br /&gt;Then all the thieves and vagabonds are drunk and going home&lt;br /&gt;Jesus asks his father hast thou forsaken me&lt;br /&gt;The thieves and vagabonds say the drinks are all on me&lt;br /&gt;Jesus he is bleeding holy wine waiting for his father to give him a sign&lt;br /&gt;Jesus he is bleeding bleeding all the time&lt;br /&gt;Jesus he is bleeding Jesus all the time &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-5043294226446289016?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/5043294226446289016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/jesus-he-is-bleeding.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5043294226446289016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5043294226446289016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/04/jesus-he-is-bleeding.html' title='Jesus he is bleeding'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-2225915738305810998</id><published>2010-03-23T17:53:00.009+01:00</published><updated>2012-01-04T02:07:01.850+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><title type='text'>O dawaniu ciała</title><content type='html'>&lt;iframe width="480" height="360" src="http://www.youtube.com/embed/VZNosU_Z_Tw" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Końcowy motyw wielu reklam produktów marki Wella – piękne, farbowane włosy z firmową metką – może posłużyć jako okazja do zastanowienia się, kto uzurpuje sobie prawo do posiadania i kontrolowania naszych ciał. Z całą pewnością jednym z głównych graczy w tej konkurencji są dziś wielkie korporacje, nie tylko kosmetyczne. Niektóre starają się skolonizować poszczególne części ciała (włosy firmy X, piersi firmy Y, skóra firmy Z itd.), inne próbują odebrać nam ciało w całości, np. promując „zdrowy tryb życia” i podpierając się przy tym wiedzą i władzą rozlicznych ekspertów. Reklama Welli nie pozostawia złudzeń: twoje włosy przestają być twoje, stają się produktem firmy i bezpłatną reklamą marki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie o posiadanie i kontrolowanie ciał jest, nie bez powodu, jednym z głównych obszarów zainteresowania teorii i praktyki feministycznej. Ostatnio, na przykład, słuszne oburzenie wywołało hasło kampanii Opolskiego Centrum Onkologii, „Piersi moich pracownic kontroluję sam”. Nawet jeśli pobudki kampanii były szlachetne, retoryka tego hasła – zakładająca, że szefem jest zawsze mężczyzna, a jego rolą jest kontrolowanie ciał swoich pracownic – jest w oczywisty sposób nie do przyjęcia. Innym wymownym przykładem jest spór wokół aborcji: chodzi w nim nie tylko przecież o kwestię dopuszczalności przerywania ciąży, ale szerzej o zasadę, zgodnie z którą państwo, poprzez swoje prawodawstwo, ubezwłasnowolnia kobiety i pozbawia je cielesnej suwerenności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciała męskie również podlegają zawłaszczeniu, zarówno przez rekiny wolnego rynku, jak i przez reżim państwowy. Klasycznym przykładem jest ciało żołnierza – kontrolowane, tresowane, zmuszane do posłuszeństwa i w razie potrzeby narażane na śmierć. Ciała żołnierzy (a także innych funkcjonariuszy państwowych) tracą swoją autonomiczność i stają się (niemal mistycznym) narzędziem w rękach Lewiatana (przepraszam za tę dziwaczną metaforę). Można by rzec, że gdy policyjna pałka zostawia na ciele czerwone pręgi, są to niemal stygmaty, widomy ślad bezpośredniego kontaktu z Wielka Abstrakcją zwaną Państwem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S6j-VYbZZzI/AAAAAAAAAGE/uOhymQ75gIE/s1600-h/Beau+travail.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 248px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S6j-VYbZZzI/AAAAAAAAAGE/uOhymQ75gIE/s400/Beau+travail.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451886992220055346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kadr z filmu Beau Travail&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Inną, szeroko akceptowaną formą zawłaszczania ciała – tym razem w odpowiedzi na „realia ekonomiczne” tworzone zarówno przez rynek, jak i państwo – jest zmuszanie ogromnej rzeszy pracowników płci wszelakiej do codziennego używania ciała zgodnie z wymogami pracodawców i prawodawców. Choć kontrakt z konkretnym pracodawcą wydaje się „dobrowolny”, sam przymus pracy wydaje się zasadą powszechną i nienaruszalną, pomimo strukturalnej w kapitalizmie konieczności istnienia bezrobocia. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że w kręgu oddziaływania mitu judeochrześcijańskiego najbardziej fundamentalnym uzasadnieniem obowiązku pracy jest konieczność „odkupienia” naszej pierworodnej winy, owego pragrzechu, który wygnał nas z raju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są wreszcie „normy społeczno-kulturowe” – te kontrolują nasze ciała w sposób najmniej dla nas widoczny; oto przykład działania władzy na poziomie mikro, na poziomie molekularnym. Te mechanizmy kontroli nie wymagają stałego nadzoru ani obszernych regulacji prawnych, ponieważ siłą nawyku nasze ciała kontrolują się same. Tego rodzaju kontroli często nie odczuwamy jako narzuconej z zewnątrz; wręcz przeciwnie, jej perwersyjna skuteczność wynika właśnie z jej głębokiej internalizacji, z poczucia, że jest spontanicznym, idącym z samych trzewi, odruchem naszego autentycznego „ja”. Tak jak Ludwik XIV utożsamił się niegdyś z państwem, tak współczesny podmiot mógłby o sobie powiedzieć: „Norma to ja!” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłoby się wydawać, że piszę to w imię liberalnej filozofii, która zakłada istnienie w pełni suwerennych jednostek „zarządzających” swobodnie swoimi ciałami jako własnością prywatną. Tymczasem w moim przekonaniu ciała są tyleż prywatne, co „publiczne”, a cielesność (choć jednostkowości nie wyklucza) jest nade wszystko jednym z żywiołów tego, co społeczne. (Ciąża jest stanem, który poważnie zagraża tej dominującej, męskiej ekonomii pojedynczości i posiadania: ciało kobiety w ciąży jest zawieszone pomiędzy jednostkowością a podwójnością, jest ciałem rozdwojonym i niejednoznacznym.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem moje ciało nie jest i nigdy nie może być w pełni, autonomicznie, wyłącznie moje, a skoro tak, to zawsze jest narażone na „wrogie przejęcie” przez rozmaite siły.* Jednak teza o „niepełnej suwerenności” naszych ciał nie oznacza bynajmniej, że powinniśmy godzić się na ich zawłaszczanie przez owych samozwańczych namiestników samego Losu, egzekutorów Przeznaczenia: Państwo, Rynek i Normę. Nawet jeśli w nieunikniony sposób musimy nasze ciała nieustannie oddawać Innemu, dzielić je z Innym**, to przecież możemy i musimy wymykać się – na ile tylko potrafimy – uzurpacjom Losu, tym wszystkim mikro- i makromechanizmom, które czynią z nas i naszych ciał funkcjonariuszy trwałych struktur, zakładników utowarowienia i agentów wyuczonej spontaniczności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--------------&lt;br /&gt;* Jeśli „moje” ciało nie może być w pełni „moje”, to może należałoby rozważyć tezę, iż „nasze” ciała mogą mimo wszystko być „nasze”? Co zyskujemy poprzez to gramatyczne zwielokrotnienie? Odruchowo zinterpretujemy je jako proste zsumowanie odrębnych jednostek, z których każda obdarzona jest pojedynczym ciałem. Ale ta mnogość może wskazywać na niemożność prostego, jednoznacznego skorelowania pojedynczego ciała z pojedynczą osobą; granice mogą okazać się porowate i nieszczelne, a liczby całkowite mogą niespodziewanie ustąpić miejsca fundamentalnej niewymierności i niepoliczalności. Ile ciał posiadam? Ilu posiadaczy ma to ciało? W jakim sensie – i czy w ogóle – można ciało „posiadać”? Oto pytania, które czają się niebezpiecznie w tle tej pozornie niewinnej gramatycznej pluralizacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;** Napisawszy to, zdałem sobie sprawę z totalizującego charakteru tej pojedynczości Innego, pisanego w dodatku z dużej litery. Za tym wyabstrahowanym Innym czai się, jak sądzę, widmo Państwa, Rynku, Normy. Należałoby raczej mówić o oddawaniu ciała &lt;span style="font-style:italic;"&gt;innym&lt;/span&gt;, o dzieleniu go (albo: się nim) z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;innymi&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-2225915738305810998?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/2225915738305810998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/o-dawaniu-ciaa.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2225915738305810998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2225915738305810998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/o-dawaniu-ciaa.html' title='O dawaniu ciała'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/VZNosU_Z_Tw/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4712084963347245234</id><published>2010-03-12T21:55:00.009+01:00</published><updated>2010-03-12T22:54:19.039+01:00</updated><title type='text'>Autoblografia</title><content type='html'>Nie cierpię rocznic, podsumowań, sprawozdań. Ale zrobię &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/pochwaa-wyjatku.html"&gt;wyjątek&lt;/a&gt;. Oto mija pierwszy rok istnienia tego dziwnego bloga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5qrruV5BtI/AAAAAAAAAFk/xfNvasiYPcc/s1600-h/wyszukiwarki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 226px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5qrruV5BtI/AAAAAAAAAFk/xfNvasiYPcc/s400/wyszukiwarki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447855466920609490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Asumptem do jego powstania było między innymi poczucie ubóstwa polskiej ideosfery. To nie znaczy bynajmniej, że nie pojawiają się w Polsce idee świeże, ciekawe, ożywcze; po prostu w dalszym ciągu jest ich zbyt mało, żeby mogły osiągnąć masę krytyczną zdolną otworzyć prawdziwie nowe horyzonty i „przeorać” umysły naszych ukochanych rodaków płci dowolnej. Jest sporo racji w tych głosach, które oskarżają akademickie elity o zbijanie kapitału kulturowego na modnych „nowoczesnych” teoriach przy jednoczesnym obwarowywaniu się w Świątyni Wiedzy i okazjonalnym głoszeniu kazań dla ciemnego ludu. Tymczasem nawet wśród owych elit (choć używam tego określenia niechętnie, słysząc w nim echa zjadliwości Jarosława Kaczyńskiego lub świętego moralnego oburzenia Marka Migalskiego) zrozumienie głoszonych teorii często sięga niewiele głębiej niż grubość naskórka. Z całą pewnością nowe idee potrzebują trochę czasu, żeby się wchłonąć, przegryźć, ale niezbędna jest do tego również własna, aktywna praca i realne zaangażowanie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem powraca moda na antyintelektualizm, na „stare sprawdzone metody” myślenia i działania – i to również jest, z mojego punktu widzenia, zjawisko niepokojące, choć być może na tym etapie historycznym nieuniknione. Ideowe „rewolucje” ostatnich dekad rzeczywiście zdominował swego rodzaju sceptycyzm, który z dzisiejszej perspektywy może wydawać się jałowy i niezbyt zachęcający do prób realnego wpływania na rzeczywistość społeczną. Taką diagnozę stawia np. spora część odradzającej się „ideowej” lewicy, która oskarża lewicowość ostatnich dziesięcioleci o kapitulację przed (rzekomo zdominowaną przez liberalizm) perspektywę „kulturową”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5qr9whW0cI/AAAAAAAAAFs/LQ3eAwc5d1g/s1600-h/mapa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 360px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5qr9whW0cI/AAAAAAAAAFs/LQ3eAwc5d1g/s400/mapa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447855776743215554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W żadnym wypadku nie uważamy się za twórców jakichś głęboko oryginalnych idei! W ogóle kategoria „oryginalności” jest wielce podejrzana: myślenie jest zawsze w ogromnej mierze kolektywne, czy się do tego chcemy/umiemy przyznać, czy nie. W naszym przypadku już sama idea „dwugłosu” wskazuje na tę kolektywność. Tak, to prawda, że pod względem ilościowym jeden głos przeważa na razie nad drugim, ale i tak blog pozostaje dwugłosowy, a nawet wielogłosowy, jeśli uwzględnić jeszcze wszystkie te głosy, które przemawiają przez autorów bloga. Dziś już chyba mało kto wierzy w romantyczną koncepcję autora-stwórcy; dzisiaj autor to przede wszystkim mediator, pośrednik – jakkolwiek niepozbawiony pewnej mocy sprawczej i pewnego „stylu”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy za kolektywizacją i demokratyzacją produkcji idei. Naszym celem jest - jak można przeczytać obok - „hodowla i krzewienie idei”, otwieranie nowych kierunków i parametrów myślenia. Niezmiernie cieszy nas każdy mniej lub bardziej  przypadkowy czytelnik, każda mniej lub bardziej przypadkowa czytelniczka. Nie uda nam się raczej stworzyć stałego grona odbiorców i odbiorczyń: nasze teksty są zbyt różnorodne, a niekiedy zbyt idiosynkratyczne, żebyśmy mogli na to liczyć. Wierzymy jednak, że idee są zaraźliwe i jako takie mają zdolność niekontrolowanego rozprzestrzeniania się, mutowania, modyfikowania rzeczywistości. I na to akurat, w swojej naiwności, liczymy. &lt;br /&gt;(t – z poprawkami i przy aprobacie r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4712084963347245234?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4712084963347245234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/autoblografia.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4712084963347245234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4712084963347245234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/autoblografia.html' title='Autoblografia'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5qrruV5BtI/AAAAAAAAAFk/xfNvasiYPcc/s72-c/wyszukiwarki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8892093849695871191</id><published>2010-03-06T11:01:00.008+01:00</published><updated>2010-03-06T11:41:43.457+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuka'/><title type='text'>Naga prawda</title><content type='html'>O prawdzie myślimy najczęściej, że należy ją odkryć. A więc prawdę pojmujemy jako to, co ukryte, zasłonięte, co czeka na odkrycie, na obnażenie – naszym oczom ukaże się wówczas „naga prawda”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieją zatem nieprzezroczyste warstwy, które należy zerwać, usunąć, rozedrzeć, żeby dotrzeć do prawdy. Dobrej metafory dostarcza archeologia: prawda o przeszłości leży ukryta pod warstwami ziemi, trzeba ją tylko odkopać. Pochodną tej metafory jest podejście, jakie na setki lat przyjęła zachodnia nauka: bardziej skomplikowane struktury, które widzimy „na powierzchni”, skrywają jakąś prawdę, do której należy dotrzeć, np. rozbijając atom. To też swego rodzaju archeologia. Dodajmy przy okazji, że dotarcie do poziomu kwantowego zachwiało wiarą naukowców w proste „tak” i „nie”, przesuwając ontologiczny punkt widzenia w stronę wiecznego „być może”, w stronę ziemi niczyjej pomiędzy zadufaniem „tak” i arogancją „nie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką koncepcję prawdy można nazwać apokaliptyczną – w końcu „apokalipsa” to dosłownie podniesienie kurtyny, odsłonięcie. A zatem prawda okazuje się nierozerwalnie związania z ideą „końca świata”, z kosmiczną katastrofą: na końcu drogi czeka nas prawda, ale też: docierając do prawdy, docieramy do krańca rzeczy. Próbujemy w ten sposób uciec od historii, od nieustannego dziania się; dążąc do tak rozumianej prawdy, próbujemy raczej dotrzeć do końca historii. Koniec i prawda stają się niemalże synonimami (nie bez powodu śmierć kojarzy się często z chwilą „odkrycia prawdy”). A zatem jest to ekonomia prawdy własną wewnętrzną logiką dążąca do (samo)zagłady, do (samo)unicestwienia. Prawda to w istocie Wielkie Nic ukryte za welonem istnienia. (To nie przypadek, że rozbicie atomu doprowadziło w krótkim czasie do budowy potencjału nuklearnego zdolnego unicestwić całą planetę. Nauka to taniec z Wielkim Nic.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodajmy (bo lubimy dodawać), że jest to bez wątpienia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;męska &lt;/span&gt;ekonomia prawdy: podmiotem poznającym jest mężczyzna, podczas gdy natura &lt;span style="font-style:italic;"&gt;vel &lt;/span&gt;kobieta jest tym właśnie, co (się) zasłania. W konsekwencji kobieta skojarzona jest również z nicością: albo sama nie istnieje, albo grozi unicestwieniem męskiemu podmiotowi poznania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5Isu6t-vKI/AAAAAAAAAFM/A4Y8FJSQk9Y/s1600-h/Nature+Unveiling+Herself+Before+Science.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 280px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5Isu6t-vKI/AAAAAAAAAFM/A4Y8FJSQk9Y/s320/Nature+Unveiling+Herself+Before+Science.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445464083992067234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Natura obnażająca się przed Nauką  (Louis-Ernest Barrias, 1899)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli prawda wiąże się ściśle z zakończeniem, to zapewne wiąże się także z początkiem. I rzeczywiście, powiada się nam, że na skutek nieposłuszeństwa Adam i Ewa dostrzegli prawdę o swojej nagości.  Paradoksalnie, prawda, której metaforą staje się ich nagość, musi zostać natychmiast przykryta w imię „przyzwoitości”. (Nie bez powodu nagość często funkcjonowała w sztuce chrześcijańskiej jako symbol czystości i zbawienia, powrotu do oryginalnej czystości i jako taka była zawsze obficie obecna w przedstawieniach Sądu Ostatecznego.) Skoro więc historia zaczyna się od gestu zasłonięcia, od zasunięcia kurtyny, to jej logicznym zakończeniem musi być Wielka Odsłona, Wchechobnażenie, Apokalipsa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje oczywiście pytanie, jak dokładnie rozumieć fakt, że ci mityczni prarodzice nagle dostrzegli swoją nagość. Czy była ona (wstydliwą) prawdą, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;zanim &lt;/span&gt;ją dostrzegli? Czy ich brak wstydu był zwykłą ignorancją, podczas gdy Stwórca dostrzegał „prawdziwą naturę” ich nagości i ukrywał ją przed ludźmi? Czy raczej nagość (jako stan nacechowany moralnie) zaistniała dopiero jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;efekt &lt;/span&gt;tej nagłej wiedzy, którą zyskali po zjedzeniu zakazanego owocu? Czy kategoria nagości istniała „obiektywnie” już wcześniej i wymagała jedynie odkrycia, czy też moment odkrycia był &lt;span style="font-style:italic;"&gt;de facto&lt;/span&gt; momentem jej powstania? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schizofreniczne podejście do nagości w kulturze zachodniej jest efektem tego mitu założycielskiego: nagość jest z jednej strony „nieprzyzwoita” i domaga się przykrycia, ale przecież z drugiej strony jest metaforą prawdy, a prawdę należy odkryć. Bywa zatem zarówno metaforą zepsucia i wyuzdania, jak i metaforą czystości i niewinności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką apokaliptyczną wizję prawdy w dużej mierze przejęła również psychoanaliza, w której wszystko lub prawie wszystko ma swoje głębsze, ukryte znaczenie. (To niemal parodia Platońskiej koncepcji świata idealnego: w psychoanalizie to, co „tutaj”, na wierzchu, jest tylko zniekształconym odbiciem tego, co „tam”, w nieświadomości.) I tak np. w słynnym Freudowskim opisie przypadku Schrebera jego utożsamienie się z kobietą tłumaczone jest poprzez ukryty homoseksualizm. Ale właściwie dlaczego nie przyjąć wyznania Scherbera „tak jak stoi napisane”: dlaczego nie uznać, że po prostu pragnie być kobietą? Jaką magiczną moc wyjaśniającą ma nazwanie jego stanu wypartym homoseksualizmem? Jaką „ukrytą” prawdę obiecuje nam taka diagnoza? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To sytuacja podobna trochę do tej, w której ktoś na pytanie o hasło, odpowiada „zgadnij”. Można to odczytać jako imperatyw i próbować hasło odgadnąć, co oczywiście graniczy z niemożliwym. Ale kto wie, może hasło brzmi właśnie tak: zgadnij. Podobnie ma się rzecz ze skradzionym listem ze słynnego opowiadania Edgara Allana Poe: prawda (jest tym, co) leży na wierzchu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zatem odejść od eschatologicznego myślenia o prawdzie? Jak uwolnić ją od widma apokalipsy? Wracając do modelu archeologicznego, można powiedzieć, że przecież nie ma jednej ostatecznej prawdy „na dnie ziemi”, że przecież każda warstwa jest swoją prawdą i niczego nie ukrywa. Która warstwa ma prawo uzurpować sobie miano „dna ziemi”? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że dobrym punktem wyjścia może być pytanie o prawdę sztuki (albo: o status prawdy w sztuce). Dla osób przywiązanych do wąsko rozumianego „realizmu” w sztuce odpowiedź wydaje się prosta: sztuka jest „prawdziwa” o tyle, o ile odpowiada naszemu oglądowi rzeczywistości, potwierdza ten ogląd, niosąc czytelny przekaz. Ale nawet najbardziej zatwardziały realizm w sztuce wymyka się tej logice, ponieważ prędzej czy później każdy „realizm” obnaża swój umowny, sztuczny charakter jako zbiór pewnych konwencji. (Można powiedzieć, że postulowana przez realizm „naga prawda” o rzeczywistości okazuje się po prostu jej kolejnym strojem.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5IsLudfnZI/AAAAAAAAAFE/XfC9YNnL3PQ/s1600-h/tunick5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 254px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5IsLudfnZI/AAAAAAAAAFE/XfC9YNnL3PQ/s320/tunick5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445463479406271890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spencer Tunick, Düsseldorf (Museum Kunst Palast) 2006&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaką prawdę tworzy sztuka, skoro nie pochodzi „od natury”, tylko jest „sztucznym tworem” ludzkiej ręki i wyobraźni? Czy to rozróżnienie w ogóle ma sens? Jaką prawdę przedstawia fikcja literacka? (Już samo to pytanie wydaje się paradoksalne, a przecież oczywiste.) Jaką prawdę niesie sztuka abstrakcyjna? Sztuka wymyka się istniejącym „w realnym życiu” reżimom prawdy, a reguły weryfikacji tworzonej przez nią prawdy nigdy nie są z góry ustalone, muszą ustanawiać się od nowa za każdym razem, gdy powstaje nowe dzieło sztuki. Sztuka niczego nie odkrywa, wręcz przeciwnie: w pewnym sensie tworzy dodatkowe zasłony. Dlatego właśnie wytresowani w eschatologicznym pojmowaniu prawdy tak często postrzegamy sztukę jako dziedzinę oderwaną od „prawdziwego życia”. A tymczasem należałoby traktować sztukę właśnie jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;miejsce prawdy&lt;/span&gt; i z tego miejsca budować ogólniejsze pojęcie prawdy, wolne od widma (samo)unicestwienia. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8892093849695871191?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8892093849695871191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/naga-prawda.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8892093849695871191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8892093849695871191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/03/naga-prawda.html' title='Naga prawda'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S5Isu6t-vKI/AAAAAAAAAFM/A4Y8FJSQk9Y/s72-c/Nature+Unveiling+Herself+Before+Science.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1175020549607296119</id><published>2010-02-27T21:14:00.007+01:00</published><updated>2010-03-02T15:43:20.434+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><title type='text'>O wyzwoleniu, być może</title><content type='html'>Znana jest niechęć Michela Foucaulta do idei wyzwolenia i emancypacji. Jej bliźniakiem jest idea represji; obydwa pojęcia – zdaniem Foucaulta – są już efektem pewnego dyskursu, pewnej konfiguracji władzy i jako takie nie dają szansy na skuteczną kontestację tejże władzy. Wręcz przeciwnie, raczej działają na jej korzyść, utwierdzają ją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale idea wyzwolenia nie da się tak łatwo zbyć, zwłaszcza w obecnym paradygmacie politycznym, obowiązującym z grubsza od czasów Oświecenia. Nie wierzę w wyzwolenie rozumiane jako krypto-chrześcijańskie zbawienie ku „ostatecznej” prawdzie (do kwestii prawdy jeszcze powrócę w jednym z kolejnych postów). Natomiast bardzo cenię sobie moment wyzwolenia jako moment uwolnienia pewnej energii. Euforia wyzwolenia ma ogromny twórczy potencjał i dlatego warto do wyzwolenia dążyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie uważam, że w pewnym sensie wyzwolenia nie ma i być nie może. Można na to patrzeć pozytywnie albo negatywnie. Negatywnie – bo to oznacza, że nie ma transcendentnego stanu, który mógłby zapewnić nam trwałą szczęśliwość; w pewnym sensie po każdym wyzwoleniu przychodzi świadomość kolejnego „zniewolenia”. Ale patrząc pozytywnie, można powiedzieć, że właściwie wyzwolenie nie jest nam do niczego potrzebne, bo wszystko jest już nam dane. Mamy wszystko, czego potrzebujemy (a przynajmniej wszystko, co możemy mieć), żeby praktykować wolność; tak zresztą można rozumieć późnego Foucaulta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przykład ciało: można oczywiście stworzyć sobie psychoanalityczną narrację, w której ciało, wraz ze swoimi popędami, jest zniewolone, stłamszone, wytresowane przez cywilizację – a więc niejako „okradzione ze swojej prawdy”. Ale można też uznać, że wszystko, co możemy mieć, już mamy: mamy ciało i jego potrzeby, popędy i doznania; pomimo nieuniknionych ograniczeń, mamy wolność „używania” tego ciała w ten czy inny sposób (choć oczywiście możemy i powinniśmy pracować nad poszerzeniem tej wolności, możemy „igrać” z ograniczeniami). Nic nie trzeba odkrywać ani wyzwalać, bo już jesteśmy wyzwoleni na tyle, na ile możemy być wyzwoleni – a przynajmniej mamy wszelkie narzędzia, żeby to „wyzwolenie” czy tę wolność realizować. „Wolność jest w nas”, jak mawiają niektórzy; reszta to już kwestia odwagi i wyobraźni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gra w wyzwolenie” ma pozytywne strony, ponieważ może uwolnić energię, którą jednak i tak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;już mamy&lt;/span&gt;. Być może należałoby wyobrazić sobie politykę (także politykę ciała) jako nieustanne poruszanie się pomiędzy imperatywem wyzwolenia (narzucanym nam przez nowoczesny dyskurs polityczny), a praktykowaniem wolności, tu i teraz, bez warunków wstępnych i bez oczekiwania na „zbawienie”. Mrzonką jest zarówno nostalgiczny postulat powrotu do ciała „sprzed zniewolenia”, jak i mesjanistyczna utopia wyzwolenia/zbawienia ciała spod kształtujących je historycznych sił i oddziaływań. Nie oznacza to wcale, że nie istnieją realne siły opresji; oznacza tyle, że od jednej konfiguracji władzy nie ma ucieczki, jak tylko w inną konfigurację władzy. I to nie musi być wcale zła wiadomość. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1175020549607296119?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1175020549607296119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/o-wyzwoleniu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1175020549607296119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1175020549607296119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/o-wyzwoleniu.html' title='O wyzwoleniu, być może'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6569633103372223262</id><published>2010-02-22T10:39:00.006+01:00</published><updated>2011-06-19T11:56:32.900+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Homonormatywność</title><content type='html'>Cały artykuł pt. "Lewica, równość, solidarność. Spór o wartości i strategie" ukazał się na &lt;a href="http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=839"&gt;Feminotece&lt;/a&gt;. Na blogu zamieszczam jego część dotyczącą homonormatywności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Homonormatywność&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że wielu „ortodoksyjnie marksistowskich”, jak i „ortodoksyjnie socjalistycznych” działaczy oraz anarchistów „zafiksowanych” na aspekcie materialno-gospodarczym traktuje ruchy „nowej lewicy”, w tym feminizm i LGBTQIA (ruchy wolnościowe i równościowe rozwijające się od lat 60. XX wieku), jednowymiarowo jako bękarty neoliberalnego kapitalizmu. Które raczej wzmacniają status quo, aniżeli go podważają. Jest to zdumiewające, tym bardziej, że przecież oczywiste musi być to, że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;nie ma jednolitego ruchu: w jego obrębie zawsze są pęknięcia, powstają reakcje&lt;/span&gt;. I jak klasyczna polityka tożsamościowa tworzy pewien określony podmiot gejowski, tożsamość gejowską (wykluczając to, co się w niej nie mieści), tak (powstała w reakcji na nią) &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;polityka i etyka „queer”&lt;/span&gt;, polityka i etyka odmieńcow, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;wklucza&lt;/span&gt;, jak pisze Mizielińska, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„wszystkich buntujących się przeciwko normalizującym zachowaniom, odrzucającym społeczne etykietowanie i hierarchizowanie zachowań seksualnych”&lt;/span&gt;. Również ustawia się w opozycji do kapitalistyczno-normatywnych ciągot mainstreamowego ruchu gejowsko-lesbijskiego, którego celem – o czym mówiłem we Wrocławiu podczas 7. Festiwalu Przeciw Wykluczeniom „Lesbijki, geje i przyjaciele” – jest zdobywanie przyczółków heteronormatywnego i kapitalistycznego porządku; gdzie sukces ruchu GL ma być mierzony udziałem w każdym symbolu dominującego porządku. To jest tak zwana &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„homonormatywność”, czyli wpasowywanie się w dominujące szablony i struktury, bezrefleksyjne i bezkrytyczne podążanie za „nowymi trendami” (konsumpcjonistycznymi), dawanie się prowadzić neoliberalnemu konsumeryzmowi za rączkę&lt;/span&gt;. To właśnie homonormatywność współczesnej „tożsamości gejowskiej” krytykuje Jarosław Pietrzak w &lt;a href="http://lewica.pl/index.php?id=20807"&gt;„Ciesz się swoją fiksacją!”&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polemizowałbym jednak z Pietrzakiem, kiedy pisze, że film „Milk” pokazuje nam (nostalgicznie) kulturę gejowską, jaką ona już od dawna nie jest i że „choć już nas nie pałują, nie tylko nie odnieśliśmy zwycięstwa, ale wręcz ponieśliśmy klęskę, bo daliśmy swą tożsamość zaciągnąć na służbę systemu, który jest nie do przyjęcia”. Zgadzam się z Pietrzakiem, że „tożsamość (gejowska) została zaciągnięta na służbę systemu, który jest nie do przyjęcia”. Zgadzam się, że klęską jest fakt, że kolejny wolnościowy ruch społeczny stał się błyszczącą zabawką w rękach kapitalistyczno-normatywnego systemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam jednak taką refleksję: emancypacyjny ruch gejowski chciał takich samych praw, co osoby heteroseksualne, w ramach istniejącego systemu, który tymczasem dryfował już w kierunku siermiężnego neoliberalizmu. Wpisywał się więc w status quo tamtej rzeczywistości, w jej struktury społeczno-prawne i porządek kulturowy. Była to polityka i praktyka mocno osadzone w konkretnych warunkach społeczno-kulturowych i klimacie politycznym: amerykańska, lokalna polityka wolnościowego ruchu gejowskiego. W konkretnym „tam i wtedy”. Nostalgia za „kulturą gejowską, jaką ona już od dawna nie jest” jest jakby &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;nostalgią za ahistorycznym i akulturowym fantazmatem poprawnego „gejostwa”&lt;/span&gt;. A takiego czegoś nie ma. Są tylko lokalne polityki tożsamościowe, w olbrzymim stopniu uzależnione i dostosowane do realiów społecznych i kulturowych danego społeczeństwa i danej „historycznej teraźniejszości”. Poza tym, jeśli dobrze odrobiliśmy i odrobiłyśmy lekcję z postmodernizmu (myślenie krytyczne!), wiemy, że obliczona na konkretne rezultaty polityczno-społeczne emancypacyjna polityka tożsamościowa i esencjalistyczno-etniczne modele „geja” i „lesbijki”, jakie forsowała, nie były projektami krytycznymi, bo – gdy spojrzymy na to, jak się potoczyły – działały (i działają) wykluczająco i normatywizująco. I choć mainstreamową, dominującą kulturę gejowską zabiegi konsumeryzmu i dyscyplina neoliberalnego indywidualizmu wypłukały z empatii i szerszej solidarności społecznej, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;istnieją przecież organizacje i prężne środowiska (aktywistyczno-naukowe) odmieńców, zorganizowane w opozycji do tej homonormatywnej „gay culture” i „gay identity”. Odmieńców, które i którzy dostrzegają współzależność i równoległe występowanie różnych systemów i instytucji opresji (instytucja kapitału, patriarchat, heteronorma, instytucja płci, instytucja małżeństwa, binaryzm, etnocentryzm, rasizm, instytucja orientacji seksualnej, instytucja monogamii, itp.) i prowadzą politykę i praktykę, w której sprzeciwiają się tym wszystkim systemom i instytucjom.&lt;/span&gt; W Polsce mamy choćby krakowską Miłość Bez Granic czy warszawską UFĘ. Tak więc, można powiedzieć, że nie wszystkie osoby nieheteroseksualne „dały się zaciągnąć na służbę systemu, który jest nie do przyjęcia”. Ruch oporu trwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6569633103372223262?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6569633103372223262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/cay-artyku-pt.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6569633103372223262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6569633103372223262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/cay-artyku-pt.html' title='Homonormatywność'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3552700569748543925</id><published>2010-02-16T00:13:00.006+01:00</published><updated>2010-03-02T15:06:57.740+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Flaki się przewracają</title><content type='html'>Z góry przepraszam za to wyznanie, ale flaki mi się przewracają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że reklamy drażnią wszystkich, albo prawie wszystkich. I nie oczekuję od ich twórców pogłębionej refleksji etycznej, ani szczególnej wiedzy historycznej. W ogóle unikam telewizji i reklam jak ognia, ale niestety czasem coś się przez ten firewall przedrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Irytacja to jedno, ale są dwie reklamy (i zapewne wiele innych opartych na podobnym pomyśle, jednak szczęśliwie mi nieznanych), które budzą we mnie instynkty niemal mordercze. Są to reklamy luksusowych samochodów – marek oczywiście nie podam – w których wykorzystano legendarne piosenki czarnych wykonawców: „What a Wonderful World” Louisa Armstronga i „Ain’t Got No … I Got Life” Niny Simone. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obydwie piosenki mają bardzo pozytywne przesłanie, są wyrazem ogromnej radości życia. Obydwie są owocem kultury czarnoskórych Amerykanów, którzy przeszli piekło niewolnictwa, lynchów, segregacji, skrajnego ubóstwa i niezliczonych przejawów rasizmu – a mimo to potrafili nie dać się zamknąć w roli ofiary, umieli afirmować życie. Tekst piosenki Niny Simone jest pod tym względem niezwykle wymowny: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ain't got no home, ain't got no shoes&lt;br /&gt;Ain't got no money, ain't got no class&lt;br /&gt;Ain't got no skirts, ain't got no sweater… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta smutna wyliczanka idzie dalej, ale kończy się pozytywnym przesłaniem: „I got life, I got my freedom!” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E4mbLt2aEMk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E4mbLt2aEMk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy to przesłanie zestawi się z widokiem – o ironio! – wypasionego auta, prowadzonego przez równie wypasionego i uśmiechniętego przedstawiciela klasy średniej, to flaki się przewracają. Przynajmniej mnie. Wielka pochwała życia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;na przekór&lt;/span&gt; przeciwnościom losu zostaje zamieniona na kapitalistyczną obietnicę szczęścia przez nabywanie luksusowych towarów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to taki rodzaj kulturowego zawłaszczenia, który jest etycznie nie do przyjęcia. To tak, jakby &lt;a href="http://pl.auschwitz.org.pl/m/index.php?option=com_content&amp;task=view&amp;id=1129&amp;Itemid=12"&gt;„Bajkę o przygodach czarnego kurczątka”&lt;/a&gt; (czyli jedną z bajek powstałych w Auschwitz) wykorzystano, za przeproszeniem, w reklamie pasztetu drobiowego. Nawet jeśli współczesna kultura jest kulturą miksowania, coverowania, samplowania, gry z zastanymi znaczeniami itp., to jednak całkowite wypranie niektórych tekstów kulturowych z ich historycznego kontekstu jest po prostu obrzydliwe – zwłaszcza wtedy, kiedy służy interesom wypasionych korporacji i luksusowych marek. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3552700569748543925?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3552700569748543925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/flaki-sie-przewracaja.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3552700569748543925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3552700569748543925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/flaki-sie-przewracaja.html' title='Flaki się przewracają'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3344427599390967763</id><published>2010-02-07T17:49:00.008+01:00</published><updated>2011-06-19T11:56:57.366+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>LGBTQIA</title><content type='html'>Na początku byli geje i lesbijki. To oczywiście nieprawda, ale ponieważ każdą historię wypada zacząć od wyznaczenia jakiegoś umownego punktu wyjścia, dla (po)nowoczesnych reżimów seksualności za początek można równie dobrze uznać ukonstytuowanie się tych dwóch kategorii tożsamościowych,  w opozycji do uznawanej za standard heteroseksualności. (Choć w rzeczywistości termin „heteroseksualizm” powstał później niż „homoseksualizm” – a więc na początku i tak były osoby homoseksualne.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biseksualizm mógłby potencjalnie zachwiać tymi binarnymi rozróżnieniami (homo-hetero, gej-les), ale tak się nie stało. Udało się go wpisać w istniejący dyskurs jako jedną z trzech oficjalnie uznawanych „orientacji seksualnych”. Taki podział daje klarowny, stabilny obraz, w którym wiele osób odnajduje dla siebie „bezpieczne miejsce”: tu, tam, albo pośrodku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem jednak nastały osoby transpłciowe i zaczęło się zamieszanie. Nagle okazało się, że kwestia identyfikacji płciowej i kwestia wyboru obiektu seksualnego nie układają się według prostych, przyjętych wcześniej recept. Samo zjawisko „transpłciowości” jest wewnętrznie niejednolite, nie da się go gładko podciągnąć pod kategorie tożsamościowe; np. niektóre osoby transseksualne, zwłaszcza po zmianie płci, chcą jak najlepiej wpasować się w normy płciowe, inne wręcz przeciwnie – czują się seksualnymi dysydentami. Znane są też przypadki, gdy osoba transseksualna po zmianie płci zmienia także swoją „orientację” płciową. Odtąd płeć i seksualność zaczęły się jawić się jako obszar niezwykle zagmatwany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Queer starał się ogarnąć jakoś cały ten galimatias, a przynajmniej go reprezentować. Unikał ścisłych, stałych kategorii, stawiał na polimorficzność i płynność. Przede wszystkim starał się nie wykluczać. Ale i ta kategoria okazała się problematyczna: krytycy oskarżają ją o zacieranie różnic i wymazywanie mniej widocznych „odmieńców” na korzyść bardziej widocznych (np. wymazywanie lesbijek na rzecz gejów, osób nie-białych na rzecz białych, tych z klasy niższej na rzecz klasy średniej, itd.). Zdaniem wielu, założona „nieostrość” tej kategorii oferuje zdecydowanie mniejszą skuteczność polityczną niż kategorie tożsamościowe, a niekiedy prowadzi wręcz do ponownego „uszafowienia”. Tak czy inaczej, queer – pozostając świadomym swoich ograniczeń – jest niewątpliwie najogólniejszą i najpojemniejszą z omawianych kategorii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przyszła kolej na „I”. O ile część osób transpłciowych odnajduje się w dualizmie płciowym i pragnie jedynie dostosowania swojego „błędnego” ciała do właściwej płci psychicznej, o tyle osoby interseksualne rodzą się z ciałem z założenia niepasującym do norm anatomiczno-kulturowych. I choć mogą utożsamiać się z jedną z dwóch oficjalnie uznanych płci, to jednak duża część woli postrzegać się jako osoby innej, „trzeciej” płci. Jaki sens mają w odniesieniu do tych osób takie kategorie, jak gej albo lesbijka? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaczenie litery „A” nie jest oczywiste. Coraz częściej uznaje się, że odnosi się do osób aseksualnych. Jeśli tak, to znowu można powiedzieć, że kategorie homo, hetero, gej czy les są w tym przypadku absurdalne. W ogóle to, co dla społeczeństwa stanowi niezwykle istotne kryterium „kategoryzowania” ludzi, czyli seksualność, okazuje się nie mieć dla niektórych specjalnego znaczenia. Ale „A” interpretuje się także jako „allies”, czyli sojusznicy. To znaczenie wskazywałoby na szerszy projekt społeczno-polityczny, na pewną koalicję, której celem jest nie stabilizowanie i „gettoizacja” tzw. mniejszości seksualnych, ale raczej gruntowniejsza zmiana myślenia o seksualności, wykroczenie poza dotychczas obowiązujące kategorie. Powyższą niejednoznaczność można by, przekornie, posunąć jeszcze dalej, proponując kolejne znaczenie dla tej literki: A jak „ambiwalentny” (albo „Ambiguous”). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórych ta zabawa w literki śmieszy, innych irytuje. Ale wynika z niej kilka ciekawych lekcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć literki ustawione są w jednym rządku, warto zdać sobie sprawę, że reprezentują one różne porządki, różne sposoby myślenia o płci i seksualności. Trzy pierwsze jeszcze jako-tako trzymają się kupy, ale pozostałe to już zdecydowanie postacie z innych bajek. To trochę tak, jakby w jednym rządku ustawić psy, drapieżniki, ssaki i zwierzęta domowe (choć oczywiście nie jest to idealna analogia). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W starych, dobrych czasach, kiedy posługiwano się skrótem LGB albo LGBT, katalog możliwości wydawał się zamknięty. Wiele osób woli taki rodzaj katalogu, bo wymienia on „czarno na białym” jakie grupy mamy na myśli. W takim katalogu najważniejsza jest logika „albo-albo”: albo gej, albo lesbijka, albo biseks. Ale im głębiej w las, tym więcej drzew: kolejne kategorie zaczynają się zazębiać, stosować logikę „i-i” (np. i lesbijka i queer), czy nawet „ani-ani” (tu mogliby się zmieścić „sojusznicy”, a także wiele osób identyfikujących się szeroko jako „odmieńcy”). Można twierdzić, że katalog otwarty byłby lepszy, bo z góry obejmowałby również te kategorie, które dziś jeszcze nie istnieją, ale wykształcą się w przyszłości. Po co więc dodawać kolejne litery &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ad absurdum&lt;/span&gt;? Propozycją katalogu otwartego jest oczywiście termin „queer” (albo odmieńcy). Używa się też innych szerokich pojęć, takich jak „osoby nieheteroseksualne” (ale w jakim sensie np. osoba interseksualna jest nieheteroseksualna?) albo osoby o nienormatywnej seksualności (tu z kolei mieściłyby się osoby zasadniczo pożądające „płci przeciwnej”, ale uprawiające nienormatywne praktyki seksualne). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dodawanie literek może jednak mieć swój perwersyjny, wywrotowy sens. Ich z grubsza chronologiczna kolejność wskazuje na element czasowości, na postępujący i nieprzewidywalny proces multiplikacji kategorii seksualnych. Ten postęp w czasie odpowiada w przybliżeniu stopniom widoczności poszczególnych kategorii: geje są daleko bardziej widoczni niż osoby interseksualne. Innymi słowy, proces, na który wskazuje nasz skrót, polega na tworzeniu nowych kategorii oraz zwiększaniu ich widoczności. Trzy ostatnie literki nie mają zresztą ustalonego porządku, często występują w różnej kolejności; myślę, że w imię znoszenia hierarchizacji (np. „geje są ważniejsi niż osoby transpłciowe”) warto traktować kolejność wszystkich literek luźno i wymiennie, posługując się np. skrótem ILATBGQ albo TQALIGB. Najgorszym nadużyciem omawianego skrótu jest używanie go w sytuacji, gdy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;de facto&lt;/span&gt; ma się na myśli wyłącznie lesbijki i gejów. Literki mogą oczywiście występować zupełnie osobno, albo w dowolnych zestawieniach, ale największy potencjał wywrotowy mają wtedy, gdy występują razem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wspomniałem, ABTGILQ to swego rodzaju twór hybrydyczny, składający się z określeń należących do zgoła różnych porządków myślenia. Zgodnie z zasadą odmieńczego pożądania, w tej pseudo-klasyfikacji liczy się nieskończona horyzontalna koniunkcja: i – i – i… Paradoksalnie, zamknięty (z pozoru) katalog zawiera w sobie inny, otwarty katalog (Q), który właściwie mógłby zastąpić wszystkie pozostałe literki, ale mimo to stoi grzecznie w rządku i nie chce rządzić. Mnożenie kategorii (dorzućmy jeszcze, spośród wielu dostępnych, panseksualizm czy poliamorię) może wskazywać na pewną absurdalność, a przynajmniej arbitralność kategoryzacji w ogóle; pozwala wymknąć się logice stabilnych tożsamości, które łatwo dawałyby się zasymilować, podporządkować, u-regulować. Można postulować zniesienie wszelkich kategorii, ale można też posługiwać się kategoriami z dystansem, z ironią, z poczuciem ich niewystarczalności i nieprzystawalności. Należy nieustannie przypominać, że „tożsamość” funkcjonuje w ogromnej mierze właśnie na zasadzie skrótu, czyli redukuje faktyczną, empiryczną złożoność naszego psycho-seksualnego życia do kilku rozpoznawalnych, jednoznacznych kategorii, do pojedynczej „litery”. Namnażanie kategorii uderza w samą logikę kategoryzacji, a katalog, który udaje zamknięty, zdradza swoje wieczne, fundamentalne niedomknięcie. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3344427599390967763?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3344427599390967763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/lgbtqia.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3344427599390967763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3344427599390967763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/02/lgbtqia.html' title='LGBTQIA'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8960296658291014664</id><published>2010-01-28T00:31:00.003+01:00</published><updated>2011-06-19T11:57:16.679+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Rodzina jako podstawowa komórka antyspołeczna</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;każdy w bunkrze na swoim cukrze (Miron Białoszewski)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z najbardziej zagadkowych wypowiedzi Chrystusa jest ta przytoczona przez Mateusza (10:34-36): &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie sądźcie, że przyszedłem nieść pokój po ziemi. Nie przyszedłem nieść pokoju, lecz miecz. Przyszedłem bowiem przeciwstawić syna jego ojcu, a córkę jej matce, a synową jej teściowej; bo wrogami człowieka mieszkańcy jego domu.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Z kolei jeden z najmniej ortodoksyjnych czytelników Bilbii, angielski poeta, malarz i mistyk William Blake, rozwinął tę myśl w swojej unikalnej wersji chrześcijaństwa. Otóż to, co rozumie się powszechnie pod pojęciem „rodziny”, jest w istocie jedną z konsekwencji (i jednym z symptomów) upadku człowieka. Jest to model rodziny oparty na „okrutnej patriarchalnej dumie”, na zazdrości i zaborczym odizolowaniu tej „podstawowej jednostki społecznej” od reszty świata. Blake był świadkiem formowania się nowoczesnego, burżuazyjnego modelu rodziny, rozumianej w dużej mierze jako zbiór relacji własnościowych (żona jako własność męża; dzieci jako własność rodziców i inwestycja na przyszłość; kwestie spadkowe itp.) Taka rodzina (którą potem nazwano „nuklearną”) pielęgnuje postawy swoistego egoizmu, miałkiej „miłości rodzinnej” i wrogości dla obcego (która potem przekłada się na niejednokrotnie na postawy nacjonalistyczne); dla niektórych krzepiąca, potrafi też być duszna i toksyczna. O takiej właśnie rodzinie psychoanaliza może powiedzieć (pół żartem, pół serio), że jest „wylęgarnią nerwic”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S11qLPJi0eI/AAAAAAAAAE0/IkSZ4DllfxI/s1600-h/38.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 238px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S11qLPJi0eI/AAAAAAAAAE0/IkSZ4DllfxI/s320/38.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430613466956354018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;William Blake, "Glad Day"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomniałem sobie o tym, kiedy moja przyjaciółka opowiedziała mi o swoim dziadku, który w czasie wojny ratował Żydów z transportów jadących do Auschwitz. Ta historia rodzinna – jakże, wydawałoby się, zacna i godna pochwały – nie była jednak w rodzinie mojej przyjaciółki rozpamiętywana i hołubiona. Wręcz przeciwnie, żona i dzieci dziadka do końca życia nie potrafiły mu wybaczyć, że narażał siebie i całą rodzinę na śmiertelne niebezpieczeństwo dla ratowania obcych ludzi. Można tę historię postrzegać jako historię konfliktu między etosem, powiedzmy, „prospołecznym” a etosem rodziny nuklearnej. (Pamiętajmy jednak, że ze względu na tradycyjne powiązanie mężczyzn z tym, co publiczne i kobiet z tym, co prywatne, wyjście poza wąskie ramy „nuklearnej rodziny” w imię „wyższych celów” zwykle łatwiej przychodzi mężczyźnie, podczas gdy kobiety w większym stopniu poczuwają się do obowiązku zapewnienia rodzinie fizycznego przetrwania.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wizja społeczeństwa oparta na (nuklearnej) rodzinie jako „podstawowej komórce społecznej” jest okrutnie zawężająca. Można na społeczeństwo patrzeć inaczej, jako na pole nieskończenie wielu możliwych oddziaływań, połączeń, relacji, sił, prądów, przekształceń, samoorganizujących się grup itp. Jest to wizja oparta nie na „okopywaniu się” w rodzinnej twierdzy, ale na zasadzie nieskończonego przenikania się i tworzenia wielowymiarowych kłączowatych sieci. Zresztą wbrew wszelkim normatywizującym prawom i regułom to przenikanie i tak ma miejsce, bo jest istotą życia społecznego. Zanim człowiek jest jednostką albo członkiem rodziny, narodu lub kościoła, jest przede wszystkim istotą społeczną, połączoną siecią widzialnych i niewidzialnych zależności z tysiącami innych podobnych istot. Rodzina wyzwolona z kapitalistycznej mentalności oraz z płytkiego kościelnego i państwowego normatywizmu, oparta na etosie otwartości, przyjaźni, dzielenia się, szukania nowych powiązań – oto rodzina, którą można by nazwać prawdziwie „prospołeczną”. Każdy inny rodzaj rodziny – choć korzystny dla kościoła, państwa i wolnego rynku – stoi w sprzeczności z tym, co zapewnia społeczeństwu jego witalność i zdolność twórczego samorozwoju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Blisko tak rozumianej istoty życia społecznego sytuują się odmieńcy. To oni często wymykali się istniejącym strukturom rodzinnym, lub przynajmniej funkcjonowali na ich obrzeżach. Nie przedłużali ciągłości rodu, niekiedy byli wydziedziczani, nie tworzyli nowych nuklearnych rodzin. Tworzyli za to swoje własne rodzaje związków, wspólnot, grup wsparcia, często „w poprzek” istniejących podziałów społecznych, takich jak klasa, rasa czy wiek. Takie quasi-rodziny tworzone w latach 80. XX w. przez nie-białych odmieńców w Nowym Jorku prezentuje np. film dokumentalny Jennie Livingston &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Paris Is Burning&lt;/span&gt;. Także czas kryzysu związanego z początkami epidemii AIDS w Stanach Zjednoczonych pokazał niezwykłą żywotność społeczności LGBTQ i zdolność oddolnego samoorganizowania się. (Szkoda, że znamy tak niewiele przykładów z życia polskich odmieńców.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S11rHlBETbI/AAAAAAAAAE8/Jhe_AODJABc/s1600-h/HouseOfNinja.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S11rHlBETbI/AAAAAAAAAE8/Jhe_AODJABc/s320/HouseOfNinja.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430614503618530738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Willi Ninja, jeden z bohaterów filmu Paris Is Burning&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecny model rodziny, promowany i podtrzymywany przez kościół katolicki i w dużej mierze przez struktury państwowe, stał się doskonałym alibi dla neoliberalnego kapitalizmu. Wszyscy znamy ten sentymentalny kokon, w jaki owija się pojęcie „rodziny”, wszyscy setki razy słyszeliśmy, że przecież „rodzina jest najważniejsza”. Ekstremalne sprywatyzowanie rodziny stwarza wolne pole dla żarłocznych rekinów wolnego rynku i prowadzi do erozji tego, co społeczne. Rodzina jawi się jako „bezpieczna przystań” w tym niepewnym, okrutnym świecie. Czyż nie lepiej skoncentrować się po prostu na wąsko rozumianej rodzinie, nie wchodząc rekinom w drogę? Nadmierna wielość i różnorodność powiązań między ludźmi jest potencjalnie niebezpieczna ze względu na niekontrolowany przepływ idei i na wypracowywanie różnych form kolektywnej inteligencji; lepiej trzymać się sprawdzonych, patriarchalnych wzorów. Rodzina doskonale sprawdza się jako kapitalistyczny target, obiecując jednocześnie poczucie osobistego spełnienia i bezpieczeństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie jednak inny model rodziny, zbliżony raczej do wolnego stowarzyszenia niż do nuklearnej fortecy. „Więzy krwi” czy instytucje prawne (np. małżeństwo) nie mogą determinować relacji międzyludzkich. Wyobraźmy sobie coś w rodzaju „spółdzielni”, w której ludzie z różnych środowisk, różnego wieku, różnych płci i orientacji wspólnie zajmują się gospodarstwem domowym, wychowywaniem dzieci, pracą i twórczym samorozwojem. Wyobraźmy sobie mikrospołeczność, która ustala własne zasady współżycia i współdziałania. Nie oznacza to ani braku zobowiązań, ani jakiejś utopijnej przestrzeni bez konfliktów czy nerwic (nie wolno też lekceważyć „spontanicznej” tendencji do odtwarzania się hierarchii społecznej na różnych poziomach i w różnych grupach.) Oznacza to natomiast „stowarzyszenie rodzinne” oparte na samostanowieniu i dobrowolności, na wzajemnym wsparciu i współpracy, na kolektywnej inteligencji, zdolności negocjacji, swobodnym przepływie wiedzy, przyjazności względem Innego, odpowiedzialnym kultywowaniu różnicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli państwo musi dla swoich ewidencyjno-podatkowych celów prowadzić jakiś rejestr, niech zrezygnuje z rejestrowania małżeństw i jakichkolwiek związków, a zacznie rejestrować gospodarstwa domowe, bez wnikania w rodzaj relacji, jakie łączą członków danego gospodarstwa. Być może wprowadzenie &lt;a href="http://www.dochodpodstawowy.pl"&gt;Powszechnego Dochodu Podstawowego&lt;/a&gt; przyczyniłoby się częściowo do realizacji takiej wizji, dając wszystkim względną swobodę w podejmowaniu decyzji życiowych, a jednocześnie zachęcając do tworzenia „wolnych stowarzyszeń rodzinnych” dla podniesienia jakości życia i zaspokojenia szeregu potrzeb społecznych. Sensowna polityka państwa, np. w zakresie budownictwa mieszkaniowego, również mogłaby się do tego przyczynić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W bunkrze naprawdę nie mieszka się dobrze. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8960296658291014664?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8960296658291014664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/rodzina-jako-podstawowa-komorka.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8960296658291014664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8960296658291014664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/rodzina-jako-podstawowa-komorka.html' title='Rodzina jako podstawowa komórka antyspołeczna'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FK9z_e0aPuo/S11qLPJi0eI/AAAAAAAAAE0/IkSZ4DllfxI/s72-c/38.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3449538417617341385</id><published>2010-01-25T14:01:00.009+01:00</published><updated>2010-03-02T15:03:07.033+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Widma</title><content type='html'>Z przyjemnością przeczytałem tekst Jarosława Pietrzaka &lt;a href="http://lewica.pl/?id=20807"&gt;„Ciesz się swoją fiksacją!”&lt;/a&gt; Doceniam przenikliwość i precyzję jego argumentów, zakres odniesień i intelektualną oryginalność. I choć tekst adresowany jest przede wszystkim do Piotra Ciszewskiego i innych podobnie myślących lewicowców, to i tak czuję się wywołany do tablicy. Stąd ta krótka odpowiedź. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej uderza sposób, w jaki Pietrzak odwołuje się do moich argumentów, aby zbudować swoją krytykę. I tak: z moich argumentów „wyłażą pewne ukryte założenia”, coś „majaczy z tyłu głowy”, coś się „plącze w kuluarach”, coś jest ukryte i podskórne, a z pewnych rzeczy „jakoś” zdaję sobie sprawę, ale właściwie nie wiadomo jak. Język to niemal gotycki, albo psychoanalityczny (te dwa dyskursy uważam za ściśle pokrewne). Patrząc z tej perspektywy (skądinąd bardzo mi bliskiej), należy przyznać, że z każdego tekstu coś wyłazi, w każdym tekście coś majaczy i jakieś widma plączą się w kuluarach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgadzam się całkowicie z argumentem dotyczącym faszyzmu, nigdy jednak nie twierdziłem, że należy go sprowadzać wyłącznie do kwestii kulturowych. Nie po to krytykuję redukcjonizm ekonomiczny, żeby proponować redukcjonizm kulturowy – co zresztą dość jasno powinno wynikać z całości mojej argumentacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawszy wydaje się zarzut dotyczący opozycji między jednostką a „widmem zagrażającej jej i czyhającej na nią” wspólnotowości. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na skrótowość i „popularyzatorski” charakter wielu moich tekstów to zagadnienie pozostaje niedoprecyzowane. Ale przecież zawsze mówię o „alternatywnych modelach wspólnotowości”, a nie o jakiejś abstrakcyjnej wolności równie abstrakcyjnej jednostki. Doskonale rozumiem błędność liberalnej koncepcji podmiotu i jestem świadom wielu alternatywnych propozycji, zwłaszcza tych wypracowanych w ramach teorii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;queer&lt;/span&gt;. Uważam też, że o ile jednym z założycielskich konceptów (neo)liberalizmu jest (specyficznie rozumiana) jednostka, a (neo)konserwatyzmu (specyficznie rozumiana) wspólnota, o tyle myślenie lewicowe – dostrzegając zresztą arbitralność przywołanego tu podziału – powinno koncentrować się na tym, co społeczne. Całkowicie zgadzam się z twierdzeniem, że człowiek jest istotą inherentnie społeczną; w kolejce do publikacji na blogu czeka już tekścik nawiązujący do tego twierdzenia. Stąd także wziął się mój pomysł na jeden z kolejnych numerów &lt;span style="font-style:italic;"&gt;InterAliów&lt;/span&gt;, &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/nastepny_numer.htm"&gt;„Społeczni inaczej”&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze coś o wiktymologii. To kwestia skomplikowana – psychologicznie, społecznie czy politycznie. Nie wymyślili jej bynajmniej „ideolodzy” LGBT, muszą się z nią mierzyć Afro-Amerykanie w USA, feministki w Polsce i chyba wszystkie dyskryminowane grupy gdziekolwiek. Podzielam krytyczne podejście Pietrzaka do „chrystyfikacji figury Prześladowanego Geja”. Ciekawe więc jest to, że od tej samej figury Pietrzak rozpoczyna swój własny wywód. Czy zatem „podskórnie” nie ulega tej samej fiksacji, którą krytykuje? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed widmami nie ma ucieczki, jak uczy psycho-gotyko-analiza. Jeśli nie damy im się skutecznie sterroryzować, to potrafią być niezwykle twórcze. Czego najlepszym przykładem jest tekst Jarosława Pietrzaka. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3449538417617341385?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3449538417617341385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/widma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3449538417617341385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3449538417617341385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/widma.html' title='Widma'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7433416251245131614</id><published>2010-01-14T15:59:00.005+01:00</published><updated>2010-03-02T15:02:20.758+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>A gdyby przybyli kosmici? Rozważań o wyjątku ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;[Część pierwsza rozważań &lt;a href="http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/pochwaa-wyjatku.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, reguła potrzebuje wyjątku, żeby potwierdzić swój status reguły. Dlatego – pomimo niechęci – skrycie musi wyjątek tolerować, a nawet hołubić. Co więcej: reguła sama produkuje swoje wyjątki: każda hetereonorma produkuje swoich odmieńców, każdy kapitalizm produkuje swoich komunistów. Średniowieczny karnawał także wywracał porządek społeczny do góry nogami, ale tylko na jeden dzień. A zatem tylko system rozumiejący strukturalną potrzebę wyjątku ma szanse na względną trwałość (dlatego faszyzm od początku nie miał szans: mógł się utrzymać na etapie eksterminowania każdego odstępstwa od normy, ale gdyby ostatecznie zwyciężył, załamałby się niechybnie z braku wyjątków). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale gra to niebezpieczna, bo wyjątek może w każdej chwili zacząć żyć własnym życiem, może regułę przechytrzyć, przeinaczyć, doprowadzić do ruiny. Choć większość wyjątków potulnie przytakuje wszechogarniającej władzy reguły, są też i takie, które mają odwagę dążyć do zmiany, czy wręcz do zastąpienia dotychczasowej reguły. Reguła nie ma więc łatwego życia: musi hodować wyjątki żyjąc w nieustannym strachu, że w każdej chwili mogą one obalić jej ojcowską władzę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czy można pomyśleć wyjątek nie jako pochodną systemu, ale jako coś, co przychodzi zupełnie z zewnątrz? A co, gdyby przybyli kosmici? Albo pojawił się Godot? To już myślenie mesjanistyczne. Gdyby przybyli kosmici, nie przybyliby przecież w próżnię: przy tysiącach opowieści &lt;span style="font-style:italic;"&gt;science-fiction&lt;/span&gt; o istotach pozaziemskich wszelkiej maści, natychmiast zostaliby wpisani w tę czy inną istniejącą narrację. W pewnym sensie kosmici już dawno przybyli i żyją spokojnie obok nas. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdalej idącą wersją mesjanizmu jest myśl, że to, co nadejdzie z zewnątrz, jest zupełnie nie do pomyślenia i nie do nazwania. Jakiekolwiek wyobrażenie takiego radykalnego wyjątku w porządku rzeczy, tego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cudu&lt;/span&gt;, musi być z założenia błędne. Nie można zatem zakładać, że ów wyjątek-mesjasz przyniósłby sprawiedliwość, pokój czy powszechną szczęśliwość. („I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca, / Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?” – pyta Yeats w słynnym wierszu „Drugie przyjście”.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim przyjdzie Godot, przylecą kosmici, a w Betlejem narodzi się nienazwane monstrum, jedyne, co możemy zrobić tu i teraz, to stać się świadomymi pracownikami wyjątku, a nie wyrobnikami reguły. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7433416251245131614?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7433416251245131614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/gdyby-przybyli-kosmici-rozwazan-o.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7433416251245131614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7433416251245131614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/gdyby-przybyli-kosmici-rozwazan-o.html' title='A gdyby przybyli kosmici? Rozważań o wyjątku ciąg dalszy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6140600752192070058</id><published>2010-01-11T12:29:00.003+01:00</published><updated>2010-03-02T15:27:46.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>Ten straszny promiskuityzm!</title><content type='html'>Tekst Profesor Magdaleny Środy &lt;a href="http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=816"&gt;„Promiskuityzm – czyli o męskiej solidarności ponad podziałami”&lt;/a&gt; przeczytałem z ogromną przyjemnością. To jest feminizm wojujący, zadziorny, odważny – taki, jakiego nam teraz trzeba. Podpisuję się wszystkimi kończynami pod napiętnowaniem wszechobecnej hipokryzji, połączonej często z górnolotnym moralizatorstwem. Doskonale rozumiem złość na odwieczne przypisywanie „uniwersalnych znaczeń” temu, co specyficzne męskie. Cieszę się, że tekst narobił trochę hałasu i wbił się klinem w „androcentryczny beton” wypełniający szczelnie ogromną część polskiej przestrzeni publicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie rozumiem jednak, czemu na koniec pojawia się (zapowiedziana już w tytule) tyrada przeciwko promiskuityzmowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I owszem, promiskuityzm może, ale nie musi, wiązać się z męskim przywilejem, z wykorzystywaniem pozycji zawodowej, społecznej, materialnej. Koniecznym warunkiem takiego promiskuityzmu jest hipokryzja właśnie. Promiskuityzm jest społecznie dozwolony (dla mężczyzn) wówczas, gdy jest nieoficjalny, uprawiany po kryjomu i najlepiej przez osobnika posiadającego żonę, dzieci i wysoką pozycję w stadnej hierarchii, a więc spełniającego podstawowe „męskie” role społeczne. Znamy to: puszczenie oka, porozumiewawczy uśmiech i stwierdzenie, że to „jurny chłop” przecież; taki promiskuityzm to wręcz „wartość dodana” dla mężczyzny. Natomiast dla kobiety promiskuityzm pozostaje opcją niedostępną lub przynajmniej niezwykle trudną, niezależnie od jej sytuacji życiowej: kobieta zawsze będzie po prostu „puszczalska”. Czyli zła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale promiskuityzm bez hipokryzji, bez moralizatorskiej maski, bynajmniej nie jest społecznie akceptowany. Taki otwarty promiskuityzm, traktowany jako wybór życiowy (a więc także wybór etyczny) musi spotkać się ze społecznym potępieniem. Nawet Kazimierz Marcinkiewicz (skądinąd polityk miernego formatu, za to hipokryta najwyższej miary) po związaniu się z Izabelą nie może chyba liczyć na poważne traktowanie opinii publicznej, nawet jeśli spotkało go nie tyle potępienie i społeczny ostracyzm, co pobłażliwe lekceważenie. Myślę, że podobny los spotkałby polityka, który (bez podobnego bagażu hipokryzji) miałby odwagę przyznać się do homoseksualnego związku, zwłaszcza z dużo młodszym partnerem, albo do życia w trójkącie, albo do rozwiązłego trybu życia „z zasady”. Tylko właściwie dlaczego takie wybory życiowe mają kogokolwiek dyskredytować?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ataku Magdaleny Środy na promiskuityzm zdaje się wynikać tyle, że katolicy (zarówno hierarchowie kościelni, jak i zwykli wierni) powinni po prostu przestrzegać głoszonych przez siebie zasad. Ale nawoływanie do odnowy moralnej kościoła wolałbym pozostawić katolikom. Dla mnie ważniejsze jest wypracowywanie i promowanie odmiennych postaw etycznych. Zgoda, tekst Profesor Środy proponuje alternatywną, feministyczną wrażliwość moralną, ale niespecjalnie wydaje się zainteresowany wychodzeniem poza ramy obecnie obowiązującej aksjologii, np. poprzez „odzyskanie” dla dyskursu etycznego promiskuityzmu lub akceptację alternatywnych modeli związków. Postawienie znaku równości między promiskuityzmem a zdradą, oszustwem i męskim przywilejem jest, w moim przekonaniu, nieuprawnionym uproszczeniem.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6140600752192070058?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6140600752192070058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/ten-straszny-promiskuityzm.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6140600752192070058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6140600752192070058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/ten-straszny-promiskuityzm.html' title='Ten straszny promiskuityzm!'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7354645129476483390</id><published>2010-01-07T00:57:00.005+01:00</published><updated>2010-03-02T15:35:29.398+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><title type='text'>Pochwała wyjątku</title><content type='html'>Są wyrobnicy reguły i pracownicy wyjątku. Nie, nie odrzucam reguły, bo do pewnego momentu zapewnia ona stabilność systemu, zapewnia (prze)trwanie. Ale reguła jest zaborcza, uzurpatorska, uciskająca. Przez samą swoją powtarzalność i (samozwańczą) powszechność ma zawsze przewagę nad wyjątkiem. I dlatego staję po stronie wyjątku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówi się: wyjątek potwierdza regułę. (Już samo to zdanie nabrało mocy reguły.) Tego przynajmniej domaga się reguła, więc każde potencjalne zagrożenie ze strony wyjątku stara się zneutralizować, umniejszyć, wyeliminować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzałem niedawno amatorskie przedstawienie sztuki "Chitra" Rabindranatha Tagore (pierwszego niezachodniego laureata literackiej Nagrody Nobla). W historii tej, opartej na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mahabharacie&lt;/span&gt;, pojawia się dżenderowo nienormatywna postać księżniczki Chitrangady, która ubiera się i zachowuje jak mężczyzna, a także odgrywa szereg męskich ról społecznych (władczyni, wojowniczka, strażniczka porządku). Jednak nie trzeba długo czekać, zanim w księżniczce obudzi się „prawdziwa kobieta”, oczywiście dzięki miłości do mężczyzny, księcia Arjuny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto jedna z odwiecznych strategii narracyjnych: jakikolwiek wywrotowy potencjał odmieńczości (jeśli w ogóle znalazło się dla niej miejsce w opowieści) musi prędzej czy później zostać wpisany w (hetero)normatywny porządek, tak aby w ostatecznym rozrachunku wyjątek potwierdził istniejącą regułę. Ale jako odbiorcy nie jesteśmy zupełnie bezsilni, możemy bowiem przyjąć przekorną politykę czytelniczą, która z podobnych historii wyciśnie ich wywrotowy, odmieńczy potencjał. Można bronić wyjątku przed zaborczością reguły – przed zaanektowaniem, spacyfikowaniem, normatywizacją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Dodajmy, że w niektórych tradycjach kulturowych postacie nienormatywne były traktowane z ogromnym szacunkiem, a ich wyjątkowość – po części groźna, a po części fascynująca – plasowała je raczej bliżej boskości niż zła, grzechu, czy patologii.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobny mechanizm można zauważyć również w funkcjonowaniu kapitalizmu, który w swej wszystkożerności potrafi wchłonąć i strawić niemal wszystko – nawet to, co wyrosło ze szczerego sprzeciwu wobec niego. Czy punk (z niewielkimi, choć znaczącymi wyjątkami) jest dziś czymś więcej, niż po prostu „stylem”, który można nabyć w „alternatywnych” sklepach za niemałe pieniądze? Kapitalizm cudownie poradził sobie z tym oddolnym buntem, wpisując jego estetykę do katalogu „subkultur młodzieżowych” i wytrącając mu tym samym broń z ręki. Bunt też ma swoją wartość rynkową (może pani Chylińska miałaby na ten temat coś ciekawego do powiedzenia?) Przeciwnicy kapitalizmu są wkalkulowani w sposób jego funkcjonowania i (prawie?) zawsze znajdzie się sposób, żeby ich urynkowić i zneutralizować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może każdy wyjątek marzy skrycie, żeby stać się regułą. Ale dopóki jest wyjątkiem, brońmy go. Brońmy do upadłego wyjątkowości wyjątku; nie pozwalajmy regule wyjątku ujarzmić i podporządkować. Nie, wyjątek NIGDY nie potwierdza reguły, chyba że przytnie mu się pazury, zamknie w klatce i wytresuje. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7354645129476483390?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7354645129476483390/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/pochwaa-wyjatku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7354645129476483390'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7354645129476483390'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/pochwaa-wyjatku.html' title='Pochwała wyjątku'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1489042434056359537</id><published>2010-01-02T19:11:00.003+01:00</published><updated>2010-03-02T14:58:39.054+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Lewica jednowymiarowa</title><content type='html'>Tekst Rafała Majki &lt;a href="http://lewica.pl/?id=%2020561"&gt;"Lewica bez etyki?"&lt;/a&gt; wywołał na Lewica.pl dość żywą dyskusję, chociaż nietrudno zauważyć, że większość komentatorów albo jego argumentów nie rozumie, albo jest im (często z góry) przeciwna. Podobnie ma się rzecz z polemiką Piotra Ciszewskiego &lt;a href="http://lewica.pl/?id=%2020623"&gt;"Lewica moralizatorska"&lt;/a&gt;, w której, niestety, merytorycznej polemiki jest jak na lekarstwo. Zasadnicza strategia retoryczna Ciszewskiego (dość charakterystyczna dla "polskiej szkoły erystyki") polega na tym, żeby zdyskredytować oponenta, zaszufladkować go, a następnie powtórzyć swoje, nie odnosząc się do istoty jego myśli. I tak Majce została przypięta łatka młodego (rzeczywiście, o 3 lata młodszego od Ciszewskiego), niedojrzałego lewicowca, który dał się zwieść neoliberalnemu dyskursowi, bezkrytycznie kupuje podrzucane przez neoliberalne media tematy obyczajowe, "uprawia radosną kontrkulturową kontestację" i nie rozumie istoty problemu. Pomimo swego niedouczenia (takich młodych trzeba edukować, twierdzi Ciszewski), Majka jest (w nie do końca sprecyzowany sposób) powiązany z oderwanymi od rzeczywistości akademickimi salonami i ich przeintelektualizowaną, niezrozumiałą dla przeciętnych ludzi nowomową. Na dokładkę Majka reprezentuje niewątpliwie klasę średnią, oderwaną od realnych problemów zwykłych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie Ciszewski przedstawia swoją – w moim mniemaniu niezwykle ograniczoną – wizję lewicowości. Tam gdzie Majka stara się zaproponować kompleksowe, wielowymiarowe spojrzenie na lewicowość, Ciszewski lansuje perspektywę jednowymiarową. Taka wizja spycha lewicowość na bardzo wąskie tory, co niezmiernie cieszy zarówno neoliberalny, jak i neokonserwatywny establishment w Polsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;[Dla zainteresowanych -- ciąg dalszy &lt;a href="http://lewica.pl/?id=20685"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1489042434056359537?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1489042434056359537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/lewica-jednowymiarowa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1489042434056359537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1489042434056359537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2010/01/lewica-jednowymiarowa.html' title='Lewica jednowymiarowa'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4835302187069797588</id><published>2009-12-24T11:54:00.004+01:00</published><updated>2010-03-02T15:35:46.417+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tekst kulturowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='satyra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><title type='text'>Święty Mikołaj musi odejść!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_PBoi44cMvIw/Swwg3nh72UI/AAAAAAAAAHk/RWLfFJL0AQs/s1600/14478_540.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 417px; height: 550px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_PBoi44cMvIw/Swwg3nh72UI/AAAAAAAAAHk/RWLfFJL0AQs/s1600/14478_540.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten podstępny agent kapitalizmu, wysoki kapłan konsumpcjonizmu, rzecznik miałkiego konformizmu musi wreszcie odejść! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Mikołaj to ikona kapitalizmu z ludzką twarzą: jakże dobroczynny jest kapitalizm; patrz, jaki wór prezentów ci niesie! Skąd prezenty? Z jakiejś cudownej, magicznej krainy, w której nie ma wyzysku i niszczenia środowiska. Oczywiście musisz na dary zasłużyć: czy byłeś w tym roku dobrym konsumentem? Czy nie próbowałeś wyłamać się z tej bajkowej, disneyowskiej konwencji, jaką roztacza wokół nas kapitalizm? Czy byłeś wystarczająco infantylny i nie zadawałeś niepotrzebnych pytań? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niczym łaska boska, spływają na nas te wszystkie cudowne promocje, okazje, wyprzedaże. Cieszymy się jak dzieci, kiedy uda nam się kupić jakąś markową rzecz za ćwierć ceny – ten system nie jest w końcu taki zły, prawda? Uśmiecha się do nas spod białej brody, puszcza oko. Pod przyjemną, patriarchalną maską starszego pana (spotkasz go, w nieznośnej obfitości, w każdym hipermarkecie) kryje się cała ogłupiająca perfidia tego systemu. Precz! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ja to piszę na poważnie? &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4835302187069797588?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4835302187069797588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/swiety-mikoaj-musi-odejsc.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4835302187069797588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4835302187069797588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/swiety-mikoaj-musi-odejsc.html' title='Święty Mikołaj musi odejść!'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_PBoi44cMvIw/Swwg3nh72UI/AAAAAAAAAHk/RWLfFJL0AQs/s72-c/14478_540.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8137823846716064567</id><published>2009-12-18T22:20:00.007+01:00</published><updated>2010-03-02T14:56:45.472+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Kto się boi "lewicy kulturowej"?</title><content type='html'>Do tych kilku pospiesznych refleksji skłoniła mnie lektura tekstu Rafała Majki &lt;a href="http://lewica.pl/?id=20561"&gt;"Lewica bez etyki?"&lt;/a&gt;, a zwłaszcza &lt;a href="http://lewica.pl/forum/index.php?fuse=messages.20561"&gt;dyskusji&lt;/a&gt;, która wywiązała się na forum pod rzeczonym tekstem. Dyskusja ta powiela niektóre – groźne, w moim głębokim przekonaniu – schematy myślowe, które dość często artykułowane są w środowiskach szeroko rozumianej "nowej lewicy". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z największym błędów w diagnozie obecnej sytuacji jest rozdzielne traktowanie tzw. sfery obyczajowej i tzw. sfery ekonomicznej. Przyjmuje to albo postać lewicowego światopoglądu w sprawach ekonomicznych (pracowniczych) w połączeniu z (mniejszym lub większym) konserwatyzmem obyczajowym, albo wysunięcia postulatów ekonomicznych na pierwszy plan i odłożenia kwestii obyczajowych, jako drugorzędnych i mniej palących (albo też zbyt kontrowersyjnych), "na później". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto się zastanowić, komu ten podział jest na rękę, komu zależy na odłączeniu "obyczajowości" od całego spektrum problematyki ekonomiczno-polityczno-społecznej. Przypomnijmy sobie, kto wymusił wyłączenie z traktatu akcesyjnego wszystkiego, co dotyczy sfery moralno-obyczajowej, a potem storpedował Kartę Praw Podstawowych (która ma przecież realne odniesienie także do kwestii pracowniczych). Ta rozłączność stała się częścią konsensusu politycznego po 89. roku, co w praktyce oznaczało oddanie sfery etyczno-obyczajowej w niemal wyłączne władanie kościoła katolickiego. (Wymowną ilustracją niech będzie fakt, że w wielu liceach lekcje etyki prowadzi katecheta.) Obecnie takie myślenie najskuteczniej lansuje Platforma Obywatelska, relegując obyczajowość do prywatnej sfery jednostek. PiS o wiele lepiej dostrzega inherentne powiązanie obyczajowości z kwestiami politycznymi i ekonomicznymi, jednak wykorzystuje tę wiedzę zgodnie ze swoim konserwatywnym, prowspólnotowym światopoglądem do propagowania głęboko znormatywizowanej i opartej na wykluczeniach wersji społeczeństwa (w ogromnej mierze zredukowanej do pojęcia narodu). Nie trzeba chyba dodawać, że obydwa podejścia, reprezentowane przez dwie wiodące dziś siły polityczne, doskonale sprzyjają utwierdzaniu się kościoła katolickiego w roli "hegemona sfery obyczajowej". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem podział na to, co kulturowo-obyczajowe i to, co ekonomiczno-polityczne jest już sam w sobie symptomem owego "przeorania umysłów", o którym wspomina w swoim tekście Majka; jest efektem zawłaszczenia dyskursu etycznego w tym kraju przez klerykalne i proklerykalne elity. Wielu przedstawicieli nowej lewicy (zapewne nieświadomie) kupuje taką diagnozę rzeczywistości, jaką podsuwa im dyskurs bądź to (neo)konserwatywny, bądź (neo)liberalny. Na przykład czytając niektóre komentarze na portalu lewica.pl można odnieść wrażenie, że ich autorem jest jakiś naigrywający się z "dyktatury poprawności politycznej" prawicowy publicysta. Ach, jakież salwy śmiechu wzbudza np. komentarz MJ pod tekstem Majki: "Za rok, dwa otworze oczy w swiecie, gdzie mainstream jest dyktowany przez zwolennikow LGBTIQABCDEF haha :)" – a najgłośniej śmieje się Terlikowski z Semką. Boki zrywać. Przecież tylko przeintelektualizowana elita może myśleć o takich dziwakach, jak np. osoby interseksualne. Kogo to obchodzi? I co to ma wspólnego z ogółem społeczeństwa, a zwłaszcza z lewicą? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obowiązujący w III RP "konsensus polityczny" pod patronatem kościoła katolickiego przetrącił etyczny kręgosłup lewicy. Oskarżanie "lewicy kulturowej" o przeintelektualizowanie i przesłanianie jakimiś wydumanymi problemami tych "prawdziwych" jest diagnozą z gruntu fałszywą i niebezpieczną. Niestety, w środowiskach młodej lewicy nie widać większego zapału, aby dokonać głębszej analizy mechanizmów wykluczeń społecznych (w tym również ekonomicznych), które są systemowo ze sobą powiązane i wzajemnie się warunkują. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wielu krajach o bardziej zaawansowanej kulturze politycznej lewica zrozumiała, że podział na sferę obyczajową i ekonomiczną jest całkowitą fikcją. Nie rozumie tego SLD, w którym spora część po prostu wyznaje  konserwatywne poglądy obyczajowe, inni zaś tkwią w pragmatycznym oportunizmie. Grzegorz Napieralski mówi wprost, że SLD nie ma w programie kwestii LGBT, a jedynie chce krzewić "tolerancję". Pamięta ktoś jeszcze, jak to Napieralski pojechał uczyć się od Zapatero lewicowości? No i gdzie jest dziś Zapatero, a gdzie Napieralski? W międzyczasie w Hiszpanii – tak, w tej bardzo katolickiej Hiszpanii – zalegalizowano małżeństwa jednopłciowe i aborcję. Niestety, patrząc na wypowiedzi młodych prężnych przedstawicieli alternatywnych ruchów lewicowych, pod względem zrozumienia mechanizmów opresji i przemocy społecznej nie różnią się one znacząco od SLD. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę w tym krótkim tekście mnożyć przykładów i argumentów dowodzących fałszywości podziału na kwestie obyczajowe i społeczno-ekonomiczne. Dobrym ćwiczeniem może być lektura programu PO, gdyż wychodząc od tego błędnego podziału, popada on w nieuniknione sprzeczności i paradoksy. Pozwolę sobie tylko na jeden malutki przykład: głośna sprawa Romana Polańskiego i Samanthy Geimer. Sprawa obyczajowa? Prywatna? Czy raczej systemowa, w której patriarchat splata się z kapitalizmem? Dlaczego kobiety, które starają się poprawić swój status społeczny czy materialny, są systemowo zachęcane – niekiedy wręcz zmuszane – do szukania "poparcia" u starszych facetów z pieniędzmi i władzą? Ile w tym systemie ekonomiczno-społecznym jest zarówno jawnej, jak i ukrytej prostytucji? (Warto przy okazji wspomnieć słynne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Galerianki&lt;/span&gt; Katarzyny Rosłaniec. Albo sex-aferę w szeregach Samoobrony.) To tylko jeden z naprawdę wielu przykładów, które cisną mi się do głowy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkludując: całkowicie błędny jest pogląd, że lewica uległa "kulturowemu" postmodernizmowi i przez to stała się bezsilna (jakoś w Hiszpanii się nie stała). Nikt nie mówi o zastępowaniu kwestii wykluczeń ekonomicznych kwestiami obyczajowymi. Chodzi o próbę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kompleksowego zrozumienia różnych rodzajów wykluczeń&lt;/span&gt;, które to zrozumienie ma szansę stać się platformą szerokiego solidaryzmu społecznego. Podział na "obyczajówkę" i "prawdziwe problemy" o charakterze ekonomicznym jest całkowicie sztuczny i podtrzymuje hegemonię kościoła katolickiego i prawicy. Są tylko realne formy opresji i wykluczenia, które dotykają konkretnych jednostek, ale zawsze mają charakter ogólniejszy, systemowy. System ten – z braku lepszych określeń – można nazwać patriarchalnym (i zachodnio-centrycznym) kapitalizmem, który dyktuje nam prawie wszystko: pozycję społeczną jednostki, styl życia, role płciowe, tożsamości seksualne, stosunki rodzinne (i ogólniej międzyludzkie), oceny moralne (choć te – w przypadku Polski – leżą głownie w gestii kościoła), funkcje państwa, itd. Bez zrozumienia tych wewnątrzsystemowych mechanizmów, których ofiarą jest każdy i każda z nas, czarno widzę możliwość odbudowy silnej, polskiej lewicy. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8137823846716064567?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8137823846716064567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/kto-sie-boi-lewicy-kulturowej.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8137823846716064567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8137823846716064567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/kto-sie-boi-lewicy-kulturowej.html' title='Kto się boi &quot;lewicy kulturowej&quot;?'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3330804305005619478</id><published>2009-12-03T12:25:00.013+01:00</published><updated>2010-03-02T14:55:45.167+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Lewica bez etyki?</title><content type='html'>Rozumiem, czemu na forach i w kręgach katolickich oraz prawicowo-konserwatywnych szydzi się z parytetu i postulatów feministycznych. Również mogę zrozumieć niechęć do parytetów w środowiskach neoliberalnych. Jest we mnie jednak duży niepokój       i zdziwienie, gdy z ostrą krytyką parytetu i szyderstwami z postulatów feministycznych spotykam się na forach organizacji czy w środowiskach identyfikujących się jako lewicowe. (Choć tak naprawdę mnie to nie dziwi, ale staram się, jak tylko mogę, trwać w tym zdziwieniu. Dlaczego mnie to nie dziwi, o tym za moment.)&lt;span style="font-weight:bold;"&gt; Ręce mi opadają, kiedy czytam lub słucham osób, które określają się mianem lewicowych, jak z przekonaniem powtarzają, że parytet to "wbrew demokracji", że krzywdzi ludzi inteligentnych i kompetentnych, że to upokarzające dla kobiet, że bardziej rozsądne jest zainwestować w pracę u podstaw, niż w piaskownicę dla beneficjentek kapitalizmu z klasy średniej; że kobiety same zadecydują i że nie powinno się im niczego narzucać; że to feminofaszyzm, liberalna fanaberia, bękart poprawności politycznej&lt;/span&gt;, itp., itd. Wywołuje to mimowolnie taką frustrującą myśl, że, jak to, lewica, a przeciwko równości szans i mechanizmom antydyskryminacyjnym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zamierzam jednak w tekście tym tłumaczyć łopatologicznie, czym jest parytet i dlaczego jest potrzebny, bo to zostało rewelacyjnie zrobione, na przykład, przez Magdalenę Środę i Kingę Dunin (&lt;a href="http://www.feminoteka.pl/news.php?readmore=5233"&gt;http://www.feminoteka.pl/news.php?readmore=5233&lt;/a&gt;). Tekst stanowi próbę analizy źródeł tej rozczarowującej i szokującej "nielewicowości" na lewicy; jest również refleksją nad współczesną, polską lewicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały tekst dostępny na: &lt;a href="http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=798"&gt;http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=798&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3330804305005619478?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3330804305005619478/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/lewica-bez-etyki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3330804305005619478'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3330804305005619478'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/12/lewica-bez-etyki.html' title='Lewica bez etyki?'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7839081004773678501</id><published>2009-11-18T14:46:00.005+01:00</published><updated>2011-06-19T11:57:34.848+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Możliwe / pożądane</title><content type='html'>[Kilka ostatnich zdań krótkiego tekstu pt. "Możliwe / pożądane: Odmieńcze odczytanie standardowej narracji LGBT w Polsce". Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, a chciałby, zapraszam do lektury pełnego tekstu &lt;a href="http://interalia.org.pl/pl/artykuly/seminarium_manchesterskie/10_mozliwe_pozadane_odmiencze_odczytanie_standardowej_narracji_lgbt_w_polsce.htm"&gt;tutaj&lt;/a&gt;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Celem (słusznej) krytyki środowisk LGBT jest często nadmierny wpływ kościoła katolickiego na polskie społeczeństwo, jednak niewielu aktywistów dostrzega "zarazę neoliberalizmu", która zawęża pole naszego politycznego myślenia, a zwłaszcza zakres tego, co uważamy za "możliwe" i "pożądane". Na ogólniejszym poziomie politykę queer można wyobrazić sobie jako politykę inherentnie wywrotową i destabilizującą - nawet jeśli destabilizacji ulegają nasze dotychczasowe pojęcia tożsamości seksualnej czy "praw mniejszości homoseksualnej". W moim przekonaniu polityka queer powinna być polityką kryzysu, ponieważ kryzys otwiera nowe horyzonty, wytycza nowe kierunki, tworzy nowe parametry tożsamości. Jest to polityka, która dąży do różnorodności, a nie unifikacji; która promuje nowe rodzaje "powiązań" społecznych/politycznych/seksualnych (czyli swego rodzaju "hybrydyzację"), zamiast utrwalać zastane całości; która wreszcie gotowa jest zaryzykować pewną dozę (społecznej/politycznej/seksualnej) "nieczytelności" sprzyjającej wywołaniu pewnego "kryzysu poznawczego", który może umożliwić powstanie nowych form podmiotowości i społeczności.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7839081004773678501?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7839081004773678501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/11/mozliwe-pozadane.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7839081004773678501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7839081004773678501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/11/mozliwe-pozadane.html' title='Możliwe / pożądane'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7661348571754789262</id><published>2009-11-11T00:09:00.005+01:00</published><updated>2010-03-02T14:53:34.572+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><title type='text'>W jakim projekcie lewicowym sens?</title><content type='html'>Żeby dokonać skutecznej interwencji w strukturę systemu-świata, w którym żyjemy, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;potrzeba krytycznej&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;radykalnie lewicowej&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;kompleksowej polityki społeczno-kulturowej&lt;/span&gt;, podkreślającej wielopłaszczyznowość opresji i przemocy, które dotykają jednostki we współczesnym systemie-świecie (czytaj: ścisłe powiązanie ze sobą płci, klasy, rasy, seksualności, etniczności, statusu, itp.).&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tymczasem utrzymuje się nieprzekraczalny rozdział na (poważny) lewicowy aktywizm, skupiający się na kwestiach gospodarczych, i na politykę, w cudzysłowie, „zaledwie” kulturową, jak feminizm czy ruch LGBT, która często traktowana jest jako fanaberia kapryśnego liberalizmu, grupująca tematy zastępcze i kwestie „niepoważne”. Rozdział ten, podtrzymywany w dyskursie (wewnętrznym) niektórych organizacji lewicowych również w Polsce, powoduje, że obecny neoliberalny system niestety ugruntowuje swoją hegemonię jako, jak zauważają Gerard Dumenil i Dominique Levy, „nowy porządek społeczny”, gdyż wydaje się nie mieć konkurencyjnego projektu krytycznie kulturowo-społecznego, który, dokonując kompleksowej i ideowej krytyki systemu z pozycji radykalnie lewicowych, stanowiłby poważne zagrożenie dla neoliberalnego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;status quo&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem: zasadny byłby tutaj taki szeroki ruch społeczny, który uwzględniałby i równie ideowo zajmowałby się wszystkimi rodzajami przemocy i opresji, jakie są generowane przez obecną konfigurację systemu-świata, w którym żyjemy; taki ruch tłumaczyłby zależności między poszczególnymi opresjami i punktami przemocy oraz pokazywałby ich wspólny mianownik, jakim jest kapitalistyczny, eurocentryczny, rasistowski, heteronormatywny i patriarchalny system. Pokazywałby ideologiczność i podważałby zasadność przyczółków tego systemu-świata: instytucji kapitału, instytucji małżeństwa, instytucji orientacji seksualnej, instytucji monogamii, instytucji płci, instytucji rasy, ideologii binaryzmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy odzyskać dyskurs wspólnoty i zbiorowości, podkreślać funkcjonalność i efektywność lewicowych koalicji. Należy wyrabiać świadomość konieczności kompleksowej, wielopłaszczyznowej krytyki i analizy, i działania na rzecz zmiany kompozycji systemu-świata. Należy wyrwać się spod pręgierza egoistycznej, konkurencyjnej ideologii neoliberalnego indywidualizmu, który prowadzi do ostrego sekciarstwa na lewicy. Należy zrezygnować z kapitalistycznej logiki sprowadzającej każde działanie społeczno-polityczne do kwestii "opłacalności" i zimnej Realpolitik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takiej praktycznej polityce, według mnie, powinna celować lewica z prawdziwego zdarzenia. &lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7661348571754789262?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7661348571754789262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/11/w-jakim-projekcie-lewicowym-sens.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7661348571754789262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7661348571754789262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/11/w-jakim-projekcie-lewicowym-sens.html' title='W jakim projekcie lewicowym sens?'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7585365415802720800</id><published>2009-10-29T00:47:00.006+01:00</published><updated>2010-03-02T14:52:13.710+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Pochwała nonkonformizmu. Wokół "Podziemnego państwa kobiet" i nie tylko</title><content type='html'>Powiedzmy sobie szczerze: wszyscy jesteśmy tchórzami. I co gorsza, nie powinniśmy mieć tego sobie specjalnie za złe, bo tchórzostwo jest jednym z naturalnych mechanizmów samoobronnych. Podział na herosów moralnych i ludzi raz na zawsze splamionych (choćby ze względu na antenatów należących do politycznie niepoprawnych organizacji) możliwy jest tylko w głowach pisowskich moralistów (albo przynajmniej w ich oficjalnych deklaracjach). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tchórzostwo, systemowo przybierające postać konformizmu, wymuszane jest na nas przez społeczeństwo, które także kieruje się swego rodzaju instynktem samozachowawczym i broni swojego obecnego kształtu. Nic w tym dziwnego ani odkrywczego. Jednak społeczeństwo polskie – w porównaniu do wielu zachodnich społeczeństw liberalnych, na które tak bardzo lubimy się oglądać  –  wywiera nadzwyczaj silną presję na jednostkę, czy to zastraszając, ośmieszając, czy też grożąc wykluczeniem albo życiem w nędzy. Rządy koalicji PiS-Samoobrona-LPR dodatkowo nasiliły tę atmosferę zastraszenia, choć największą regulacyjną i normatywizującą rolę od lat odgrywa, oczywiście, kościół katolicki (biernie lub czynnie wspierany przez tzw. "elity polityczne"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po krakowskim pokazie filmu "Podziemnie państwo kobiet" Sławka Walczewska słusznie, jak sądzę, wytknęła filmowi podtrzymywanie atmosfery zastraszenia i przeciwstawiła jej etos człowieka wewnętrznie wolnego, odważnego nonkonformisty, który potrafi wyjść poza schemat "ofiary" i wbrew presji społecznej realizuje własną wizję wolności. Sławka Walczewska nawiązała też do magicznego początku lat 90., który ja również zapamiętałem jako moment zachłyśnięcia się wolnością. Był to moment "rozchwiania systemu", wielkiego kryzysu ustrojowego, w którym horyzont "możliwego" wydawał się nieskończenie szeroki, bo wreszcie "lud" odzyskał wolność, a więc wszystko było wolno. Jak wiemy, większość oddolnych ruchów społecznych została szybko spacyfikowana i poddana kontroli przez neoliberalnie rozumiany "wolny rynek" z jednej strony i obyczajowy konserwatyzm kościoła katolickiego z drugiej. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tych nieco nostalgicznych odwołaniach do początku okresu transformacji przebija się jeszcze czasem etos solidarnościowy. Bo kiedy powiada się, że na początku lat 90. "byliśmy wolnymi ludźmi", to jest w tym mniej czy bardziej świadome nawiązanie do takich postaci, jak Jacek Kuroń czy ksiądz Popiełuszko ("wolność jest w nas"). W kontekście takich ruchów wolnościowych, jak feminizm czy ruch LGBTIQ, jeszcze większe symboliczne znaczenie "dla sprawy" ma, w moim najgłębszym przekonaniu, postać Ewy Hołuszko, ale o tym pisałem już gdzie indziej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy na moment do "Podziemnego państwa kobiet". Jak zauważono w dyskusji po krakowskiej projekcji filmu, bohaterki filmu posługują się językiem w dużej mierze zmonopolizowanym przez dyskurs katolicko-konserwatywny. Ale przecież bohaterki opowiadają to, co czują, najszczerzej jak potrafią; wypowiadają swoją prawdę (która – jak już zauważył Michel Foucault – jest zawsze efektem pewnego dyskursu, pewnej konfiguracji wiedzy-władzy). Taki język jest im dany, często nie znają alternatywnych języków lub się ich wstydzą. Warto przy tym zauważyć, że język, jakim operujemy, przekłada się na naszą prywatną, wręcz intymną sferę uczuć. Z kolei odczucia często przekładają się na odruchy cielesne (ściska nas w żołądku, wstrząsa nami szloch itp.) Splot tego, co kulturowe, psychiczne i cielesne to jeden z najciekawszych obszarów refleksji współczesnej humanistyki, zwłaszcza tej ukierunkowanej "dżenderowo". A zatem prowolnościowe batalie to w dużej mierze batalie o prawo do definiowania "prawdy" i o dostępność języków, które pozwalają nam te definicje wypracowywać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisałem wcześniej, że konformizm to mechanizm obronny. Ale nadmiar konformizmu jest równie groźny, co bezwzględna bezkompromisowość, bo w pewnym momencie może grozić całkowitym zatraceniem naszej podmiotowej autonomii, naszego prawa do samostanowienia. Myślę, że w pewnym sensie ruchy wolnościowe cierpią w Polsce na deficyt odwagi. Oczywiście widzę dookoła mnóstwo odważnych, aktywnych osób, fantastycznych liderek i liderów, ale ich odwaga i aktywność – wskutek "oporu materii społecznej" – dość słabo przekłada się na "zwykłych ludzi", którzy (choć prywatnie często bardzo krytyczni względem wielu aspektów życia społeczno-politycznego w Polsce) jakoś nie dostrzegają potrzeby przybierania odważniejszych, prospołecznych postaw we własnym życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu chyba tkwi zagadka nieustającej popularności PO w sondażach: przeciętny Polak i przeciętna Polka kultywuje światopoglądowy konformizm i zgodnie z neoliberalną filozofią życiową skupia się na dwóch maksymalnie sprywatyzowanych sferach: na ekonomii (praca/pieniądze) i na (nuklearnej) rodzinie. Tymczasem dążenie do zmiany zastanego porządku często rozumiane jest w dominujących dyskursach jako niedojrzałość i naiwność. "Z tego się wyrasta", pragmatyka życia codziennego skłoni cię w końcu do zainwestowania czasu i energii w zdroworozsądkowe dążenie do prywatnego dobrobytu. A jeśli tego nie zrobisz – toś naiwniak i "luzer". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z klasycznym feministycznym hasłem, wierzę w to, że prywatne przekłada się na publiczne. Podwyższanie poziomu odwagi cywilnej w codziennym życiu prędzej czy później musi przełożyć się na jakościową zmianę w przestrzeni społeczno-politycznej. W moim życiu prywatnym przełomowym momentem (i okresem największego "pałeru") był moment, w którym zdałem sobie w ogóle sprawę ze stanu zastraszenia, może nawet zaszczucia, w jakim dotąd żyłem. "Porażony" tą świadomością, poczułem się jednocześnie niemiłosiernie tym strachem znużony. Radzenie sobie ze strachem (który w pewnym momencie staje się wręcz strukturalną częścią nas) pochłania ogromne pokłady energii, którą przecież można spożytkować inaczej, pozytywnie. Jedno z pustych haseł wyborczych PO brzmiało: "uwolnić energię Polaków". Jestem jak najbardziej za, ale będzie to możliwe jedynie pod warunkiem wyzwolenia się ze wszechogarniającej atmosfery zastraszenia i pobudzenia oddolnej, obywatelskiej, prospołecznej aktywności Polek i Polaków. (W wydaniu PO "aktywność obywatelska" zredukowana jest wyłącznie do "przedsiębiorczości"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna ze współreżyserek "Podziemnego państwa kobiet" wspomniała w dyskusji o pesymizmie, jaki wyzierał z jej rozmów z polskimi działaczkami feministycznymi ("teraz to nie ma najmniejszych szans na zmianę ustawy aborcyjnej"). Ogarnął nas jakiś fatalizm, jakieś poczucie bezsilności wobec tego, co jawi nam się jako "nieuchronne" albo "niemożliwe do ruszenia". I to jest chyba najgorszy skutek zawłaszczenia przestrzeni publicznej przez dyskursy neokonserwatywne i neoliberalne: ta mentalna kastracja, która zawęża nasze horyzonty myślowe, ogranicza naszą wiarę w możliwość realnej zmiany. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja muszę wyznać, choć to pachnie obciachem, że wierzę w cuda. (Czyżby komuś znowu przypomniał się slogan wyborczy?). Moja niewiara już niejednokrotnie zupełnie się skompromitowała. W 1989 roku nie wierzyłem, że ówczesny aparat władzy zgodzi się podzielić władzą z opozycją. Jeszcze kilka lat temu nie wierzyłem, że Ameryka jest gotowa wybrać czarnego prezydenta. Są też inne przykłady, np. tzw. Spokojna Rewolucja w latach 1960-1966, kiedy to Quebec z prowincji całkowicie zdominowanej przez kościół katolicki i konserwatyzm polityczno-obyczajowy stał się jedną z najbardziej postępowych, liberalnych prowincji tego kraju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doprowadzić do zmiany nie jest łatwo. Niełatwo pokonać inercję i skłonić ludzi do porzucenia wygodnego konformizmu. Niełatwo pokonać "niewidzialną rękę rynku" z jednej strony i duchowy zamordyzm z drugiej. Ale przecież jest to możliwe i akurat w kraju, który zapoczątkował ogromne zmiany ustrojowe w tzw. bloku wschodnim, nie mamy moralnego prawa w to wątpić. Warto przypomnieć sobie, że pomiędzy 1981 a 1989 upłynęło zaledwie 8 lat; a przecież jeszcze w pierwszej połowie lat 80. dominowała w kraju atmosfera totalnej, wszechogarniającej beznadziei. A potem nastąpiło zmęczenie strachem i bezsilnością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki, między innymi, efekt może mieć (zamierzenie lub nie) film "Podziemne państwo kobiet": może nam uświadomić, że nie mamy już siły żyć dłużej w atmosferze strachu. Zresztą dostrzegam więcej symptomów tego "przebudzenia": czy jeszcze kilka lat temu do pomyślenia byłby marsz ateistów w papieskim mieście Krakowie? Nie mam wątpliwości, że gromadzi się właśnie jakaś społeczna masa krytyczna, która doprowadzi do mniejszej lub większej "rewolucji" polityczno-obyczajowej w Polsce. Trzeba zastany system nieustannie kontestować, doprowadzić do jego ponownego rozchwiania i do nowego otwarcia. (W jakimś sensie próbował tego dokonać Jarosław Kaczyński, choć jego "rewolucja" była symulowaną, w dużej mierze retoryczną rewolucją neokonserwatyzmu przeciwko porządkowi neoliberalnemu.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porzućmy zatem zmurszałą Platformę Oportunizmu i twórzmy solidarnie naszą silną, obywatelską Platformę Oporu!&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7585365415802720800?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7585365415802720800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/10/pochwaa-nonkonformizmu-woko-podziemnego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7585365415802720800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7585365415802720800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/10/pochwaa-nonkonformizmu-woko-podziemnego.html' title='Pochwała nonkonformizmu. Wokół &quot;Podziemnego państwa kobiet&quot; i nie tylko'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4280250394648518705</id><published>2009-10-06T02:08:00.012+02:00</published><updated>2011-06-19T11:57:50.442+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homofobia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Galerianki i lesbijski fantazmat</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Galerianki&lt;/span&gt; to kolejny film, który potwierdza moje przekonanie, że od kilkunastu lat najciekawsze (i w jakimś sensie "najprawdziwsze") filmy robią w Polsce kobiety. Jest to film o ogromnej wrażliwości genderowej, pełen celnych obserwacji społecznych, w dodatku świetnie zrobiony. Mocne wrażenie robią np. zbliżenia reklam (w tym seksistowskiej reklamy z napisem PROMOCJA na sylwetce kobiety stojącej w erotycznej pozie) jako sugestywna metafora utowarowienia (młodych i bardzo młodych) kobiet w świecie rozbuchanego, patriarchalnego kapitalizmu. Ale w tym niewielkim poście chciałbym skomentować pokrótce tylko jeden wątek, który zapewne zwróci uwagę odmieńczego widza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi mianowicie o wątek "lesbijskiej (separatystycznej) utopii", idea której zdaje się krążyć nad filmem jak, nie przymierzając, widmo komunizmu nad Europą. Najwymowniejsza jest scena, w której Milena, wracając nocnym autobusem z imprezy, roztacza przed Alicją wizję wspólnego mieszkania i uniezależnienia się od mężczyzn. Jest to moment pełen ciepła i chwilowej radości na samą myśl o możliwości "świata bez mężczyzn". Ale widz wie, że ta wizja jest z góry skazana na niepowodzenie, że pozostanie jedynie chwilowym fantazmatem. Parafrazując Hermana Melville'a, być może dziewczyny mogłyby się nawet pokochać, gdyby nie "los i (społeczny) zakaz". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy pomimo smutnego wątku samobójstwa Michała można uznać, że film kończy się optymistycznie? Alicja zrywa ze "złą" Mileną (bo to zła kobieta była?) i zmywa z twarzy makijaż. Symbolicznie jakby na powrót staje się "dobrą dziewczyną", odrzuca destrukcyjny wpływ przyjaciółki, a jej hierarchia wartości powraca do normy. A przecież za to ceniłem przez cały film postać Alicji: za empatię, która pozwoliła jej dostrzec w Milenie, pomimo dzielących je różnic, postać w jakimś sensie "tragiczną" i godną miłości, a nie tylko głupią, żałosną i złą dziewuchę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie "gorzkość" tego zakończenia wynika nie tyle z samobójstwa chłopaka, ile właśnie z faktu odrzucenia i poniżenia Mileny. W agresji Alicji, która oczywiście znajduje w fabule bardziej racjonalne wytłumaczenie, wyczuwam gwałtowność, z jaką heteronormatywny porządek, żeby przetrwać, musi dokonać rytualnego upodlenia "odmieńca", choćby nawet jego obecność była jedynie obecnością "widmową", jakąś odległą i niespełnioną możliwością zaistnienia (we mnie samym albo w kimś innym). Czy upokarzając dotychczasową  przyjaciółkę Alicja nie znajduje sobie po prostu dogodnego kozła ofiarnego? Przecież sama nie jest bez winy. W każdym razie ostatecznie pogrąża jakąkolwiek myśl o separatystycznej lesbijskiej utopii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Samobójstwo Michała można wręcz odczytywać jako swego rodzaju fabularny szantaż, jakiego heteronorma dokonuje na widzu: widzisz, do jakiej tragedii prowadzi igranie z separatystyczną wizją odrzucenia mężczyzn?) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w ten sposób, po raz kolejny, kryzys heteroseksualnego romansu zabija odmieńczy fantazmat. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4280250394648518705?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4280250394648518705/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/10/galerianki-i-lesbijski-fantazmat.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4280250394648518705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4280250394648518705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/10/galerianki-i-lesbijski-fantazmat.html' title='Galerianki i lesbijski fantazmat'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-637290975648321714</id><published>2009-09-29T18:47:00.006+02:00</published><updated>2010-03-02T14:40:01.431+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Edek Migalski, trybun ludowy</title><content type='html'>[Komentarz do tekstu Marka Migalskiego &lt;a href="http://migal.salon24.pl/127798,to-jest-nasza-elita"&gt;To jest nasza elita?!!&lt;/a&gt;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko jasne: nareszcie siła wyższa wysłuchała modłów narodu i doczekaliśmy się nowej elity intelektualnej z prawdziwego zdarzenia. Takiej, co to brata się z ludem pracującym miast i wsi. Takiej, co to wali prosto z mostu. Jak ktoś ma w głowie nasrane, to nie ma co owijać w bawełnę. Nowa elita gówna się nie brzydzi i zawsze jest skora nim kogoś obrzucić. Najlepiej starą elitę, czyt. łże-elitę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, jest w głosach broniących Romana Polańskiego wiele solidarności (chciałbym podkreślić to słowo) środowiskowej, która w retoryce PiS-u zamienia się w "korporacyjność" (jak gdyby życie społeczne nie polegało w ogromnej mierze na zrzeszaniu się w różne grupy, środowiska, koterie, partie itd.) A zatem niech będzie: częściowo mamy tu do czynienia z obroną własnych interesów przez tzw. elity. Ale z drugiej strony sporu mamy żądzę krwi, która co najmniej od czasów rzymskich charakteryzuje tłum. Nic tak nie krzepi, jak krwawy spektakl upadku i poniżenia jakiejś znanej osobistości, prawda? Natychmiast czujemy się trochę lepsi, a nasze krzywdy życiowe na chwilę stają się jakby pomszczone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I owszem, nie wszystkie słowa wypowiedziane w obronie reżysera przynoszą autorom chwałę i sam mam wiele do zarzucenia tej lub innej znakomitości. Szczególnie bulwersująca była wypowiedź Krzysztofa Zanussiego, który z pogardą nazwał dziewczynę (dziś już dojrzałą kobietę) "nieletnią prostytutką", a w tle słychać było słynny rechot Leppera ("jak można zgwałcić prostytutkę, he he he"). Z moralnego punktu widzenia jak najbardziej uzasadnione jest pytanie, czy można uznać, że jedno życie waży więcej niż inne życie. Które życie można zignorować albo "wyrzucić do zsypu", a któremu należy się specjalna ochrona? Bo choć instynktownie większość z nas opowie się za równością każdego życia, w rzeczywistości społecznej poszczególne życia podlegają dość ścisłej hierarchizacji i życie np. nieletniej prostytutki (w dodatku nielegalnej imigrantki) nie jest w praktyce tak samo ważne i tak samo chronione jak życie, nie przymierzając, prezydenta RP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mnie rozstrzygać kwestie prawne i zawiłości sprawy Polańskiego. I owszem, przez swoją ucieczkę Polański pozbawił się możliwości wyjaśnienia tychże zawiłości. Być może powodował nim strach przed więzieniem i defamacją, ale wydaje się, że obawiał się bardziej – albo również – braku sprawiedliwego procesu. Raz już uciekał przed prawem, które czyhało na jego życie: uciekał z krakowskiego getta przed prawem nazistów. Uważam, że bezkrytyczny rygoryzm prawny, duchowo wyrastający z kodeksu Hammurabiego, jest po prostu nieludzki. Warto czasem pokusić się o szerszą refleksję filozoficzno-prawną i zdać sobie sprawę, że relacja prawa do sprawiedliwości nie jest wcale tak jednoznaczna, jak większość z nas chciałaby wierzyć; Temida może być ślepa, my na szczęście mamy oczy. Ale bądźmy realistami: od Migalskiego takiej refleksji nie oczekuję, ani tym bardziej od innych przedstawicieli (nomen omen) Prawa i Sprawiedliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abstrahując już od faktu, że zgodnie z polskim prawem (i prawem większości państw na świecie) sprawa Polańskiego uległaby przedawnieniu (jak dotąd nie słyszałem, żeby Migalski albo ktoś z jego politycznego otoczenia kwestionował instytucję przedawnienia), mogłoby się wydawać, że w naszym pięknym i rzekomo głęboko skrystianizowanym kraju idea przebaczenia zatriumfuje nad rzymskim legalizmem wyrażonym najkrócej w sentencji "dura lex sed lex". Jednak Migalski, zacytowawszy jako jeden z argumentów obrońców Polańskiego fakt, że "ona mu wybaczyła", nie raczy się do tego argumentu odnieść. Po co, skoro można rzucić parę mocnych słów o "debilnej i żałosnej próbie bronienia kolegi"? Skoro można pograć na emocjach pytając retorycznie, czy obrońcy reżysera używaliby tych samych argumentów, gdyby "wasz koleżka Romek najpierw upił a potem pobawił się doodbytniczo z waszą 13-letnia córką pobawił się doodbytniczo z waszą 13-letnia córką?" Przecież najłatwiej wymigać się od rzeczowej dyskusji, jeśli w ogóle jest się do niej zdolnym. Ugra się w ten sposób parę punktów wyborczych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem – na śmietnik historii marsz, skorumpowane łże-elity! Tu idzie młodość! Do przodu, do przodu, po trupach! A zza przyjemnej, zadbanej buźki naszej nowej elity wyziera, jak się dobrze przyjrzeć, obleśna gęba mrożkowego Edka.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-637290975648321714?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/637290975648321714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/edek-migalski-trybun-ludowy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/637290975648321714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/637290975648321714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/edek-migalski-trybun-ludowy.html' title='Edek Migalski, trybun ludowy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-5001379555896159584</id><published>2009-09-21T15:24:00.009+02:00</published><updated>2011-06-19T11:58:04.246+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='queer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>Adwokat diabła komentuje homo-związki</title><content type='html'>Trwa kampania na rzecz legalizacji związków partnerskich dla par jednopłciowych. Jedną z najbardziej widocznych inicjatyw w ramach tejże kampanii jest powstała ostatnio strona &lt;a href="http://www.wszyscy-na-tak.pl"&gt;Wszyscy na Tak&lt;/a&gt;, na której można podpisać się pod petycją w rzeczonej sprawie. Wcześniej z podobną &lt;a href="http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=4117"&gt;petycją&lt;/a&gt; wystąpiła Monika Czaplicka. Obydwie petycje odwołują się do gwarantowanych konstytucją praw obywatelskich. Inicjatywa "Wszyscy Na Tak" powołuje się ponadto na "standardy powszechnie przyjęte w Unii" (choć unika szczegółowych propozycji rozwiązań prawnych), natomiast petycja Moniki Czaplickiej podkreśla "dążenie do szczęścia" jako podstawowe prawo człowieka (jest to idea bliska amerykańskiej filozofii polityczno-prawnej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to wskutek jakiejś zapomnianej traumy z dzieciństwa, czy zbyt wielu przeczytanych książek, zawsze ogarnia mnie niepokój, kiedy spotykam się z retoryką typu "wszyscy ZA", "cały naród kocha Jolkę", "jedna racja – nasza racja" itp. Rozumiem "dopingujący" charakter podobnych  haseł, próbę zmobilizowania apostołów Sprawy, ale mimo to mój niepokój niezawodnie powraca, czegokolwiek owe hasła by nie dotyczyły. To wcale nie oznacza, że jestem po prostu na NIE, niemniej w obliczu podobnej retoryki lubię odgrywać rolę adwokata diabła, chociażby po to, żeby niejako z kronikarskiego obowiązku odnotować różne punkty widzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym przypadku powiem wprost: nie jestem entuzjastą instytucji małżeństwa, ani też "związków partnerskich", bo w ogóle nie jestem zwolennikiem sankcjonowania / uprzywilejowywania przez państwo takiego lub innego rodzaju związków. Znam też inne osoby, które do homo-związków podchodzą równie sceptycznie. Dążenie do legalizacji związków jednopłciowych jest oczywiście jednym ze strategicznych celów asymilacjonistycznej polityki środowiska LGBT, podczas gdy polityka odmieńcza albo "queerowa" występuje zwykle przeciwko asymilacji i "ujednolicaniu" relacji społecznych i międzyludzkich (patrz np. &lt;a href="http://www.interalia.org.pl/pl/artykuly/aktualny_numer_20082009_3/08_polityka_tozsamosciowa_organizacji_gejowskolesbijskich_w_polsce_a_polityka.htm"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Odmieńcy wcale nie chcą żyć i kochać "tak samo jak wszyscy", wolą raczej podkreślać różnicę i wielość. Nawet takie kategorie jak "geje" i "lesbijki" często okazują się dla nich za ciasne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka odmieńcza polityka jest (być może z definicji) mniejszościowa, a nawet marginalna, bo przecież nie można ignorować, z wyżyn jakiegoś intelektualnego wyrafinowania, tej ogromnej większości gejów i lesbijek, dla których właśnie asymilacja (w tym również związki partnerskie) jest wymarzonym celem; nie wolno lekceważyć argumentów dotyczących dziedziczenia czy innych praw przysługujących formalnie zarejestrowanym związkom. Bynajmniej nie o wyżyny przeintelektualizowania chodzi, a właśnie o realnie żyjące osoby (jakkolwiek mało widoczne i mało słyszalne), które swoją życiową praktyką nie wpisują się w projekt związków jednopłciowych lub w inne podobne projekty z zakresu polityki asymilacji; osoby, które kwestionują przyjęte przez większość parametry "dobrego życia" i poszerzają zakres możliwych scenariuszy życiowych, a w ogólniejszym sensie – zakres wolności. Bo właściwie dlaczego np. życie "promiskuitywne" miałoby być gorsze (i gorzej traktowane przez państwo), niż życie w stabilnym związku? Od dawna odmieńcy praktykują odmienne formy związków, budują alternatywne wspólnoty; smutne byłoby zredukowanie całego tego bogactwa do jednej formuły rejestrowanego związku partnerskiego. (Warto przy okazji polecić lekturę "Krytyki Politycznej" nr 16-17, zatytułowanej &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Nr-16-17-jesli-nie-monogamia-to-co/kp16-17-spis-rzeczy/menu-id-27.html"&gt;"Jeśli nie monogamia, to co?"&lt;/a&gt;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli uznać jakąś formę jednopłciowych związków partnerskich za strategiczny cel, to większość postulatów w tej kwestii pozostaje niezwykle umiarkowana, żeby nie rzec konserwatywna. Dlaczego tak niewiele osób domaga się, aby zmienić konstytucję i zredefiniować małżeństwo jako związek dwóch (a może kilku?) osób, niezależnie od płci? (Warto odnotować, że w serwisie Petycje.pl znalazło się odważne &lt;a href="http://www.petycje.pl/petycja/4074/malzenstwa_jednoplciowe.html"&gt;żądanie&lt;/a&gt; uznania homoseksualnych MAŁŻEŃSTW, a nie tylko związków, nawet w ramach obowiązującej konstytucji). Dlaczego prawie nie pojawia się żądanie prawa do adopcji dla par homoseksualnych? Jak pokazują badania, większa część środowiska LGBT jest z zasady przeciwna homoadopcji, a inni, którzy teoretycznie byliby za, w imię &lt;span style="font-style:italic;"&gt;realpolitik&lt;/span&gt; wolą unikać tematu – "przynajmniej na razie". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli sztandarowym argumentem tego kierunku aktywizmu społeczno-politycznego jest dążenie do równości wszystkich obywateli, to wysuwane obecnie postulaty (przynajmniej te najbardziej widoczne) pozostają bardzo dalekie od realizacji owego naczelnego celu. Nawet wprowadzenie związków partnerskich dla wszystkich obywateli (także dla par heteroseksualnych) – choć wydaje się najbliższe idei równości – nie zmienia zasadniczo uprzywilejowanej pozycji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (zwykle, choć niekoniecznie, heteroseksualnych). Nagłaśniane obecnie postulaty brzmią tak, jakby wysuwała je haszkowska Partia Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To dziwne, że tak silne ukierunkowanie polityki LGBT na kwestię legalizacji związków przypada na czas, kiedy coraz więcej osób heteroseksualnych jest coraz bardziej rozczarowanych instytucją małżeństwa (o czym można przeczytać np. &lt;a href="http://www.emetro.pl/emetro/1,85648,6608912,_Stef__moj_kopulant___czyli_komu_przeszkadza_zycie.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Gdyby istniały odpowiednie badania, bylibyśmy pewnie zaskoczeni procentem małżeństw zawieranych nie z przekonania, lecz ze względów praktycznych. System prawny, a także "prawa rynku", potrafią skutecznie wymuszać zawieranie małżeństw; niekiedy dotyczy to także osób homoseksualnych, decydujących się zawrzeć "białe małżeństwo", a w przyszłości może dotyczyć również par jednopłciowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego zatem, pomimo sprzeciwu wobec polityki asymilacji, skłonny byłbym poprzeć homo-związki i/lub homo-małżeństwa? Oprócz pokornego uznania "woli ludu", do poparcia takiej zmiany prawnej skłania mnie ogólniejsza filozofia życiowa, która – uznając potrzebę stabilności –  stawia przede wszystkim na zmianę jako jedną z najważniejszych zasad życia społecznego i psychicznego. Legalizacja homo-związków może potencjalnie prowadzić do twórczego kryzysu instytucji małżeństwa w ogóle (tak tak, wiem że to woda na młyn różnych terlikopodobnych konserwatystów), może stworzyć nowe parametry życia społecznego. Już otwiera: oto amerykańska organizacja Pro-Polygamy, powołując się na legalizację homo-małżeństw w niektórych stanach USA, rozpoczęła kampanię na rzecz &lt;a href="http://wiadomosci.onet.pl/1985641,12,item.html"&gt;legalizacji poligamii&lt;/a&gt;. Jeśli popieram (bez entuzjazmu) ideę homo-związków i/lub homo-małżeństw, to nie jako cel sam w sobie, ale jako krok w "inną stronę", jako nowe otwarcie, jako kolejną próbę "rozszczelniania systemu". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo hałasu zrobiło się ostatnio wokół dość żałosnego &lt;a href="http://www.rp.pl/galeria/9158,1,320002.html"&gt;rysunku satyrycznego&lt;/a&gt; w "Rzeczpospolitej" z kozą w roli głównej. Grupa działaczy LGBT nie podzielająca poczucia humoru autora rysunku (i redakcji Rzepy) potraktowała sprawę bardzo poważnie i, poczuwszy się zniesławiona, postanowiła pozwać dziennik do sądu. Cała akcja, której nadano kryptonim &lt;a href="http://www.naszasprawa2.pl"&gt;"Nasza Sprawa"&lt;/a&gt;, wywołała w środowisku LGBT mieszane uczucia, nie wszyscy przyjęli ją z entuzjazmem. Dystansowałem się powyżej do argumentów typu "nasza racja = jedyna racja"; podobnej argumentacji użył jeden z inicjatorów "Naszej Sprawy", oskarżając w swoim &lt;a href="http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/blog-abiekt-rzepa-geje-jak-zoofile.phtml"&gt;płomiennym tekście&lt;/a&gt; przeciwników akcji o zniewolenie umysłowe i zinternalizowaną homofobię; ta retoryka została jednak szybko zauważona i wytknięta w niektórych komentarzach. A przecież z odmieńczego punktu widzenia całą sprawę można potraktować zupełnie inaczej: wbrew intencjom autora rysunku, można jego przekaz wykorzystać "na naszą korzyść" i dostrzec w nim metaforę nieprzewidywalnych zmian, do których w przyszłości może prowadzić legalizacja związków jednopłciowych. Nie postuluję, rzecz jasna, dosłownego odczytania tej kiepskiej satyry (czyli walki o legalizację związków zoofilskich); postuluję raczej satyryczne, a przynajmniej subwersywne odczytanie satyry. I owszem, legalizacja homo-związków może w przyszłości prowadzić do dalszych zmian prawnych i społecznych – zmian, które dla konserwatystów (ale nie dla odmieńców) są równoznaczne z "końcem cywilizacji". Drżyj, konserwo! Już dziś mówi się poważnie o prawach robotów – być może w nie tak odległej przyszłości ustawodawcy będą musieli zmierzyć się z kwestią związków między ludźmi i robotami? A prawa klonów? ("Już chyba całkiem mu odbiło", pomyśli czytelnik/-czka. "Toż to czyste &lt;span style="font-style:italic;"&gt;science fiction&lt;/span&gt;!") &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że moje argumenty nie trafią do większości "zdroworozsądkowych" czytelniczek/-ów, a wręcz mogą im się wydać dziwaczne, wydumane i abstrakcyjne. W demokracji liczy się przede wszystkim arytmetyka, a nie wysublimowane uzasadnienia: liczy się to, czy podpiszę petycję, czy nie; czy nacisnę guzik "za" czy "przeciw". Mimo to chciałbym, żeby te argumenty zaznaczyły swoją obecność w przestrzeni publicznej. Choćby w imię różnorodności, teraźniejszej i przyszłej. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-5001379555896159584?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/5001379555896159584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/adwokat-diaba-komentuje-homo-zwiazki.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5001379555896159584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/5001379555896159584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/adwokat-diaba-komentuje-homo-zwiazki.html' title='Adwokat diabła komentuje homo-związki'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-1291693515867691131</id><published>2009-09-13T23:31:00.006+02:00</published><updated>2010-03-02T14:47:21.999+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Heros heteros. Kilka refleksji o "Diunie" Davida Lyncha</title><content type='html'>Właściwie prawie wszystko w tym filmie powinno mnie irytować. Zamiast radykalnej, nieprzewidywalnej wizji przyszłości – rzeczywistość niepokojąco zbliżona do feudalnej, średniowiecznej Europy. Zamiast nowatorskich wzorców fabularnych – opowieść w niezbyt zawoalowany sposób oparta na historii Chrystusa i innych biblijnych wątkach. Szlachetny ród Atrydów odgrodzony od podłego rodu Harkonnenów, a szlachetność lub podłość przekazywane w genach. Baron Vladimir Harkonnen – wcielenie zła i plugastwa – jest nie tylko potwornie brzydki, ale co gorsza dość ewidentnie ma słabość do pięknych, młodych mężczyzn. (Jego słowiańskie imię ma zapewne brzmieć złowieszczo, podobnie zresztą jak azjatyckie nazwisko doktora Yueh, zdrajcy Atrydów, czy arabsko brzmiące imię złego imperatora Shaddama.) Świat, w którym kluczowe znaczenie ma posiadanie męskiego potomka oraz relacja między ojcem i synem. Heteroseksualny romans, który w tradycyjnych narracjach zawsze towarzyszy Bohaterowi naprawiającemu świat (przesłanie jest zawsze to samo: ocalenie świata jest jednoznacznie z ocaleniem jedynie słusznego hetero-porządku). Przedstawienie kobiet mocno schizofreniczne: Lady Jessika jęczy i szlocha wspinając się za swoim synem po skale, żeby minutę potem bez większego wysiłku pokonać groźnego fremeńskiego wojownika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NYKzIMyXzpU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/NYKzIMyXzpU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zatem ratuje ten film? Oczywiście reżyserska maestria Lyncha, któremu udało się stworzyć jedyną w swoim rodzaju narkotyczną estetykę (chwilami można się zastanawiać, czy przypadkiem sam nie kręcił filmu pod wpływem owego magicznego "melanżu"). Być może także pewna baśniowość (podszyta odrobiną ironii?), która pozwala zdystansować się nieco do wspomnianych wyżej elementów. I może jeszcze coś, pewien wątek obecny w chrześcijaństwie od samego zarania: topos wybawcy-bękarta. Motyw wyzwolenia, które musi nadejść z zewnątrz, spoza rodu, nigdy "spośród nas" (nie bez powodu "nikt nie jest prorokiem we własnym kraju"). I nawet jeśli odrzuca się całą tą chrześcijańską "wielką narrację" zbawienia/wyzwolenia, którą po raz n-ty powiela powieść Herberta (a za nią film Lyncha), to przecież jest w niej także zaczątek pewnej wizji etycznej, która – przyznaję – jest mi bliska: etyki radykalnego (choć niełatwego) otwarcia na obcość. Na tę obcość, której nie ufamy i na którą patrzymy z góry, a która w końcu okazuje się ożywcza i twórcza.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-1291693515867691131?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/1291693515867691131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/heros-heteros-kilka-refleksji-o-diunie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1291693515867691131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/1291693515867691131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/heros-heteros-kilka-refleksji-o-diunie.html' title='Heros heteros. Kilka refleksji o &quot;Diunie&quot; Davida Lyncha'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3237057741420876613</id><published>2009-09-04T23:44:00.006+02:00</published><updated>2010-03-02T14:35:53.320+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><title type='text'>Kryzys kapitalizmu, inny system-świat, marzenia o lepszym świecie...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przestraszyłem się tego, co sobie właśnie pomyślałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi mianowicie o kryzys finansowy, który się rozpełzł po świecie ostatnimi czasy. W wielu działaczkach i działaczach radykalnie lewicowych rozbłysło światełko optymizmu, że ta samoistna deregulacja matrycy neoliberalno-kapitalistycznej pomoże społeczeństwom uświadomić sobie rzeczywisty fatalizm i wadliwość kapitalizmu. Że nie jest tak, jak nam się od dekad wmawia - że ta prawicowo-neoliberalna indoktynacja, wkładająca do głowy, że "nie ma żadnej alternatywy", ta thatcherowska "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TINA&lt;/span&gt;" ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;There Is No Alternative&lt;/span&gt;"), to manipulacja, zręczny polityczny miraż. Że są alternatywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie, w jaki sposób i czy w ogóle świat wykorzysta to załamanie kapitalistyczno-neoliberalnej logiki, aby popchnąć system, w którym żyjemy, daleko od ciągot kapitalistycznych? Wallerstein twierdzi, że weszłyśmy i weszliśmy w okres końca kapitalizmu. Że w tym kapitalistycznym systemie-świecie tworzą się pewne przestrzenie, punkty bifurkacji, czyli takie punkty, w których system ten podatny jest na odkształcenia, ingerencje; które to mogą spowodować zmiany, przekształcenia.. w inną rzeczywistość. Lepszą albo gorszą, albo po prostu inną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale przestraszyłem się, bo jakoś tak pomyslałem "na przekór".. Faktem jest, że "niezawodna" machina kapitalizmu padła pod własnym ciężarem; że system głośno zgrzyta; że prawdopodobnie jesteśmy świadkami schyłku kapitalizmu..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.. ale co, jeśli ten schyłek kapitalizmu to jednocześnie okres najbardziej morderczego kapitalizmu  i neoliberalnego piekła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rząd przyjął tzw. "pakiet antykryzysowy", uderzający w "stabilność" miejsca pracy, "przewidywalność" rynku pracy. Wiele firm zrezygnowało z premii, obniża pensje, stawki dla osób przyjmujących się do pracy maleją, jest coraz więcej niepewności, jeśli chodzi o pracę. Jako że rośnie bezrobocie i zwiększa się atmosfera niepewności, ludzie będą brać się za pracę, nawet po obniżonych stawkach, co zakłady pracy, kapitaliści i korporacje, będą skrzętnie i z  zadowoleniem wykorzystywać. Już odzywają się eksperckie głosy, że niektóre firmy, w sumie w ogóle nie ucierpiawszy, praktykują retorykę "krachu", "załamania", "deficytu", aby w ten sposób zwiększyć zysk, a "zaoszczędzić" na środkach produkcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z lewicowych ekonomistów z przygnębieniem zauważył ostatnio, że ponieważ w pewnym sensie ten kryzys jest na rękę kapitalistom i korporacjom, to właśnie - paradoksalnie - kapitalizmowi może zależeć na tym, żeby ten kryzys w sensie retorycznym, jak i "praktycznych" rozwiązań w firmach, jak najdłużej przeciągać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla milionów pracujących Polek i Polaków okres ten będzie z pewnością koszmarem. I jeszcze z neoliberalnym rządem, który prowadzi politykę zaciskania pasa, tnąc na zabezpieczeniach socjalnych swoich obywatelek i obywateli. Czasami, żeby trzymać społeczeństwo w "ostrożnych" ryzach, rzuci w jakiś sektor minimalną podwyżkę, napompuje swoje public relations, poczaruje retorycznie rzeczywistość, by było w miarę znośnie społecznie.. .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frustracja społeczna i napięte nastroje są w takich sytuacjach gwarantowane; ale kapitalistyczny Olimp ze swoimi neoliberalnymi cerberami-rządami będzie się starał tym wszystkim sterować, kontrolować, obkładać murami, tamować, hamować, itp., itd. - pytanie tylko, czy te nastroje i frustracje, które gdzieś tam się burzą pod tą stabilizowaną płaszczyzną propagandy retorycznej i tanich chwytów PR, będą w stanie przełożyć się na coś konstruktywnego, jakieś pozytywne działanie, które mogłoby rzucić nas w rzeczywistość jakiejś alternatywy dla tej złowróżbnej "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TINY&lt;/span&gt;"? Czy obecny kryzys, będący jednak mniej dotkliwym od tego, który rozlał się po świecie w latach 30. XX. wieku, zmotywuje społeczności do powyginania systemu-świata, w którym żyjemy, w takim kierunku, żeby żyło się lepiej? Czy też kapitalizm znajdzie sposób na restaurację, by jeszcze mocniej zacisnąć swoje kolczaste druty wokół nas? Czy trzeba czekać, jak sugeruje Wallerstein, jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lat na krach kapitalizmu? Krach kapitalizmu w jego obecnej formie? Jak w obecnej formie, to czy ewoluuje, czy da całkiem nową jakość, inny, lepszy system-świat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiemy, że po tym ogromnym kryzysie w latach 30. ubiegłego stulecia była wojna, która przysłużyła się kapitalizmowi znakomicie..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.. jak będzie teraz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3237057741420876613?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3237057741420876613/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/kryzys-kapitalizmu-inny-system-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3237057741420876613'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3237057741420876613'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/09/kryzys-kapitalizmu-inny-system-swiat.html' title='Kryzys kapitalizmu, inny system-świat, marzenia o lepszym świecie...'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7714186862364781737</id><published>2009-08-24T21:00:00.006+02:00</published><updated>2010-03-02T15:32:42.465+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homofobia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Stec bzdur, czyli płeć na chłopski rozum</title><content type='html'>Właściwie nie miałem zamiaru odnosić się do &lt;a href="http://www.sport.pl/sport/1,65025,6956870,Rafal_Stec__Sport_tylko_dla_prawdziwych_kobiet.html"&gt;felietonu&lt;/a&gt; Pana Rafała Steca, bo jest pewien poziom dyskursu, na który po prostu szkoda czasu. Jeśli jednak zdecydowałem się na krótki komentarz, to tylko dlatego, że jest ów tekst kolejnym dowodem na zatrważającą miałkość poznawczą młodej polskiej inteligencji. Wspomniany felieton nie jest tekstem jawnie złośliwym, szyderczym, czy umyślnie obraźliwym (dostaje się, jak zwykle, feministkom). Jest po prostu głupi – tym swojskim, siermiężnym, rodzajem głupoty, który atakuje nas codziennie z każdej strony. Nie oczekuję od dziennikarza sportowego wyżyn intelektualnego wyrafinowania, ale oczekuję horyzontów myślowych nieco szerszych niż sklepienie wiejskiej kaplicy. Bo przecież (zgódźmy się z autorem), jest i zawsze było w sporcie miejsce na "ducha postępowości" (wspieranego udatnie m.in. przez feministki), na kontestowanie nieetycznych praktyk  społecznych i politycznych. Niestety, jest w nim również miejsce na dyskryminację, bezsensowną normatywność i zaściankową głupotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Stec żyje w tym cudownym, niewinnym świecie, który wymyśliła sobie na własny użytek konserwatywna większość polskiej inteligencji, przesiąknięta kościelnym kadzidłem, radykalnie androcentryczna i obrażona na zbyt "postępowy ", sterroryzowany przez wściekłe feministki Zachód. Niech sobie zniewieściali zachodni dekadenci mówią i robią, co chcą: my tu w Polsce dobrze wiemy, jak się sprawy mają. I tak Pan Stec, z miną wioskowego mędrka, zasypuje nas "faktami", które wydają mu się oczywiste. Oczywiste jest dla niego na przykład to, że sport jest własnością mężczyzn:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Na szczęście dla naszych żon, matek, sióstr i kochanek wprowadziliśmy parytety, po dżentelmeńsku zapraszamy je na niemal wszystkie igrzyska i bez wypominania czegokolwiek rozdajemy te same medale za osiągnięcia, które po prawdzie na medale nie zasługują.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu kobiety (które &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nota bene&lt;/span&gt; są istotne wyłącznie w relacji do mężczyzn – jako żony, matki siostry i kochanki) powinny podziękować Panom i Władcom (w tym Panu Stecowi, który dzięki posiadanym genitaliom ma prawo zaliczać się do owych uprzywilejowanych dżentelmenów) za łaskę uczestnictwa w zawodach sportowych. Zaprawdę, jesteśmy wzruszone i wzruszeni tą jakże niezasłużoną szczodrobliwością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można domniemywać, że impulsem do napisania omawianego felietonu był etyczny sprzeciw autora wobec upokarzających testów na płeć, którym poddano południowoafrykańską biegaczkę Caster Semenyę. Jest to jedyny impuls, który z autorem podzielam, tak jak podziela go wiele feministek i innych osób o "postępowych" poglądach. Autor szlachetnie piętnuje chamskie dowcipy, które zwróciły jego uwagę w jakimś programie TVN 24 ("brakowało jedynie podanego wprost apelu, by złota medalistka biegu na 800 m wreszcie ściągnęła majtki"). Jednocześnie jednak, o dziwo, zdaje się nie zauważać, że sam w swoim felietonie domaga się w istocie tego samego: ściągnięcia zawodniczce majtek (byle dyskretnie). Bo Stec ma prostą receptę, którą dyktuje mu jego chłopski (bo przecież nie babski) rozum: "masz żeńskie genitalia i czujesz się kobietą, to nią jesteś".  Bo przecież baba, jaka jest, każdy (chłop) widzi. Że też nikt na to wcześniej nie wpadł! (Wpadł, wpadł: zanim wprowadzono nowe, bardziej zniuansowane metody weryfikacji płci, zawodniczki musiały paradować nago przed działaczami olimpijskimi.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stec sprzeciwia się testom na ustalenie płci nie dlatego, że rozumie całą złożoność zjawiska, które określamy mianem "płeć". Przeraża go fakt, że "wyniki obecnie przeprowadzanych testów sami naukowcy opatrują słowami 'interpretacja' i 'niejednoznaczny'". Bo w świadomości Pana Steca nie ma miejsca na cokolwiek, co nie jest babą (czyli ma pochwę) albo chłopem (czyli ma penisa). Krótka piłka. A jeśli nawet wspomina o "transseksualistach", to jedynie w kontekście anomalii i cierpienia. Zresztą w tym samym akapicie zdaje się sugerować, że za zjawisko transseksualizmu odpowiadają przede wszystkim socjalistyczne reżimy byłego "bloku wschodniego", które faszerowały sportsmenki męskimi hormonami. O osobach interseksualnych autor albo nie słyszał, albo brzydzi się o nich wspomnieć. A przecież mogłoby się okazać (choć niewiele na to wskazuje), że Caster Semenya nie jest ANI kobietą, ANI mężczyzną. Mogłoby się okazać, że jest osobą interseksualną i taką właśnie się czuje. I że jest jej z tym dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są takie rzeczy, Panie Rafale, o których się Panu nie śniło. Są takie genitalia, których widok wprawiłby Pana w głęboki kryzys poznawczy. I choć Pański "chłopski rozum" (oraz ogromna część otaczającej nas kultury) podpowiada Panu co innego, płeć (nawet ta biologiczna) nie jest wcale tak oczywista i jednoznaczna, jak się Panu wydaje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skandal wokół Caster Semenyi jest doskonałą okazją, żeby przemyśleć i publicznie przedyskutować kwestię płci. Taka gruntowna refleksja mogłaby w konsekwencji doprowadzić do zmiany niektórych praktyk w sporcie, a nawet do zredefiniowania sportu jako takiego. Wskazuje na to dwoje amerykańskich dziennikarzy, Dave Zirin i Sherry Wolf, którzy konkludują swój &lt;a href="http://dissidentvoice.org/2009/08/the-idiocy-of-sex-testing/"&gt;komentarz&lt;/a&gt; do wrzawy wokół Semenyi stwierdzeniem, że nadszedł już czas, aby uwolnić się od przestarzałego i stygmatyzującego przekonania o dwóch jasno określonych, wzajemnie wykluczających się płciach. "Powinniśmy nadal dyskutować nad zaletami i wadami segregacji płciowej w sporcie. Ale w pierwszej kolejności musimy położyć kres testom na płeć i uznać, że płeć biologiczna i kulturowa to zjawiska płynne, w sporcie i poza nim".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dżentelmena Rafała Steca (i niezliczoną rzeszę innych przedstawicieli młodej i jakże prężnej polskiej inteligencji) na taką refleksję, niestety, nie stać. Dla niego wszystkiemu winne są parytety (sic!). I feministki, oczywiście.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7714186862364781737?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7714186862364781737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/stec-bzdur-czyli-pec-na-chopski-rozum.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7714186862364781737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7714186862364781737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/stec-bzdur-czyli-pec-na-chopski-rozum.html' title='Stec bzdur, czyli płeć na chłopski rozum'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-6796648948051001862</id><published>2009-08-06T14:20:00.005+02:00</published><updated>2010-03-02T15:37:48.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>w uzupełnieniu, czyli konkordat musi odejść</title><content type='html'>W uzupełnieniu kilku ostatnich postów: być może któraś z (około)lewicowych partii zechce wypisać na swoich sztandarach poniższe postulaty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Wprowadzenie do szkół rzetelnej i nowoczesnej edukacji seksualnej (uwzględniającej m. in. wiedzę z zakresu teorii &lt;span style="font-style: italic;"&gt;queer&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;2) Wprowadzenie do szkół przedmiotu "Wychowanie do życia w demokracji", którego celem byłoby przede wszystkim krzewienie poszanowania dla różnorodności jako fundamentalnej wartości demokracji.&lt;br /&gt;3) Usunięcie nauki religii ze szkół. Rzetelna nauka etyki, która uwzględniałaby etykę katolicką jako jedną z wielu możliwych postaw.&lt;br /&gt;4) Usunięcie z systemu prawnego zapisu o obrazie uczuć religijnych.&lt;br /&gt;5) Wszelkie inne działania zmierzające do wzmocnienia światopoglądowej i religijnej neutralności państwa oraz równego traktowania różnych podmiotów społecznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście postulaty te nie są możliwe do zrealizowania bez zniesienia konkordatu. Warto przypomnieć sobie pewną notę, której treść w 1996 r. upublicznił z mównicy sejmowej poseł Ryszard Zając:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Każdy konkordat jest rezygnacją państwa z pewnych jego uprawnień oraz zobowiązaniem państwa do pewnych świadczeń na rzecz kościoła katolickiego. W zamian za podarunki tego rodzaju rządy autorytarne kupują sobie od hierarchii kościelnej swoistą legitymizację ¬ poparcie ich władzy jako zgodnej z boskimi nakazami. W niektórych przypadkach zyskują też wpływ na obsadę wysokich stanowisk kościelnych. System demokratyczny ani nie potrzebuje takiej legitymizacji, ani nie może jej uzyskać. Demokracja jest dla kościoła wrogiem numer jeden od dwóch stuleci, z krótką przerwą, podczas której był nim totalitaryzm w wydaniu agresywnie ateistycznym, i nie ma podstaw, aby sądzić, że ulegnie to zmianie. Z drugiej strony przyznawanie kościołowi jakichkolwiek przywilejów narusza fundamenty demokracji, nawet jeśli jej fasada zostanie zachowana. (anonimowa nota adresowana do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego) &lt;/blockquote&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-6796648948051001862?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/6796648948051001862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/w-uzupenieniu.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6796648948051001862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/6796648948051001862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/w-uzupenieniu.html' title='w uzupełnieniu, czyli konkordat musi odejść'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-7368464403848166428</id><published>2009-08-03T14:43:00.004+02:00</published><updated>2010-03-03T00:05:28.461+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><title type='text'>Gdzie zaczyna się skrajność?</title><content type='html'>Przeglądając internetowe fora związane ze środowiskami lewicowymi, nie można nie zauważyć, jak wiele osób utożsamiających się z lewicowym światopoglądem w istocie wyznaje konserwatywne (niekiedy wręcz ultrakonserwatywne) poglądy w tzw. sferze obyczajowej. Dotyczy to takich kwestii, jak aborcja, tzw. mniejszości seksualne czy równouprawnienie płci (np. parytet). Jeden z niedawnych przykładów stanowią zamieszczone na portalu &lt;a href="http://lewica.pl/forum/index.php?fuse=messages.19797"&gt;&lt;b&gt;lewica.pl&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; komentarze pod informacją o pikiecie przeciwko antyaborcyjnej wystawie "Wybierz życie" prezentowanej na jednym z głównych placów Bielska-Białej. Ekspozycja ta atakuje istniejący w Polsce "konsensus" i domaga się całkowitego zakazu aborcji, niezależnie od okoliczności, co np. skazywałoby kobietę, dla której ciąża stanowi poważne zagrożenie życia, na niemal pewną śmierć. Mimo to większość komentatorów z forum lewica.pl zdaje się popierać samą wystawę (w imię "wolności słowa"), a niektórzy dość jednoznacznie podpisują się pod jej skrajnym przekazem (aborcja=morderstwo).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypowiadający się nt. bielskiej wystawy w TV Silesia dr Piotr Kulas – starając się zachować wyważony, naukowy ton – wtrąca w pewnym momencie, że w przypadku tej wystawy "nie można oczywiście mówić o żadnym skrajnym podejściu". &lt;b&gt;Zastanawiam się: jeśli porównywanie aborcji do ludobójstwa i nazywanie lekarza zbrodniarzem nie jest skrajną postawą, to CO nią jest?&lt;/b&gt; Jak bardzo mainstreamowy dyskurs moralistyczny przesunął się w stronę katolickiego integryzmu, żeby nie dostrzegać w tej wystawie postawy skrajnej? Co w takim razie miałoby być rzeczywiście skrajną postawą: strzelanie do lekarzy dokonujących legalnych aborcji, tak jak miało to wielokrotnie miejsce w Stanach Zjednoczonych? Niewykluczone, że gdyby w Polsce istniał łatwiejszy dostęp do broni, także i u nas dochodziłoby do podobnych aktów. No bo czyż nie jest bohaterem ten, kto w imię wyższej konieczności (zapobieżenie ludobójstwu) składa ofiarę z własnego życia (być może nawet z własnego zbawienia), eliminując lekarza-ludobójcę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[ciąg dalszy: &lt;a href="http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=728"&gt;tutaj&lt;/a&gt;]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-7368464403848166428?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/7368464403848166428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/gdzie-zaczyna-sie-skrajnosc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7368464403848166428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/7368464403848166428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/08/gdzie-zaczyna-sie-skrajnosc.html' title='Gdzie zaczyna się skrajność?'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3703009768017496748</id><published>2009-07-27T17:39:00.009+02:00</published><updated>2010-03-02T14:46:49.704+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>"Wybierz życie", fundamentalizm religijny a mainstreamowy katolicyzm w Polsce</title><content type='html'>Parę przemyśleń na temat ekstremalnie antyaborcyjnej wystawy "Wybierz życie" na Pl. B. Chrobrego w Bielsku-Białej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; 1. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W dojrzałej demokracji liberalnej, do której Polska aspiruje, demokratyczna przestrzeń publiczna powinna być miejscem konstruktywnego dialogu pomiędzy różnymi stanowiskami etycznymi&lt;/span&gt;, a nie szczucia jednej grupy społecznej na inną, kierującą się innymi zasadami etycznymi. W demokrację wpisana jest różnorodność filozofii na życie, a Konstytucja gwarantuje wolność wyznania i sumienia, wolność wyboru. Przestrzeń publiczna powinna być właśnie miejscem szacunku dla poglądów drugiego człowieka - miejscem dialogu zbudowanego na merytorycznych, logicznych argumentach, zasadzających się na współczesnej wiedzy naukowej, szczególnie w tak drażliwych kwestiach, jak prawa kobiety do decydowania o własnym ciele i życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa ta tymczasem nie ułatwia, a wręcz uniemożliwia, przeprowadzenie jakiejkolwiek wyważonej obywatelskiej dyskusji nad obowiązującym porządkiem prawnym i standardami demokratycznymi. Jest ona przejawem fundamentalizmu katolickiego; jest to skrajnie ideologiczne stanowisko w kwestii aborcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem jeśli pojawiają się takie fundamentalizmy, zaogniające konflikt światopoglądowy i radykalizujące postawy, trzeba liczyć się z tym, że będą miały miejsce równie radykalne reakcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wystawa ta nie zmusza do analizowania innych pozycji etycznych, ale wkłada w głowę katoliczki i katolika myśli i emocje. Już jednoznaczne. Faszeruje ideologiczną agresją, nienawiścią. Manipulując obrazem, jak i retoryką, doprowadza katoliczki i katolików do ideologicznej wściekłości - co przekłada się na nastroje społeczne, nastawienie do innego stanowiska etycznego w tej materii. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jaki może być rezultat takiego fundamentalizmu, przekonują się o tym w Stanach Zjednoczonych, gdzie fundamentaliści religijni zabijają lekarki/lekarzy, które/którzy przeprowadzają aborcję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Wystawa "Wybierz życie", utrzymując się we wspólnej demokratycznej przestrzeni publicznej miasta, tak naprawdę właśnie godzi w demokrację, w postulaty konstytucyjne. Jej obecność na Pl. B. Chrobrego to sankcjonowanie degradowania zasad prawdziwej demokracji, państwa świeckiego. Bo jest ona przeciwko wolności wyznania. Przeciwko wolności sumienia. Nie ma w niej szacunku dla drugiego człowieka i jej/jego innej ścieżki etycznej. Aż zdumiewa niesłychanie, że władze miasta, które przecież mają stać na straży porządku konstytucyjnego, standardów debaty publicznej i wreszcie samej demokracji, pozwalają na to, aby ten porządek, te standardy i wreszcie ta demokracja były negowane, przekreślane i wyszydzane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgoda miasta na nią, jak również poparcie prawicowych, katolickich obywatelek i obywateli, są też dowodami na to, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;w Polsce fundamentalizm religijny stał się "normalnym", mainstreamowym katolicyzmem&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;(r)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3703009768017496748?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3703009768017496748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/07/wybierz-zycie-fundamentalizm-religijny.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3703009768017496748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3703009768017496748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/07/wybierz-zycie-fundamentalizm-religijny.html' title='&quot;Wybierz życie&quot;, fundamentalizm religijny a mainstreamowy katolicyzm w Polsce'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-577162188836259144</id><published>2009-07-22T18:33:00.008+02:00</published><updated>2010-03-02T15:39:27.975+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przestrzeń publiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>Czyje uczucia wolno obrażać, czyli katodyktatura rulez</title><content type='html'>Mało kto kwestionuje dziś zasadę, zgodnie z którą nowoczesne państwo powinno gwarantować wolność religijną. Czym innym jednak gwarancja swobody wiary i wyznania, a czym innym specjalna ochrona prawna roztaczana nad wszystkim, co się z religią wiąże. W Polsce "obraza uczuć religijnych" to potężny oręż w walce ze wszystkim, co niezależne, odmienne, niezgodne z fundamentalistyczną, katolicką wizją świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polskę pokrywa gruba warstwa katolickiego betonu, którego nawet kwas solny nie ruszy. Katodyktatura dusi w zarodku niemal każdy przejaw niezależnej myśli lub ekspresji artystycznej. Obrzydliwa jest obłuda, z jaką katoliccy publicyści szafują określeniami typu "dyktatura poprawności politycznej" albo "homo-terroryzm". Robią to w państwie, w którym katoliccy fundamentaliści, których symbolem stał się ksiądz Rydzyk, od lat nie ponoszą ŻADNYCH konsekwencji swoich ksenofobicznych, rasistowskich, homofobicznych praktyk i wypowiedzi, podczas gdy np. artyści, którzy odważą się złamać tabu, są ciągani po sądach lub poddawani instytucjonalnemu ostracyzmowi. Nic dziwnego, że ogromna część współczesnej polskiej kultury i nauki pozostaje jałowa, zaściankowa i nieatrakcyjna: tylko wolność twórcza i intelektualna może być gwarantem tworzenia nowej jakości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Polsce jeździ od kilku lat wystawa &lt;a href="http://www.stopaborcji.pl/index.php?p=1"&gt;"Wybierz życie"&lt;/a&gt;; obecnie można ją oglądać w centrum Bielska-Białej, w ogólnie dostępnym miejscu publicznym. Głosy sprzeciwu są nieliczne i zwykle dotyczą jedynie nadmiernej drastyczności prezentowanych fotografii. Tymczasem hasło "Biskup nie jest bogiem" (jakże oczywiste!) okazało się już zbyt kontrowersyjne, żeby mogło pojawić się oficjalnie w przestrzeni publicznej. Nie wspomnę już o licznych wystawach, które zamykane są w związku z "obrazą uczuć religijnych" albo o akcji &lt;a href="http://niechnaszobacza.queers.pl/strony/galeria.htm"&gt;"Niech nas zobaczą"&lt;/a&gt;, która – pomimo swej bardzo łagodnej formy – wywołała ogromną falę sprzeciwu i agresji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystawa "Wybierz życie" to dobitny dowód na istnienie polskiej katodyktatury. Każe ona po raz kolejny zadać pytanie: czyje uczucia wolno obrażać? Bo wiemy już wszyscy, że nie wolno obrażać jak najszerzej rozumianych uczuć katolickich. Ale dlaczego równa ochrona prawna nie dotyczy uczuć osób o niekatolickim światopoglądzie? odmieńców seksualnych? kobiet, które chce się zmuszać do rodzenia dzieci poczętych w wyniku gwałtu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli katolicyzm jest faktem wpisanym w polską rzeczywistość, uprzywilejowana pozycja, jaką zapewnia mu polskie prawo (i codzienna praktyka sprawowania władzy) jest nie do pogodzenia ze standardem nowoczesnego państwa bezwyznaniowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego wszelkim przejawom katolickiego terroru należy powiedzieć głośne i zdecydowane NIE! (Oops, czyżbym obraził czyjeś uczucia religijne?)&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-577162188836259144?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/577162188836259144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/07/czyje-uczucia-wolno-obrazac-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/577162188836259144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/577162188836259144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/07/czyje-uczucia-wolno-obrazac-czyli.html' title='Czyje uczucia wolno obrażać, czyli katodyktatura rulez'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-438612516558429012</id><published>2009-06-29T18:18:00.007+02:00</published><updated>2010-03-02T15:17:39.077+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fundamentalizm religijny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja'/><title type='text'>ŚWIADOMOŚĆ DEMOKRATYCZNA, KATOLICYZM I ETYKA</title><content type='html'>Są takie sfery etyczne i obyczajowe, kierunek realizacji których powinien być indywidualną sprawą każdego obywatela i obywatelki. Państwo nie powinno dyktować warunków, na których muszą być one realizowane przez jednostkę; nie powinno wytyczać jednej normy (prawnej!) i później karnie ją egzekwować. Te sfery to, między innymi, ludzka seksualność i cielesność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Trzeba również usprawnić oraz zreorganizować wokół idei równości, szacunku i akceptacji dla odmienności edukację z zakresu świadomości obywatelskiej i kultury demokratycznej&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Konstytucji jest zapisany rozdział między Kościołem i Państwem, między religią a świeckością. Nie może być przyzwolenia na to, aby jakiś poseł czy jakaś posłanka próbowali nagiąć system prawno-społeczny państwa do wytycznych katolicyzmu, zrobić państwo pod względem prawno-społecznym na mańkę katolicką. Takie próby, już na płaszczyźnie retorycznej, muszą się spotykać z ostrym sprzeciwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karygodne i żenujące jest właśnie działanie Jarosława Gowina i jego katolickiej "komisji etycznej" ds. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in vitro&lt;/span&gt;. Karygodne są poczynania Bolesław Piechy z PiS, który złożył projekt ustawy o całkowitym zakazie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in vitro&lt;/span&gt;. Karygodne są wystąpienia biskupów i przemówienia księży, piętnujące kobiety, które zdecydowały się na zapłodnienie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in vitro&lt;/span&gt;, nawołujące do zorganizowania kodeksu prawnego wokół katolicyzmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam fakt, że ktoś czy ktosia usiłuje przepisać prawo i system społeczny po katolicku, moim zdaniem, świadczy o tym, że ta osoba albo nie ma, albo nie chce mieć, pojęcia o tym, co to znaczy żyć w państwie demokratycznym, świeckim, niewyznaniowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś czy ktosia mógłby czy mogłaby powiedzieć, że właśnie na tym polega przecież demokracja. Że to większość parlamentarna decyduje o kompozycji ideologiczno-politycznej przestrzeni prawno-społecznej państwa. Że jak większość tą stanowią katolicy i katoliczki, to mają pełne prawo do tego, aby właśnie podciągać państwo pod szablon katolicki. - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nie mają do tego prawa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nie mają do tego prawa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demokracją nie są totalitarne rządy większości parlamentarnej; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;demokracja&lt;/span&gt; to bowiem dbanie o to, aby w państwie bezpiecznie i komfortowo mogła i mógł się zrealizować każda obywatelka i każdy obywatel bez względu na jej i jego wyznanie, orientację seksualną, płeć, rasę, etniczność, nie/pełnosprawność, itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Demokracja&lt;/span&gt; to właśnie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;stanie na straży pluralizmu w przestrzeni społecznej i kulturalnej państwa&lt;/span&gt;; pluralizmu etycznego, który jest niczym innym, jak istnieniem na takich samym prawach w państwie różnych kodów i koncepcji etycznych, różnych filozofii i pomysłów "na życie" i na związek/relację międzyludzką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Demokracja&lt;/span&gt; to &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;umiejętność zrozumienia, że różnorodność i odmienność wpisane są w świat&lt;/span&gt;, który na otacza. Umiejętność zrozumienia, że nie mamy prawa (stając / stojąc na straży porządku demokratycznego) dyktować drugiemu człowiekowi naszych własnych, katolickich, koncepcji na życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-438612516558429012?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/438612516558429012/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/sa-takie-sfery-etyczne-i-obyczajowe.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/438612516558429012'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/438612516558429012'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/sa-takie-sfery-etyczne-i-obyczajowe.html' title='ŚWIADOMOŚĆ DEMOKRATYCZNA, KATOLICYZM I ETYKA'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-2261495891637933325</id><published>2009-06-24T08:18:00.004+02:00</published><updated>2010-03-02T15:29:41.765+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='odmieńczość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>POŻĄDEK</title><content type='html'>Korektor! Gdzie się podział korektor?! Ktoś musi w końcu zrobić porządek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stop! – zawołał autor. – Biorę winę na siebie. Oto dokonałem świadomego, bezpardonowego gwałtu na ortografii. Zostałem adwokatem kakografii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ż" – ten agent obcego (nie)porządku, agent pożądania – wdarł się podstępnie, pod przykrywką homofonii, w odwiecznie ustalony ład ortograficzny. Rozpoznasz go po alfabecie, lecz w mowie nigdy nie będziesz już pewien, czy usłyszałeś "porządek" czy zawirusowany "pożądek". Nie będziesz wiedział, czy jesteś jeszcze w bezpiecznym świecie swojskich reguł, czy może już wkroczyłeś niepostrzeżenie w świat ortograficznej anarchii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastąpiła zatem irupcja pożądania, tej odśrodkowej siły, która czai się za każdym porządkiem, w jego niestrzeżonych zakamarkach, by zaatakować znienacka. Wyparte poza ramy porządku, pożądanie zaznaczyło swą obecność (dys-)(orto-)graficznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porządek to efekt (po)rządzenia, efekt regulacyjnej funkcji władzy. Porządek musi się powielać, powtarzać, utwierdzać. Potrzebuje całej armii stróżów, celników, korektorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożądanie, natomiast, jest zawsze odmieńcze. Wkrada się do swojskiego porządku i odmienia go. Przestawia litery, zmienia parametry, zaburza rytm. Niekiedy, choć rzadko, obala istniejący ład. Wszelkie pożądanie jest pragnieniem przemiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pożądanie jest jednak od porządku zależne. Jeśli uznamy, że jest siłą proaktywną, to musi istnieć inna, reaktywna siła, która ustanawia porządek, regułę, powtarzalność; siła samozachowawcza. (Dobry smak podpowiada, że przesadą byłoby nazwanie tej siły "porządaniem".)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pożądek? Pożądek jest tworem oksymoronicznym, nietrwałym, niemożliwym. Nie ma przyszłości w ortografii, nie stanie się regułą. "Ż" pozostanie tylko symptomem, chwilowym zakłóceniem, jednostkowym aktem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jouissance&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-2261495891637933325?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/2261495891637933325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/pozadek.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2261495891637933325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/2261495891637933325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/pozadek.html' title='POŻĄDEK'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-3942123321184346312</id><published>2009-06-19T12:29:00.007+02:00</published><updated>2010-03-03T00:06:32.205+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homofobia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>poranienia i paragrafy</title><content type='html'>Po publikacji reportażu Jacka Hugo-Badera w GW &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,99219,6707971,Podziemne_zycie_Ewy_H_.html"&gt;"Podziemnie życie Ewy H."&lt;/a&gt; ukazały się w internecie dwa teksty krytycznie odnoszące się do zastosowanej przez dziennikarza formuły: krótki &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Krzysztof-Tomasik/Hugo-czy-Bader/menu-id-198.html"&gt;komentarz&lt;/a&gt; na stronie Krytyki Politycznej i nieco dłuższe &lt;a href="http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=700"&gt;omówienie&lt;/a&gt; na Feminotece. Pod tym ostatnim bohaterka reportażu Ewa Hołuszko zamieściła obszerny  komentarz, który obnaża skandaliczne kulisy powstania reportażu oraz manipulacje, jakich dziennikarz dopuścił się na zebranym materiale. Zachęcam do lektury tych tekstów i komentarzy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie tej dyskusji chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewien drobiazg: w reportażu pada stwierdzenie (raczej wyrwane z kontekstu), że "transseksualistki to głęboko poranione, pokiereszowane osoby, bo bardzo często przeszły przez ręce gejów, nie będąc homoseksualne". Takie sformułowanie ma oczywisty wydźwięk homofobiczny: wynika z niego, że "poranienie" i "pokiereszowanie" osób transseksualnych jest rezultatem jakichś niecnych działań okrutnych gejów (lesbijki, jak zwykle, pozostają przemilczane). I chociaż tzw. "środowisko gejowskie" potrafi być na swój sposób wykluczające i normatywne, to przecież często osoby transseksualne mogą liczyć choćby na odrobinę wsparcia właśnie wśród odmieńców seksualnych. Nie chcę już dociekać, skąd ta uwaga, w takiej formie, wzięła się w reportażu – ale warto (krytycznie) odnotować jej obecność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna obserwacja, z innej beczki. Jak można się dowiedzieć z reportażu, po ustaleniu przez sąd właściwej płci (a powołuje się w tym celu cały sztab ekspertów), w pierwszym rzędzie zmieniane są dokumenty, a korekcja płci (która formalnie nie powinna być nazywana "zmianą") jest niejako wymuszona przez konieczność dostosowania cielesności do stanu zgodnego z dokumentami. (Cały ten proces jest długi, żmudny i nierzadko upokarzający.) Tylko w nowoczesnym systemie biurokratyczno-prawnym dokumenty mają pierwszeństwo nad cielesnością, a zmiany w anatomii są wtórne względem mocy dokumentu. Można by rzec, że korekcja płci służy zrobieniu "porządku w papierach" – a nie jest uzasadniona np. prawem jednostki do szczęścia i samorealizacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzmi to trochę tak, jak w powieści &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Paragraf 22&lt;/span&gt;, gdzie fizyczna obecność bohatera nie jest bynajmniej wystarczającym dowodem na to, że żyje, skoro w papierach został uznany za poległego. &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-3942123321184346312?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/3942123321184346312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/po-publikacji-reportazu-jacka-hugo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3942123321184346312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/3942123321184346312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/po-publikacji-reportazu-jacka-hugo.html' title='poranienia i paragrafy'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-613579551390281833</id><published>2009-06-15T15:20:00.002+02:00</published><updated>2010-03-02T15:15:53.026+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='edukacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>queerowanie Akademii</title><content type='html'>Jak zwykle nie w porę: zaczynają się wakacje, a ja znowu wyskakuję z poważnym tematem. Takie to już u mnie kiepskie wyczucie koniunktury... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co poniżej, to moje notatki do dyskusji nt. "queerowania Akademii", w której jakiś czas temu miałem wziąć udział (i w końcu nie wziąłem). Pomyślałem, że nadadzą się do bloga -- chociaż wiem, że temat trudny i dla wielu mało ciekawy. Mimo to życzę ekscytującej lektury całej rzeszy moich wiernych czytelników! ;D &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Czym w ogóle jest „queerowanie”? I co oznacza „queer” w polskim kontekście? Czy sama obecność „geja” i lesbijki” w akademickim dyskursie (w kontekście innym niż moralne potępienie) jest już „queerowaniem”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a) „queer” jako modne słowo wśród młodych, wielkomiejskich gejów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;b) „queer” jako zwykły synonim geja/lesbijki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c) „queer” jako „wiedza tajemna” pewnej grupy akademików&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Propozycja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a) queer nie może w żaden sposób być wykorzystywany do stawiania się w pozycji uprzywilejowanej (w akademii czy poza nią)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;b) nie może służyć „zbijaniu kapitału” (politycznego, społecznego, kulturowego itp.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c) nie może wykluczać (np. gejów i lesbijki z prowincji, osób biseksualnych itd.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;d) potrzebne jest podnoszenie świadomości społecznej na temat teorii queer (głównie, ale nie tylko, w społeczności odmieńców i ich politycznych przedstawicieli)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Czy w polskim kontekście warto i należy rozróżniać pomiędzy koncepcją „gejowskiej / lesbijskiej tożsamości płciowej” a opartą na krytyce tożsamości koncepcją „queer”? Może najpierw należy dążyć do „zdobycia przyczółków” poprzez silne zakotwiczenie w świadomości społecznej i w dyskursie akademickim tradycyjnie rozumianego „geja” i lesbijki”? A może w ogóle teoria queer już się przeżyła i wypaliła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Propozycja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a) Myślę, że teoria queer się nie wypaliła, ale (w sposób typowy dla polskiej akademii) zanim jeszcze zdołała poważnie „przeorać” nasze myślenie o płci i seksualności, została dość pobieżnie zaanektowana, zmoderowana, a przez niektórych szybko uznana za „passé”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;b) W teorii queer tkwi ogromny potencjał, ale do jego wydobycia potrzebna jest równie ogromna praca intelektualna -- na którą raczej nie ma co liczyć, ze względu nie tylko na konserwatyzm (żeby nie powiedzieć intelektualną inercję) polskiej akademii, ale także rozwiązania strukturalno-systemowe, które w skuteczny sposób blokują tego typu przedsięwzięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c) Zanim w ogóle zaczniemy poważnie myśleć o „queerowaniu” polskiej akademii, konieczna (choć mało prawdopodobna) jest dyskusja na temat kultury akademickiej w ogóle, na temat roli uczelni wyższych w demokratycznym społeczeństwie. Potrzebna jest zasadnicza przemiana – zarówno systemowa, jak i mentalnościowa – w sposobie pojmowania akademickości, zwłaszcza w naukach humanistycznych. Kluczowe dla takiej przemiany jest upowszechnianie słabo obecnego w polskiej kulturze edukacyjnej krytycznego myślenia. Należy przeciwstawiać się inżynieryjno-menedżerskiemu podejściu do edukacji wyższej, idei „zarządzania wiedzą” (a także, na innym poziomie, „zarządzania różnorodnością”) przez nowoczesne kapitalistyczne państwo. Choć brzmi to nieco patetycznie: należy bronić wolności akademickiej i autonomii działalności naukowej i intelektualnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;d) Jeśli „queerowanie” ma mieć jakikolwiek głębszy sens, to nie może być wyłącznie dopisaniem kolejnej kategorii do katalogu akademickich dyscyplin / tematów / metod badawczych; musi mu towarzyszyć szerszy kontestatorski / konfrontacyjny „duch” -- podobny do tego, jaki towarzyszył początkom ruchu queer. Dla teoretyka / badacza queer stan „normy” to stan kryzysu, a queer jest właśnie odpowiedzią na ten „kryzys normalności.” Dlatego tym, którzy po zwycięstwie formacji konserwatywno-liberalnej w ostatnich wyborach liczą na „powrót do normalności” po mrocznych czasach kaczyzmu, teoria queer ma wiele do zaoferowania.&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-613579551390281833?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/613579551390281833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/queerowanie-akademii.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/613579551390281833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/613579551390281833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/queerowanie-akademii.html' title='queerowanie Akademii'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4293337987555776684</id><published>2009-06-09T01:51:00.004+02:00</published><updated>2010-03-02T13:04:52.703+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='LGBTQ'/><title type='text'>europejskie tango  (a miałem nie pisać o wyborach!)</title><content type='html'>Europa znalazła się w iście mrożkowskiej sytuacji: budowany przez lata "model liberalny" jest coraz ostrzej kontestowany przez rosnące w siłę ultrakonserwatywne, ksenofobiczne partie prawicy. W Polsce największym kontestatorem zastanego porządku publicznego (przynajmniej w sferze symbolicznej) jest przecież Jarosław Kaczyński. Stabilizująca "zachowawczość" modelu liberalnego paradoksalnie nadaje ideom narodowo-konserwatywnym posmaku "rewolucyjności", a rewolucja jest sexy i potrafi uwodzić. Kaczyński i jego rozliczni kuzyni z innych europejskich krajów stawiają dotychczasową "normalność" pod znakiem zapytania, natomiast ogromna część ruchu LGBT tej normalności gotowa jest bronić do ostatniej kropli krwi, widząc w niej "spełnioną utopię", jak napisało ostatnio dwóch ważnych przedstawicieli tego ruchu w Polsce. Zdaję sobie, oczywiście, sprawę, że inna jest "normalność" w wydaniu holenderskim, a inna w polskim – ale i tak chciałoby się zakrzyknąć: "Nie wierzcie w utopie, zwłaszcza te spełnione!" (To właśnie w Holandii ultraprawicowa partia Geerta Wildersa odniosła ogromny sukces.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z odmieńczego punktu widzenia warto być może skorzystać z pewnego "rozchwiania" europejskiej polityki i spróbować dokonać takich interwencji, które z jednej strony zredefiniują szereg parametrów (np. tożsamościowych) modelu liberalnego, a z drugiej strony przeciwstawią się groźnej fali ksenofobii i nacjonalizmu. Czy nie udało się tego dokonać, choćby w niewielkim stopniu, szwedzkiej &lt;a href="http://www.partiapiratow.org.pl/node/2"&gt;Partii Piratów&lt;/a&gt;, która przemyciła do europarlamentu alterglobalistyczne idee uderzające w podstawowe zasady współczesnego korporacyjnego kapitalizmu i poszerzające sferę wolnościową? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, ambitny plan. Może nawet nieco, hmm… utopijny? &lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4293337987555776684?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/4293337987555776684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/europejskie-tango-miaem-nie-pisac-o.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4293337987555776684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/4293337987555776684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/europejskie-tango-miaem-nie-pisac-o.html' title='europejskie tango  (a miałem nie pisać o wyborach!)'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-8072698516519596454</id><published>2009-06-04T00:08:00.006+02:00</published><updated>2010-03-02T14:48:26.495+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gender'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozosia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemoc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>100 ways to be a good girl</title><content type='html'>W jednym z krótkich filmów, które składają się na cykl Artura Żmijewskiego "Demokracje", ksiądz mówi z ambony (cytuję z pamięci): "Żono, bądź posłuszna swojemu mężowi. Mężu, opiekuj się swoją żoną". Nic nowego, oczywiście – właśnie w powtarzalności tego imperatywu (a już zwłaszcza w tak zrytualizowanym kontekście, jak nabożeństwo kościelne) leży jego regulująca moc, jego pozorna oczywistość. To nie jest, rzecz jasna, jakiś główny przekaz wypływający z projektu Żmijewskiego – o jego ważkich przekazach mądrzy ludzie napiszą jeszcze wiele mądrych tekstów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytoczona scenka pokazuje jednak, jak bardzo "bycie dobrym" (a jest to, wbrew pozorom, bardzo normatywny osąd, którego stawką bywa często akceptacja wspólnoty lub wykluczenie z jej grona) zależy od pozycji w hierarchii władzy. Kiedy jest się w relacji podporządkowania (albo takie przynajmniej jest oczekiwanie społeczne), bycie dobrym oznacza pokorę i uległość, kiedy natomiast jest się w pozycji władzy, za "dobroć" uznaje się cechę, którą nazwałbym ze staroświecka "łaskawością" (w przeszłości był to np. "ludzki pan", a dzisiaj przykładem może być "dobry chłop, bo żony nie leje"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień wcześniej obejrzałem "Antychrysta". Nie zamierzam wdawać się tu w jakieś wielkie rozważania; napiszę tylko, a propos powyższej obserwacji, że odebrałem film von Triera jako (między innymi) komentarz na temat zachodniej, judeo-chrześcijańskiej metafizyki dobra i zła. W metafizyce tej kobieta i tak zawsze wyląduje w pozycji "wspólniczki szatana", nosicielki zła, podczas gdy mężczyzna – jako nosiciel racjonalnej etyki – zawsze wygra jako "dobro". I nieważne, że bohater-psychiatra w swoim nowoczesnym, naukowym podejściu do terapii odrzuca kategorie "dobra i zła" i potępia, jak każe zdrowy rozsądek, XVI-wieczne procesy czarownic: w końcu przecież sam zabija żonę-czarownicę i dosłownie pali ją na stosie. Właśnie po to, by mogło zwyciężyć to bardzo dwuznaczne "dobro", które reprezentuje. (Zupełnie nie zgadzam się z tymi interpretacjami, które doszukują się w filmie mizoginii.) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skunk Anansie (Skin) śpiewa w jednej z moich ulubionych piosenek: "I know 100 ways to be a good girl". Któż ich nie zna? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/8XvB6joGj4A&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/8XvB6joGj4A&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(t)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-8072698516519596454?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/feeds/8072698516519596454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/100-ways-to-be-good-girl.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8072698516519596454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8866356464357898761/posts/default/8072698516519596454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://hodowlaidei.blogspot.com/2009/06/100-ways-to-be-good-girl.html' title='100 ways to be a good girl'/><author><name>hodowlaidei</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10969110659419339185</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8866356464357898761.post-4394892856107573049</id><published>2009-05-31T23:48:00.003+02:00</published><updated>2010-03-02T13:01:51.935+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='satyra'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='heteronormatywność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seksualność'/><title type='text'>hetero-manifest</title><content type='html'>Myślę, ze nadszedł już czas, aby rozpocząć w naszym kraju walkę o prawa osób heteroseksualnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogi heteroseksualisto, droga heteroseksualistko! Pamiętaj, że: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. MASZ PRAWO do nieskrępowanego korzystania z własnego ciała; &lt;br /&gt;2. MASZ PRAWO nie bać się eksperymentować ze swoją seksualnością; &lt;br /&gt;3. MASZ PRAWO do niekonwencjonalnych praktyk seksualnych; &lt;br /&gt;4. MASZ PRAWO nie wstydzić się takich praktyk; &lt;br /&gt;5. MASZ PRAWO zostać odmieńcem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albowiem NIE MA WOLNOŚCI BEZ SEKSUALNOŚCI!&lt;br /&gt;(t/r)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8866356464357898761-4394892856107573049?l=hodowlaidei.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+x
